niedziela, 8 grudnia 2013

Odkrywanie nowego


W sobotnie popołudnie pojechaliśmy znów na spacer. To już klasyk weekendowy. Wypad do Brisighelli jest teraz czymś, czym w Warszawie był spacer po Łazienkach. W zasięgu ręki mamy tyle niezwykłych miejsc. Kiedyś zrobię listę plusów i minusów naszej przeprowadzki i to na pewno będzie jeden z pierwszych pozytywów. Bez nakładów finansowych, żyjąc skromnie mamy tyle możliwości! Mogę dzieciom naprawdę wiele zaoferować. Morze - w ciągu godziny, bez rujnowania się na hotele i restauracje, w górach już jesteśmy, a jak nam się wyższe zamarzą, to też kwestia podobnego dystansu. Bilet na pociąg to wydatek rzędu kilku euro i można jechać do Florencji czy Bolognii. Ileż mamy jeszcze zabytków do obejrzenia, ile ścieżek do przejścia, ile zakątków do odkrycia... Nawet jeżdżąc w znajome miejsca jest zawsze coś nowego. Tak jak ten spacer po Brisighelli ... Niby widziana kilkanaście razy, wydawałoby się - nic już nie zaskoczy, a tu wystarczy skręcić w lewo zamiast w prawo, zajrzeć za kolejny róg, wejść po wąskich schodkach i znajome miasteczko nabiera nowego wymiaru.



Muszę też jeszcze raz napisać o pewnej rzeczy. Tęskniłam za tym będąc w betonowej Warszawie, a teraz patrząc na krajobraz jaki mnie otacza wciąż nie mogę się nacieszyć ... Harmonia krajobrazu... Spójność... Doskonałość... 
Tu nie tylko fasady na głównym placu są ładne i fotogeniczne. Włoskie miasteczka, rozkochują w sobie, kolorem, klimatem, formą. Dom, chodnik, fontanna, sklepowa wystawa, detale ... lampy, drzwi, okiennice ... Niby przypadkowe, a jednak wszystko zdaje się być częścią niezwykłego, przemyślanego obrazu. 


CITTÀ to po włosku MIASTO

2 komentarze:

  1. Pięknie! :-) Też się powtarzam, ale czasami brak mi słów na to co widzę. Idealne miejsce na spędzenie całego życia.

    OdpowiedzUsuń
  2. mm... jakie piękne miejsce

    OdpowiedzUsuń

Drukuj