niedziela, 22 grudnia 2013

Jak w banku!


Jestem Wam winna zaległą opowieść z serii "Z życia emigrantki". Tym razem - "Jak otwierałam konto w banku". A to było tak...
Prześledziłam wcześniej w internecie oferty różnych banków i okazało się, że obcokrajowiec jeszcze bez "residenzy" nie ma znów takiego wielkiego wyboru. W naszym miasteczku mają swoje przedstawicielstwa cztery banki, może pięć. Postawiłam na klasykę. Szukając informacji o kontach, natknęłam się też na artykuł na onecie, w którym pisano o tym, że Włosi wśród europejskich krajów są na pierwszym miejscu jeśli chodzi o odsetek osób, które nie posiadają konta bankowego. Masowo odwracają się od banków i znów wolą trzymać pieniądze w przysłowiowym materacu. Sytuacja o tyle paradoksalna, że to właśnie w Italii powstał pierwszy bank w Europie - Monte dei Paschi di Siena. O ile wcześniej bardzo się temu dziwiłam, o tyle kiedy już wychodziłam z banku z podpisaną umową, byłam skłonna zgodzić się z nieufną częścią włoskiego narodu. 
Przede wszystkim podpisywanie umowy to cyrk na kółkach. Weszłam do siedziby banku przekonana, że pół godziny wystarczy na dopełnienie formalności. Miły konsultant, lekko znudzony, ożywił się na nasze wejście. Wytłumaczyłam pokrótce sytuację, ten wziął ode mnie dokumenty i poszedł kserować. Kiedy wrócił prześledził moje dane i mówi - "oo Varsavia! Byłem tam miesiąc temu!" I tu zaczyna się opowieść, że Warszawa to dziwne miasto, i że przewodnika mieli fajnego, bo żeby pokazać prawdziwą Warszawę zabrał ich na Starą Pragę. A tam zupełnie inaczej, te podwórka i madonny ..." Na co ja mówię, że wiem, wiem, bo ja sama z Pragi, choć nie z tej starej. I tak sobie rozmawiamy i rozmawiamy, a czas płynie ...
W końcu kiedy temat Warszawy zostaje wyczerpany, konsultant mówi, że on teraz to już nic ode mnie nie chce i żebym wróciła po południu, a wszystko będzie gotowe.



Wracam o 15.00 tak jak byliśmy umówieni, a chłopak kładzie przede mną stos papierów. Nie przypomina to zwykłej umowy. Kartek cienkich jak bibuła jest tyle, jakby to były co najmniej akta afery "Watergate". Na każdej kartce podpis .... Czas leci. Konsultant tłumaczy mi, że tak naprawdę to on ten stos papierów powinien mi dać do przeczytania, potem wydrukować właściwy egzemplarz i dopiero ten powinnam podpisać. Ale że szkoda papieru i lasy trzeba ratować, to zrobimy tryb przyspieszony! Zgadzam się, bo jakże by nie, zgadzam się na wszystko byle teraz nie czytać 100 stron zapisanych drobnym maczkiem! W międzyczasie zadaję podstawowe pytania, co? jak? i ile? można. I tu kolejny raz mam potwierdzenie, że w Italii każdy krok zwykłego człowieka jest odnotowany. Wielki Brat patrzy! Jeśli nagle na konto zaczynają wpływać pieniądze z wpłat gotówkowych Urząd Skarbowy momentalnie się tym zainteresuje. Jeśli chcemy wypłacić większą gotówkę musimy uprzedzić dzień wcześniej - tu pułap jest niższy niż w Polsce i znów jak wcześniej finansówka może się nami zainteresować. Wszystkie przepływy pieniędzy chcą kontrolować banki. Banki to znaczy rząd. Smutne, ale taka jest włoska rzeczywistość.



Tak czy inaczej w całym swoim życiu nie złożyłam tylu podpisów co przy głupim otwarciu konta tu w Italii. Mało tego - w końcu drukarka odmówiła posłuszeństwa i zostałam odesłana ze składaniem podpisów na następny dzień.Wróciłam po dwóch dniach, bo przecież jestem we Włoszech, więc muszę wpaść w ich rytm i pośpiech nie jest wskazany. Złożyłam jeszcze około setki podpisów na kolejnym stosie karteluszek i wreszcie mam! Ale muszę przyznać, że wszytko dostałam "od ręki", nawet kartę:) Na dziś to wszystko. Skrócony raport z włoskiego banku złożyła dla Was KasiaN:)

BANK to po włosku BANCA

2 komentarze:

  1. hej, właśnie skończyłam czytać całego Twojego bloga, i poczułam się jakbym jeszcze raz przeczytała książkę Pod słońcem Toskanii, która mnie zachwyciła, ale ten region musi być niesamowity, skoro cala ferie barw i zapachów włoskiej Toskanii, poczułam również u Ciebie. Gratuluje odważnej decyzji i odwagi w spełnianiu marzeń, mogłabyś spokojnie spróbować wydać swojego bloga w formie książki, myślę, ze byłby to bestseler. Powiem jak pewna Jurorka w pewnym programie cudne, cudne, cudne są Twoje zapiski, mogłabyś napisach jeszcze czym się zawodowo zajmujecie w Toskanii, bo przecież z czegoś musicie żyć, przepraszam za wścibstwo ale ciekawa jestem. Wesołych świąt. Pozdrawiam Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję:) Książka... niewykluczone niewykluczone...:) Miło mi jest czytać te słowa, dodają skrzydeł i utwierdzają w przekonaniu, że warto pisać. Wesołych Świąt!!!
      Ps. Zawodowo zajmujemy się czymś w Polsce, co nie wymaga częstej obecności. A nad tym by coś robić w IT dopiero pracujemy.

      Usuń

Drukuj