piątek, 20 września 2013

Zwyczajne popołudnie


Miałam dziś opowiadać o innych wakacyjnych wydarzeniach, ale jednak zamiast tego słów kilka o zwyczajnym popołudniu, takim jak wczoraj.

Alternatywa dla warszawskiego parku:)

O 16.oo jak zawsze odbieram dzieci. Pogoda jest wspaniała, na słońcu termometr pokazuje 27 stopni. Myślę sobie, że trzeba celebrować takie dni i zabieram chłopców na lody. Rozsiadamy się w barowym ogródku na placu. Nagle przy sąsiednim stoliku siada Tomka nauczycielka, ona chyba też cieszy się chwilą, wystawia twarz do słońca i delektuje się lodami. Wita się ze mną serdecznym "ciao!". Czy ja już mówiłam, że nauczycielki zwracają się do mnie per ty? To stwarza niezwykłą atmosferę bliskości. 
Mam ochotę zadać kilka pytań, chociażby podstawowe - "jak Tomek sobie radzi?", ale jakoś niezręcznie mi zakłócać jej chwilę relaksu po pracy, nie wiem czy to wypada. W końcu ciekawość wygrywa. Na początku przepraszam, że przeszkadzam, ale nauczycielka odpowiada na moje pytania z taką serdecznością, że moje obawy natychmiast znikają. Gawędzimy sobie przez chwilę, wymieniamy uwagi, a ja puchnę z dumy słysząc pochwały na temat mojego syna. Brakuje mu jeszcze pewności, by zacząć swobodnie mówić, ale to kwestia tygodni. Rozumie natomiast niemal wszystko, nawet gramatyczne wywody nauczycielki. To imponujące!


Po lodach wskakujemy do samochodu i jedziemy na krótki spacer, mamy nadzieję znaleźć choć kilka grzybów. Zatrzymujemy się przy "złotych łąkach", jak w myślach nazywam to miejsce. Tam gdzie robiliśmy zawsze zdjęcia ostatniego dnia przed powrotem z wakacji. Tym razem jednak nigdzie nie jadę, jestem tu... to tylko miły spacer.  

Krokusy? Czy nie krokusy?

Zapuszczamy się w kasztanowe gaje w poszukiwaniu jesiennych "skarbów", ale poza dwoma kaniami nie ma nic! Chyba się nie doczekam na te słynne porcini! Patrzę jak chłopcy biegają między starymi drzewami i myślę sobie, że to chyba lepsze niż park na warszawskim Grochowie, gdzie psia kupa psią kupę pogania, gdzie ławeczki okupowane są przez różne podejrzane "mniejszości". Tu jest tylko natura, jeżyny przy drodze, czyste powietrze, widoki obłędne ... Moje miejsce... Nasze miejsce...

kolory jesieni jeszcze nie kłócą się z zielenią

2 komentarze:

  1. cudowne chwile :D wspaniałe grzyby

    OdpowiedzUsuń
  2. Na taki spacer sama bym się z przyjemnością wybrała :-) Po Warszawie nie lubię tego robić, dlatego jeżdżę jak tylko mogę do rodzinnego miasta, mojego ukochanego Legionowa ;-) Chociaż Wasze widoki przyćmiewają wszystko :-)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj