czwartek, 23 stycznia 2014

O bieganiu, kotach i domu "widmo":)



Muszę się Wam pochwalić, że kolano po pierwszych bolesnych ostrzeżeniach, uspokoiło się i życia mi nie zatruwa. Każdego ranka, zaraz po odstawieniu dzieci do szkoły ruszamy w stronę Campigno. Na trasie ciągle te same twarze, zawsze radosne powitanie albo wymiana uwag o pogodzie. Czasem pada deszcz, tak jak przedwczoraj i poprzestajemy na 6 kilometrach, a czasem jest tak pięknie, że nie chce się wracać. Wczoraj świeciło słońce, a ptaki świergotały, jakby pory roku pomyliły. Kiedy tak biegamy albo maszerujemy, co i raz odkrywamy coś nowego, wcześniej niezauważonego. Teraz jest to o tyle łatwiejsze, że drzewa bez liści odsłaniają świat, jaki kryje się daleko od szosy.



Wypatrzyliśmy już piękny odcinek rzeki Campigno, na który na pewno wrócimy z prowiantem, kiedy nadejdzie pora piknikowania. Potem grotę w skałach nad samą wodą, gdzie koniecznie musimy zabrać chłopców. 





Ale największe emocje wzbudził w nas dom - dom widmo, bo mimo, że stoi niemal przy samej drodze, przy drodze, którą jeździliśmy tysiące razy, to do tej pory nie mięliśmy pojęcia o jego istnieniu. Na jednym z zakrętów znajduje się stara posesja, dom z kamienia z przybudówkami. Na obdrapanym murze wisi kartka - VENDESI (na sprzedaż). I ten dom widać doskonale, ale podczas porannego biegu odkryliśmy, że za ruderą znajduje się piękna willa!

Postanowiliśmy przyjrzeć się jej bliżej w drodze powrotnej. Ja biegłam przodem - Paweł maszerował z tyłu. Wbiegłam dziarsko pod górkę i przystanęłam koło rudery rozglądając się za furtką, by przejść na teren willi. A tu nagle, drzwi do przybudówki zaskrzypiały i rozległo się złowrogie ... MIAU!!!!
Zmroziło mnie, zimny pot mnie oblał!! Jak nie wrzasnę na całe gardło! Jak nie wystartuję niczym z katapulty, jak nie zacznę gnać jak głupia jakaś. Mało nóg na tej gliniastej drodze nie pogubiłam, ale było mi w tym momencie wszystko jedno! Byle znaleźć się w bezpiecznej odległości! Wtedy akurat wpadłam na Pawła, który dotarł zziajany na miejsce i nadziwić się nie mógł, co też mu tak żonę wystraszyło. Mówię więc, że tam jest kot! A wtedy mój wzrok pada na odręcznie napisaną kartkę, przyczepioną nad wejściem do rudery - Proszę nie dawać KOTOM kości!!  KOTOM - celownik liczby MNOGIEJ! O jasny gwint! 
- Ja zaczekam na dole - rzuciłam tylko Pawłowi i tyle mnie widzieli.    

 Nie wiem jak to możliwe, że do tej pory nie zauważyliśmy tej willi. Mało tego - nie miał pojęcia o jej istnieniu nawet Mario, który tu się urodził i zna niemal każdy centymetr tej ziemi. Wróciliśmy tam tego samego popołudnia, bo koniecznie chciałam posiadłość sfotografować. Jeszcze na podjeździe się wahałam czy wysiąść czy jednak misję tę powierzyć Pawłowi. Moje wątpliwości się rozwiały kiedy na powitanie wyszło nam osiem kotów. Zostałam więc w samochodzie z mocno zaciśniętymi powiekami i zablokowanymi drzwiami, a reszta poszła na zwiady.

Budynek jest w świetnym stanie, ale taki smutny i opuszczony, tak jakby nagle uleciało z niego życie. Właściwa droga dojazdowa jest zarośnięta, z krzaków i wysokich traw wystają białe, ażurowe lampiony na długich nóżkach, które kiedyś podświetlały drogę do domu, w oczku wodnym wciąż pływają ryby... 
Zaintrygował mnie ten dom. Muszę koniecznie się dowiedzieć kto tam mieszkał i dlaczego teraz ta okazała willa stoi pusta.

OPUSZCZONY to znaczy ABBANDONATO

9 komentarzy:

  1. Łączę się w bólu. Też mam kociopsesję. No może nie wskakuję na stół w obecności kotów;) ale spoglądam nieufnie w ich stronę, mam gęsią skórkę i pozostaję w stanie gotowości by na ten stół zawsze zdążyć wskoczyć. Do kotów mam wszystkie jak najgorsze odczucia: odrazy - bo je myszy - fuj i ma nieprzyjemne (choć wszyscy twierdzą, że jest inaczej) futro a pod nim ohydne kościste ciało, nie cierpię ocierania się o nogi, podkradania i tej kociej wrednej natury i wreszcie strachu bo są totalnie nieprzewidywalne. Ja mam może nie jakieś mega traumatyczne ale jednak przykre doświadczenia z kotami. Na wakacjach u babci na wsi spędzaliśmy dłuższy czas więc zabraliśmy ze sobą klatkę z naszym kochanym ptaszkiem. Kocur, zakradł się do pokoju, w którym stała, skoczył na nią przewrócił klatkę, otworzył drzwiczki i zeżarł ptaszka:((( Niedługo potem oglądałam jakiś dokument o kotach i było tam o przypadku gdy kobieta miała kilka kotów, zmarła a one ją zjadły, to jakoś mną wstrząsnęło i utrwaliło wstręt do tych zwierzaków, bbbrrrrrrr

    A willa bardzo piękna i tajemnicza ona też jest na sprzedaż czy tylko ten z kamienia przed nią?

    Lilka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. futro i te kosteczki pod nim przyprawia mnie o gęsią skórkę!! na samą myśl, że mógłby się o mnie otrzeć włosy mi się jeżą!!! Podpisuję się z resztą pod calym komentarzem:))
      A willa nie wiem czy jest na sprzedaż.

      Usuń
  2. Nie chcę za bardzo mówić na głos ;-) Ale może to właśnie jest TEN DOM ;-) Dowiedz się koniecznie i daj znać. Trzymam kciuki nieustająco :-) Wygląda pięknie, tajemniczo, tak jak lubię :-) I ta alejka, ławeczki... Boże jak tam musi być cudnie na wiosnę! I już widzę go oczami wyobraźni kiedy tętni życiem, śmiechem dzieci... Chyba sama bym nie odpuściła takiej okazji, więc do dzieła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historię willi muszę absolutnie zgłębić. Ale choć jest piękna nie jest to dom jakiego szukam, a to z racji położenia. Miejsce w jakim się znajduje to jedno z najbardziej mrocznych i zacienionych, a ja ponad wszystko kocham słońce:)

      Usuń
  3. W takim razie na pewno jest gdzieś tam, może nawet nie daleko, w pięknym słonecznym miejscu WASZ DOM, tylko czeka aż go odkryjecie podczas spacerów lub biegania ;-) A jeśli poznasz tajemnice tego domu, to proszę podziel się z nią, bo nie ukrywam, że jestem jej bardzo ciekawa :-) Zresztą pewnie jak już wspominałam, sama na każdym wyjeździe wakacyjnym szukam takich miejsc i staram się poznać ich tajemnicę ;-) Kocham to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będę dociekać. Intrygują mnie bardzo takie historie!

      Usuń
  4. Nigdy nie przyszloby mi do glowy, ze mozna bac sie kotow! nigdy tez nie moglam zrozumiec jak mozna ich nie lubic...tego pachnacego futerka i tego, ze one wybieraja Ciebie a nie Ty ich. Czuje sie wyrozniona i dumna, ze kot mnie wybiera i akurat do mnie podchodzi.
    Bac sie kota? no chyba nigdy nie zrozumiem... serio.

    OdpowiedzUsuń
  5. hmmmm, hmmmmm, a może to będzie Wasz kamienny domek? :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj