wtorek, 27 maja 2014

Nie sama.


Ten post miał być o czymś innym, ale kiedy kładłam się wieczorem do łóżka, pomyślałam sobie kolejny raz - w jak niezwykłym świecie się znalazłam... Pewne spotkanie z rodzicami z Tomka klasy, o którym swoją drogą powinnam napisać, ale to nie dziś, wprowadziło mnie w pozytywnie melancholijny nastrój. Rozmowy o wszystkim, niezmierzona niczym serdeczność, radość w spojrzeniu, szczerość w uśmiechu, otuliły mnie ciepłym i mocnym ramieniem dając siłę na kolejną walkę z przeciwnościami losu. W takich momentach myślę sobie - nieważne jak wielu jeszcze trudnościom będę musiała stawić czoła, ważne jest to co zyskałam i to, co jeszcze nadejdzie.
Włosi mogą złorzeczyć na swoją politykę, na biurokrację, na chaos, ale niezmiennym pozostanie fakt, że są narodem wyjątkowym, że ich kraj jest jednak trochę inną, lepszą planetą. Nie wiem, czy moje psalmy pochwalne mam odnieść do całego kraju czy do Marradi. Miejscowi twierdzą, że to specyficzne miasteczko, ale też zaraz dodają, że tak dobrze się tu żyje. Wielu być może zarzuci mi stronniczość, patrzenie przez różowe okulary i nie będę się tego wypierać. Jednakże nawet rok mieszkania tu, zderzenie z włoską codziennością, rzeczywistością, w żaden sposób nie naruszyły mojego idealnego obrazu. Oczywiście problemy są, czasem poważne, trudności, kłody i dołki, ma je każdy. Taki moment, taki etap. Czy tu, czy w Polsce, czy gdziekolwiek. Ale to tu, kolejny już raz czuję, że ludzie, którzy mnie otaczają dają mi ciepło, oparcie, nie odsuwają na margines, pamiętają, pytają, rozmawiają, są... Nigdzie nie zaznałam takiego poczucia bycia razem, życia ze sobą, a nie obok siebie, jak właśnie tu, w mojej cichej, swojskiej Toskanii...
CIRCONDARE - OTACZAĆ


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj