piątek, 1 listopada 2013

1 listopada po włosku i moje polskie tęsknoty...


 I znów serce dzieli mi się na pół. Z jednej strony bardzo chciałabym pójść na cmentarz i zapalić świeczkę na grobie Taty. Dziś bardzo mi tego brakuje. Gdybyśmy byli w Polsce, jutro na pewno tak jak zawsze pojechalibyśmy na Powązki. Z drugiej jednak strony listopad to miesiąc, który z całą swoją mocą spycha mnie w najgłębszy, najczarniejszy dół i trzyma tam prawie do Bożego Narodzenia. Przygnębia mnie wszystko, zapach palonych liści, akcja "znicz", nawet kolorowe chryzantemy. Dlatego też cieszę się, że tu ta atmosfera nagrobnego smutku tak bardzo nie daje się odczuć. Na cmentarz oczywiście pojadę, światełko dla Taty gdzieś zapalę, choć ono przecież zawsze będzie się palić w moim sercu.


Cmentarze włoskie różnią się bardzo od polskich. Są skromniejsze, groby mniejsze, na każdym niemal widnieje zdjęcie, ale nie takie typowo nagrobne. Zdjęcia są przeróżne i zwykle przedstawiają daną osobę w typowych dla niej sytuacjach. Jeśli ktoś był kierowcą - na jego grobie jest roześmiana twarz za kierownicą. Jeśli ktoś był zapalonym grzybiarzem - na fotografii dumnie prezentuje swoje zbiory. To wydaje się takie bardziej ludzkie i na pewno milsze dla serca.


W każdym razie pewne rzeczy są podobne - i tu są kolorowe chryzantemy, i tu rodzina zjeżdża się z całego kraju, i tu są poustawiane stragany przed cmentarzem, i tu czuć nostalgię tak typową dla tego dnia. 

CMENTARZ to po włosku CIMITERO

1 komentarz:

  1. tak dzień smutny dzień zadumy... pięknie napisałaś światełko ma się w sercu

    OdpowiedzUsuń

Drukuj