środa, 15 stycznia 2014

Święto dzika


Żeby już zamknąć stary rok i pisać o sprawach bieżących chciałabym Wam opowiedzieć jeszcze o dwóch zaległych festach, w których uczestniczyliśmy latem.
Dziś zatem krótkie lipcowe wspomnienie z San Martino in Gattara, w którym to przez dwa weekendy odbywała się Sagra della collina e del cinghiale.
To jedna z największych, najbardziej znanych imprez w okolicy i z pewnością jedna z najlepiej zorganizowanych. 
Wszystko odbyło się na miejscowym boisku, gdzie rozstawiony został ogromny namiot, pod którym przygotowano ławy i stoły. Tu można było skosztować dań z dzika - bohatera całego zamieszania, ale nie tylko. Do wyboru była cała lista przysmaków i tagliatelle i tortelli i spiedini, co tylko dusza zapragnie! 





Niestety ja tym razem nie trafiłam dobrze z wyborem. Postanowiłam kolejny raz dać szansę polencie, ale o zgrozo okazała się niejadalna. Podkradałam więc smakowite kąski pieczonej giczki z tomkowego talerza. 
- Jak można jeść polentę? To okropne! 
- Jeszcze nie jadłaś dobrej polenty! Pewnego dnia sami zrobimy. - przekonywał mnie Mario.
Z polentą rzeczywiście do tamtego dnia nie miałam szczęścia!
Po skończonej kolacji ruszyliśmy na obowiązkową rundę po straganach. A tam! Wszystko - i mydło i powidło. Zabawki, wędki, latarki, ale też i smakołyki miejscowych wytwórców - miody, sery, wędliny. Potem nieunikniony przystanek przy loterii fantowej, oczywiście bardziej dla śmiechu niż wygranej. 





Ludzi zatrzęsienie, śmiechy mieszały się z muzyką, przystawaliśmy często, bo wśród tłumu co i raz przemykał ktoś znajomy. Po jedzeniu wszyscy przenieśli się na środek boiska, gdzie przygotowano parkiet - długi i szeroki, bo tu ludzie lubią się bawić i miejsca musiało być dosyć. Przed parkietem natomiast ustawiono scenę, na której prezentowały się "gwiazdy" z Romagnii. A jeśli Romagna - to wiadomo - liscio!!!  Folklor jakiego nie zobaczycie w turystycznych miasteczkach!



Do nocy przygrywała orkiestra w swojskim rytmie um pam pam um pam pam, artystka w sombrero na głowie śpiewała całym sercem, a pary wirowały w szalonym tańcu, pląsając walczyki i oberki! Niezapomniany klimat! Toskania to moja miłość, ale nie można nie polubić Romagni:)



DZIK to oczywiście CINGHIALE

2 komentarze:

  1. to dopiero prawdziwa impreza:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Impezka przednia!
    Dzika bardzo lubię, jutro mam na obiad:)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj