środa, 11 września 2013

I zaczęła się szkoła!!
Po 7.00 wyjechaliśmy z Casaluccio, bo do szkoły mamy kawałek drogi. Nim znajdziemy jakieś lokum bliżej cywilizacji, to takie wczesne wstawanie czekać nas będzie każdego dnia:)  
Dzieci "odstrojone" w fartuszki, z nowymi plecakami i ściśniętymi ze strachu żołądkami nieśmiało stanęły przed wejściem do szkoły. Wśród tłumu spotkaliśmy znajomą dziewczynkę, która zapewniała, że pomoże chłopcom oswoić się z nowym środowiskiem. Potem podchodziły inne dzieci i zagadywały gnane ciekawością.
Kiedy punktualnie o 8.00 drzwi szkoły zostały otwarte, rozwrzeszczana masa dzieciaków wpadła wesoło do środka. Chłopcy na szczęście mają klasy obok siebie. Odprowadziłam każdego z nich, zapoznałam się z nauczycielkami, które już od pierwszego wejrzenia wydały się przesympatyczne. Jeszcze foto, buziak, zapewnienie, że będzie dobrze i wychodzę... sama ciężko przestraszona:)
- A teraz jedziemy na śniadanie - zarządził Paweł na koniec.
Pojechaliśmy więc do Tiny i Franco na poranne cappuccino i tak mi jakoś było dziwnie, bo pierwszy raz zostałam w Italii sama bez dzieci:) Ot życie....:)



Wybaczcie ale zdjęć z klasy nie opublikuję, bo nie wiem czy mogę pokazywać inne dzieci. W każdym razie dzieci siedzą w pojedynczych ławkach, ubrane w fartuszki jak my dzieci peerelu:) 

3 komentarze:

  1. Trzymam kciuki. Jestem pewna, że chłopcy szybko zgrają się z całą klasą, znajdą przyjaciół. A może już nawet znaleźli? ;-) Kolejny etap za Wami. Teraz już tylko coraz lepiej :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fartuszki rodem z lat 70:). Miałam taki:)
    Fajne takie normalne życie, strasznie Ci zazdroszczę tej przygody, i oby przygoda była całym życie, bo pasujesz do tej Italii jak ulał:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale przejęta Mamusia na zdjęciach!!

    OdpowiedzUsuń

Drukuj