poniedziałek, 7 października 2013

5 minuti!!

Marradi 8.00 rano, widok ze szkolnego parkingu na wzgórza w porannej mgle:)

Kiedyś kiedy jeszcze byłam "po niewłaściwej stronie lustra" doprowadzało mnie do szału kiedy Mario mówił "5 minuti i jestem". Guzik! Nigdy go nie było ani po 5, ani po 1o, ani nawet po 15 minutach. On tłumaczył się, że nawet kiedy wyskakuje do miasta tylko po papierosy, zawsze kogoś spotka, wtedy trzeba chwilę porozmawiać i w ten sposób nigdy nie wiadomo jak bardzo rozciągną się te 5 minuti. Teraz będąc już tu, głupio mi się przyznać, ale zrobiłam się "gorsza" od Mario. W pewien poniedziałek wyszłam na targ tylko po drobne zakupy, napisałam przyjaciółce na skype, że za godzinę wrócę, i co? Wróciłam po trzech godzinach! Do baru cofałam się dwa razy, za każdym razem przy wyjściu spotykałam kogoś znajomego, kto chciał chwilę porozmawiać, dowiedzieć się jak dzieci, jak nasza aklimatyzacja ecc... Potem zakupy u Silvano - rzeźnika - znów gadu gadu gadu ... bez końca, to samo u piekarza. 




















A tak a' propos piekarza taka refleksja. Chyba już dla maradyjczyków jestem "stąd", bo kiedy wchodzę rano do piekarni, sprzedawczyni wita mnie promiennym uśmiechem i pyta: "ciabatta?" To znaczy, że wie o co poproszę, wie co lubimy. Tina w barze podaje mi kawę w przeźroczystym kieliszku, bo wie, że tak najbardziej mi smakuje - "Ty pijesz kawę też oczami tak jak i ja" - mówi. W edicoli, kiedy pojawiam się pod koniec miesiąca, pani patrzy na półkę i mówi "nie, jeszcze nie ma" albo "ooo właśnie przyszła" - mój miesięcznik La cucina italiana:) To wszystko sprawia, że z każdym dniem czuję, że jestem coraz bardziej u siebie...
Tu kiedy ktoś na ulicy się zatrzymuje, żeby zamienić dwa słowa, nawet nie wypada mu powiedzieć "spieszę się" czy "muszę uciekać". Tu trzeba się zatrzymać, porozmawiać. W czasie poniedziałkowego targu przejście z góry w dół Marradi może trwać i dwie godziny. To jest urok małego, włoskiego miasteczka:)




1 komentarz:

  1. Wspaniale, że czujesz sie po "właściwej stronie lustra", a to, że 5 minut trwa dłużej niż 15... skąd ja to znam. To po prostu domena małych miasteczek, gdzie się ludzie znają i z każdym trzeba zamienić kilka słów.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj