czwartek, 10 kwietnia 2014

Przegnać smutki i nigdy nie jest za późno na naukę!



Czasem są takie dni, że człowiek dochodzi do muru, a mur taki gruby i tak wysoki, że nikt nawet nie przypuszczał. Ani go przeskoczyć, ani obejść, walić głową też nie ma sensu, bo tylko głowa potem boli. I tak się stoi bezradnie i myśli, co dalej ... To są takie dni kiedy nawet kwiatki nie cieszą i do kuchni nic nie gna. Takie dni zdarzają się rzadko, ale jednak ... Na szczęście jestem osobą, która szybko ustawia się do pionu, więc i tym razem zaraz się poskładam. Najważniejsze, że jestem tu. To moja pierwsza myśl, ilekroć sprawy obierają niepomyślny obrót. Jestem tu, jestem tu ... powtarzam jak mantrę i choćby przez łzy, uśmiecham się do tej myśli.

Jednak i w tym całym dniu popapranym była też kropla dobrego - czyli dzień otwarty w szkole (w Tomka klasie) i znów nasłuchałam się, że Tomek to taki fajny, taki miły, taki ambitny, autorytet w wielu kwestiach. I krajowy test z matematyki bez najmniejszej pomocy sam dobrze napisał, rzucony na naprawdę głęboką wodę. Dzień wcześniej natomiast, kiedy dzieci wychodziły ze szkoły, zawołała mnie wspomniana już na blogu siostra Sorlinda na rozmowę, bo koniecznie chciała się ze mną podzielić swoimi uwagami. I od niej też usłyszałam, że Tomek to wyjątkowe dziecko, że ma w sobie niespotykaną wrażliwość, że ona mi z serca gratuluje takiego syna itp. itd.... Serce puchnie z dumy!

A jeszcze w kwestii szkoły - podczas wczorajszej rozmowy z nauczycielkami trochę pół żartem powiedzieliśmy, że szkoda, że dla dorosłych kursów szkoła nie robi.
A panie na to - no jak nie robi, jak robi??! I już szast prast, ktoś pobiegł zawołać nauczycielkę, która przypadkiem jeszcze w szkole była, ta sama co z Tomkiem w pierwszych miesiącach nad włoskim pracowała. Chiara - tak się przedstawiła, uśmiech od ucha do ucha, od pierwszego momentu za serce chwyciła. I już w najbliższy poniedziałek Paw z zeszytem pod pachą stawia się na pierwszej lekcji.




A teraz konkrety - okazało się, że szkoła w Marradi organizuje kurs włoskiego dla dorosłych (finansowany przez gminę, więc kursanci nie płacą nic), są dwie grupy - jedna zaczyna od podstaw, druga jest już trochę zaawansowana. Kiedy Chiara pokazała program, Paw się przestraszył i mimo moich zapewnień, że on zaawansowany, zadeklarował się, że chce wszystko zacząć od początku. Lekcje teraz odbywają się raz w tygodniu po 1,5 godziny, a po Wielkanocy będą już dwa razy w tygodniu. No to trzymajcie kciuki, oby się Paw nie zniechęcił, odblokował i w końcu zaczął mówić:)
A jeszcze dodam, że do pochwał na temat Tomka dołączyła też i Chiara - że on tak pięknie po włosku mówi, i że szczerze mówiąc nie rozumiała czemu nauczycielki go do niej na doszkalanie wysyłały. A i mnie się przy okazji doleciało, bo Chiara chciała wiedzieć skąd u mnie taka płynność w mówieniu, więc w dwóch słowach opowiedziałam o kursach, certyfikatach i miłości szalonej do tego języka. 

KURS to po włosku CORSO

14 komentarzy:

  1. Lubię te Pani maradyjskie opowieści bo one udowadniają mi może być inaczej, że nie muszę akceptować bezwzględnie naszej, polskiej rzeczywistości.Na szkolnych zebraniach słyszę tylko o niedociągnięciach i brakach, na przedszkolych o opłatach. We wszystkich instytucjach państwowych pracownicy skupiają się na utrzymaniu na stołku zamiast na powierzonych zadaniach i służbie. Mówi się, że Polacy tylko narzekają. Ale jak można nie narzekać gdy nic nie spełnia naszych oczekiwań a na każdym kroku czai się strach przed tym, że ktoś jakiś paragraf na nas znajdzie. Może powodem jest to, że Polska to bardzo biedny kraj? Gdy obywatelom powodzi się w miarę dobrze to pewnych wypaczeń, które pewnie są wszędzie już nie zauważa? I ludzie przestają narzekać, bo mają co jeść i nie boją się o to co będzie jutro. Łudzę się, że to tylko kwestia czasu. Większość społeczeństwa jest już ogarnięta, świadoma, pozbawiona zaściankowych kompleksów i otwarta.
    Piękne jest to zdanie "jestem tu". Piękne i zarazem trochę wstyd mi, za nasz wspólny kraj, że tak wiele osób czerpie największa pociechę z tego, że może żyć poza jego granicami.

    Daria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, choć to smutne, tak właśnie jest...

      Usuń
  2. Kiedy jeszcze mieszkałam w US też zaczynałam od takiej szkoły językowej. Była darmowa, oczywiście również wzięłam program od podstaw, bo nie wierzyłam w siebie. Nawet kiedy już umiałam co nieco, blokada i tak była. Nie pomogły tłumaczenia, ani nic ;) Najczęściej milczałam, ponieważ wychodziłam z założenia, że albo powiem coś perfekcyjnie, albo w ogóle ;) A że perfekcyjnie nie umiałam ... Tak więc rozumiem podejście męża i życzę powodzenia :)
    Co do dzieci - uwielbiam czytać/słuchać wypowiedzi rodziców dumnych ze swych pociech! To uskrzydla! Wyznaję zasadę, że należy chwalić często i gęsto ;) Fajnie, że Twoi chłopcy mają taką kochającą mamę :) Podoba mi się to, że nie peszy Cię chwalenie własnego dziecka, co niestety obserwuję dosyć często. Mój syn dziś pisze sprawdzian kompetencji trzecioklasisty. Pomimo, iż poszedł do szkoły rok wcześniej, uczy się świetnie :) A ja stresuję się od samego rana, mam nadzieję, że sobie poradzi... pierwszy poważny test w Jego życiu już za 6 minut!!! Bycie mamą jest cudowne, ale te stresy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja córka też właśnie go rozpoczęła. Również poszła do szkoły jako sześciolatka. Ale ja się nie stresuję, w końcu to test dla szkoły i nauczyciela bardziej niż dziecka :)

      Ala

      Usuń
    2. Trzymam kciuki za wszystkich trzecioklasistów!

      Usuń
    3. Chwalić dzieciaki uwielbiam, bo jestem autentycznie z nich dumna, tu często się powstrzymuję, żeby zachować równowagę i nie odstraszyć Czytelników:)) Moje dzieci też jako sześciolatki poszły do szkoły. Jednym z argumentów była Italia, wiedziałam, że wcześniej czy później tu będą kontynuować naukę, więc chciałam żeby byli zgodni wiekowo z włoskimi dziećmi.

      Usuń
    4. dziękujemy za kciuki :) syn twierdzi, że ten test to "łatwizna" ;D no tak, zobaczymy ;)


      Usuń
  3. To ja siedząc na okienku sobie poczytuję i pozwolę.
    Jako mama nie przepadam za polską szkołą, bo mamy tak chory wyścig szczurów, że włącza mi się bunt i przekora. Wynik spr kompetencji ma być tylko wskazówką co tam można jeszcze ćwiczyć, żeby lepiej się uczyło dziecku i przyjemniej. Niestety szkoły robią rankingi wyników, media wskazują rewelacyjne szkoły, rodzice toczą boje i naciskają dzieci żeby się dostały, to jest bardzo niedobre pod każdym względem. Myślę już od jakiegoś czasu jak to zrobić żeby uniknąć nacisku i żeby moje drugie dziecko pomimo nacisku i tekstów na każdej lekcji:- Pogorszyliście się w nauce, miało więcej radości w życiu niż stresu i presji.
    Jako nauczyciel mam w sobie bunt przeciwko straszeniu młodzieży, tylko, że oni już bez brzytwy na gardle nie pracują, bo tak są "wytresowani".
    Ja też chcę do szkoły włoskiej dla dorosłych, szkoda, że trochę daleko hi hi.
    Trzymam kciuki za męża i wspieram.
    A moja córka dziś w ramach życia bez presji na zawody z uwaga piłki nożnej pojechała. Hurrra!
    Pędzę dziś załatwiać trudne sprawy.
    Pozdrawiam Ciebie Kasiu, Rodzinkę i towarzyszącą Anetę.
    Cieszę się Wami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Te rankingi, testy mnie zawsze przerażały. Nie wiem jeszcze jak jest tu. Ale różnica podstawowa jest taka, że tu nikt tego testu nie zapowiadał, dzieciaki pisały go bez ciężaru. Przynajmniej w naszej szkole.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawsze czytając posty na temat szkoły zadaje sobie pytanie dlaczego u nas tak by nie mogło być? Przecież wystarczy tylko trochę dobrej woli, organizacji, pomysłu... Chociaż w szkole mojej córci co rok widzę zmianę na lepsze, dyrekcja chętnie współpracuje z rodzicami wdrażając ich pomysły (chociaż takich rodziców mała garstka, co mnie dziwi). Nawet dzisiaj zaproponowaliśmy pomysł na promocję szkoły i chętnie się do tego włączymy, bo akurat możemy, potrafimy. Tak jest w tej naszej szkole, z której co rok jestem coraz bardziej zadowolona, chociaż do Waszej jeszcze jej daleko :-) Cieszę się jednak, że można coś zmienić wspólnymi siłami. Chociaż troszkę, na tyle ile to jest możliwe wewnątrz szkoły. Niestety w większości tak nie jest... Ale tutaj potrzeba zmian również "na górze", bo sami rodzice, nauczyciele nie są w stanie sprostać wszystkiemu. Trzymam kciuki za Męża :-) Jestem pewna, że świetnie sobie poradzi.
    Jeśli chodzi o mur... sama ostatnio na taki natrafiłam, więc bardzo dobrze wiem co czujesz. Trzymaj się i nie dawaj! Jesteście tak cudowną rodziną, że wspólnie ten mur rozwalicie i pójdziecie z radością dalej :-) Głowa do góry!
    Spokojnego dnia :-)
    PS. Jak idzie pisanie książki? Czekam na nią niecierpliwie :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Paw, trzymam kciuki za Ciebie! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. pamiętam swoje zmagania z językiem mojego nowego kraju. Blokady, stres, strach i tęsknota. Tego czasu nie wspominam najlepiej. Mimo wszystko było warto zacisnąć zęby i poszarpać swoje nerwy. Teraz to już w domu :) bez większych problemów językowych. Kciukaski trzymam za męża. Da radę.

    przytulam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję wszystkim za wsparcie Paw:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kciuki za Pawła! W takich warunkach jak to Kasia opisuje, na pewno szybko blokada zniknie:)

    O polskiej szkole można by długo. Niestety z z takim znaczkiem :(. W szkole mojej córki, nauczyciele są świetni...ale dyrekcja...mamy nadzieje na zmianę, na lepsze, choć patrząc na to co się w tej "republice bananowej" pod Warszawą wyprawia, mam obawy, ze nie uda się obsadzić stanowisko dyrektora osobą, której zależy na czymś więcej niż tylko stołku i która nie jest wmanewrowana w "układ".

    OdpowiedzUsuń

Drukuj