piątek, 17 stycznia 2014

Kolejne szkolne zachwyty i włoska stołówka:)


 Za nami już prawie pierwsze półrocze, a moje zachwyty nad maradyjską szkołą nie osłabły nic a nic. Oczywiście na pewno przyczynia się do tego fakt, że dzieci odnoszą same sukcesy. Choćby ostatnio - Tomek wrócił szczęśliwy, jak nigdy, bo pisali w szkole wypracowanie o tym jak spędzili święta i on jako jedyny nie zrobił błędu w pisowni. Nauczycielka stwierdziła, że musi być chyba czarodziejem! Łatwo więc sobie wyobrazić jego radość... jego i moją:)).
Mikołaj wczoraj wrócił w skowronkach, bowiem z matematyki dostał 10 ++, szczerze mówiąc nawet nie wiedziałam, że taka ocena istnieje.

Jestem szczęśliwa słysząc ich szwargoczących po włosku! Muzyka dla moich uszu! Tak bardzo nie mogłam się tego doczekać, a tu proszę, tak szybko, taki skok! I co ciekawsze - mam wrażenie, że swoboda w porozumiewaniu się w dwóch językach sprawiła, że otworzyli się też na angielski. Na pewno duża rola w tym projektu, który wprowadziła szkoła - "wzdłuż rzeki". Dzieci nawiązały kontakt ze swoimi rówieśnikami w innych krajach (do współpracy przystąpiły między innymi szkoły w Grecji, na Litwie i w Polsce). Rozmawiają na skype, wysyłają listy, wymieniają się opowieściami o miejscach w jakich żyją, a językiem w jakim się komunikują - jest jak już kiedyś wspominałam angielski.

Jeszcze słów kilka o samej organizacji w szkole - a dokładnie o stołówce. Tu nie wnosi się miesięcznej opłaty w sekretariacie. Bloczek bilecików na 10 posiłków kupuje się w gminie. Koszt takiego bloczka to 35 euro. Codziennie rano po klasach chodzi pani i zbiera bileciki od tych, którzy danego dnia mają zamiar jeść w szkole. Ile zostanie ich zebranych - tyle posiłków przywiezie catering. Jeśli zatem dziecko ma ochotę zjeść w domu, bilecika nie daje. Wystarczy wpisać w dzienniczku, że danego dnia będzie jadło w domu. Uważam, że taki system jest bardzo wygodny. Wczoraj chłopcy chcieli zjeść z nami, zatem Paweł pojechał na 12.20 do szkoły i zabrał ich do domu. Zjedliśmy razem, potem jeszcze chwila relaksu i na 14.00 powrót na lekcje. To taki miły przerywnik w ciągu dnia:)


STOŁÓWKA to po włosku MENSA


6 komentarzy:

  1. System stołówkowy bardzo mi się podoba. Ale od 12.20 do 14.000 przerwa w lekcjach a potem znowu to już mniej. Już chyba wolę wychodzić o 13.20 całkiem do domu. A o której zwykle zaczynają się i kończą lekcje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynają o 8.00 potem około 10 półgodzinna czy 20minutowa przerwa. Potem o 12.20 obiad i relaks do 14.00. I potem lekcje ale już luźniejsze do 16.00. Szczerze mowiąc nam taki system odpowiada. Widzę po dzieciach, że są mniej zmęczone, bardziej zrelaksowane. Poza tym w tygodniu tylko sporadycznie mają zadawane lekcje. Natomiast na weekendy, święta i wakacje zawsze.

      Usuń
    2. Nie zadawanie w tygodniu też mi się podoba;) Bo faktycznie ja ze szkoły wychodzę o 13,20 ale potem 2-3 godziny odrabiam lekcje. Na jedno wychodzi :( Ale zadawanie na weekendy i wakacje nie podoba mi się wcale ani u nas (u nas też zadają) ani tam. W końcu to czas na odpoczynek. Nie rozumiem tego. Zawsze gdy wyjeżdżamy na weekend albo musimy opóźnić wyjazd żebym odrobiła lekcje lub wracamy wcześniej niż można byłoby bo muszę je odrobić. Bez sensu. Tak samo do bani jest przepisywanie zeszytów gdy jest się chorym i nie ma nas w szkole. W końcu gdy jest się chorym to nie tylko się nie idzie dlatego by nie zarażać ale jest się też słabym. Nawet dorośli mają prawo zostać w domy i spokojnie wyzdrowieć.

      Usuń

Drukuj