niedziela, 25 maja 2014

Pierwsze koty za płoty


Już mogę odetchnąć - pierwsze włoskie przyjęcie urodzinowe dla dzieci za mną. Przejęta byłam jakby nie wiem co się miało wydarzyć. Już od bladego świtu siedziałam w kuchni i piekłam cuda. Do pomocy włączyli się Paw i Mario, więc wszystko udało się przygotować na medal!
Kilkoro dzieci niestety nie przyszło, ale te co się stawiły, bawiły się setnie, kursowały między rzeką, pokojem chłopców i stołem z łakociami. 


To co dla mnie było najmilsze to nawiązanie bliższych relacji z mamami, których wcześniej dobrze nie znałam. Znów mogłam zakosztować włoskiej serdeczności, ciepła, otwartości. Po takich dniach jak wczoraj, mam wrażenie, że mój toskański świat się rozrasta. Ludzie wciąż tak żywo i ciepło reagują na nasze bycie tutaj, oferują pomoc, cieszą się z naszych drobnych sukcesów, kibicują dzieciom. A jeśli chodzi o dzieci - znów nasłuchałam się pochwał, jacy to są wyjątkowi, jacy spokojni itd... itd...


Kolejny też raz okazało się, że Marradi to taki mikroświat, gdzie wszyscy się znają, każdy jest czyjąś babcią, siostrą, przyjaciółką, sąsiadką. Jedna z mam, kiedy weszła do salonu i zobaczyła naszego ludka, uśmiechnęła się od ucha do ucha i powiedziała, że obrazek namalował mąż jej siostry. Tłumaczyłam, że kupiliśmy go w barze, lata temu i do tej pory wisiał na naszej warszawskiej ścianie. Rosa opowiadała, że zdjęcie obrazka było zamieszczone nawet w prasie, a ja śmiałam się, że w takim razie jestem posiadaczką prawdziwego dzieła sztuki.

W czasie kiedy Mikołaj miał swoje przyjęcie, przed naszym domem zbierali się ludzie, im bliżej wieczora tym publiczność coraz bardziej się zagęszczała. Nawet chłopcy już na koniec z ostatnimi gośćmi, zmęczeni zabawą, stanęli przy parkanie i żywo oklaskiwali. A kogo? O tym już jutro! JUTRO to po włosku DOMANI.


1 komentarz:

  1. Gratulacje udanej imprezy!
    Radość dzieci świadczy o dobrze spędzonym czasie.
    Pozdrawiam Asia op.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj