poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Briscola!



Piątek.
- Gdzie byliście?
- U Cateriny.
- Co robiliście?
- Graliśmy w briscolę!
- ????

 Sobota.
- Kupisz mi briscolę? - średnio co pięć minut pyta Mikołaj. - to tylko 6,5euro. No kupisz? Proszę!



Kupiliśmy zatem briscolę, która mimo opowieści Mikołaja była dla mnie wciąż prawdziwą zagadką. W sklepie pani wręczyła nam pudełeczko z talią kart. Mikołaj ściskał je w ręku do samego domu, oglądał je z każdej strony. Dwoił się i troił by wytłumaczyć nam reguły, których sam jeszcze do końca nie rozumiał. W pudełeczku były jednak trochę inne karty niż te tradycyjne. Zaintrygowana zaczęłam przekopywać internet, by zgłębić zasady nowej gry. I jak raz spróbowaliśmy, to już ciężko nam się było oderwać! Obłęd jakiś! W ciągu jednego dnia opanowała nas prawdziwa "briscolomania"! Kiedy przyszedł Mario, mimo wcześniejszych zapewnień, że kart to on nie lubi, wciągnęło i jego. Opowiedział jak grywał w dawnych czasach, a przy okazji wyjaśnił nam pewne niuanse.  

Słów kilka wyjaśnienia. 
Briscolę przywieźli na Półwysep Apeniński prawdopodobnie Francuzi już około 1500 roku. Gra natychmiast się przyjęła, reguły zostały wielokrotnie zmodyfikowane, zatem z czasem zaczęła być uznawana za typowo włoską grę (ale jej odmiany są popularne również w innych krajach basenu Morza Śródziemnego).
O zasadach. 
Gra się talią 40 kart - as, 2, 3, 4, 5, 6, 7, walet, królowa (koń) i król w czterech kolorach - kije, denary, miecze i kielichy. Wszystkich punktów łącznie jest 120. Można grać w dwie osoby, we cztery (para na parę), we trzy (usuwając z talii jedną dwójkę) a nawet w sześć (eliminując wszystkie dwójki). 



W Briscolę grają tu wszyscy, już teraz rozumiem czym emocjonują się starsi panowie przy barowych stolikach! Mikołaj dziś rano spakował karty do plecaka, zapewniając mnie, że grają tylko na przerwach. 
Chłoniemy "włoskość" z niegasnącym zapałem:)


ASSO to znaczy AS!

5 komentarzy:

  1. haha ale się zgrałyśmy! ja dziś napisałam o grze, która zrobiła u nas furorę w miniony weekend, zaglądam do Ciebie, a tu Briscola! Świetne są takie rodzinne zabawy i rozgrywki :) Miłego poniedziałku!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, nieznana to dla nas gra, poczytam o niej i zobaczymy może będąc we Włoszech kupimy. My natomiast gramy bardzo chętnie w Dobble i Trio no i oczywiście w karcianą grę Uno. Polecamy bardzo wszystkie trzy.
    Poniedziałek okropny w pracy ze względu na ludzi, ze względu na dzieciaki fajny, a pogoda dramatyczna, wiatr straszny i deszcze przejściowe.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Asia op.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tych dwóch pierwszych nie znam, w uno również gramy namiętnie, ale w wersję z kołem - rewelacyjna jest!
      pogoda straszna - zgadzam się, właśnie leżę pod kocem zmarznięta :(

      Usuń
  3. Trafiłam na bloga niedawno, całkiem przypadkiem- i jestem zachwycona!!!
    Najbardziej podobają mi się przepisy ;) szybkie i smakowicie wyglądające ;)
    Niedługo kończę pracę, będę się przygotowywać do porodu... i będę próbować je wszystkie jeden po drugim!!!

    Kocham Włochy, choć nigdy tam nie byłam. Mam nadzieję, że będzie mi dane. Niesamowicie Wam zazdroszczę decyzji o zamieszkaniu tam. :)

    Na niektórych zdjęciach widać klimat Waszego włoskiego mieszkania... czytałam w starszych postach, że miała Pani napisać o nim coś więcej i pokazać je czytelnikom bloga. Mam nadzieję, że przypomnienie tego nie będzie nietaktem :)

    I muszę napisać, że jest Pani bardzo piękną kobietą, Miło się ogląda zdjęcia :) i oczywiście tworzycie bardzo fajną rodzinę.

    Blog dodałam do zakładek i nie mogę się już doczekać kolejnych wpisów :) Pozdrowienia z deszczowego mazowsza :)

    I proszę nam przesyłać słoneczne widoki włoskich pól i winnic! :)

    P.S. życzę pomyślnego napisania książki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa:)))
    Tak tak, obiecałam zdjęcia domu, ale jeszcze się powstrzymuję, bo zostało trochę rzeczy do dopieszczenia. Dopiero teraz kiedy zrobilo się naprawdę ciepło, można coś zdziałać. Dom choć duży, urządzony jest skromnie, ale ma klimat i dobrze nam się w nim mieszka. Może się złamię i jednak przed dopieszczaniem to i owo pokażę:) Pozdrawiam serdecznie z chłodnej dziś Toskanii.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj