wtorek, 28 maja 2013


Tak wiele rzeczy, momentów, wydarzeń z życia Marradi omija mnie rozbudzając jeszcze bardziej i tak już nieznośną tęsknotę. W jedną z majowych niedziel miasteczko wypełniło się gwarem z okazji organizowanego, jak co roku, święta chleba - festa del pane. Oczywiście doceniam fakt, że mój osobisty korespondent zadbał o to, by pełna dokumentacja z tego dnia mogła znaleźć się na moim blogu i żebym ja sama, będąc 1600 kilometrów dalej, mogła choć w ten sposób ją zobaczyć i "poczuć". 

Chleb to jedna z pierwszych rzeczy, której statystycznemu Polakowi brakuje na emigracji, ba! nawet na zwykłych zagranicznych wakacjach. Chleb polski uważany jest przez wielu za najlepszy na świecie. Trudno się nie zgodzić. Ale też nie można tak całkiem skrytykować chleba włoskiego. Jeśli ktoś trafi do włoskiej panetterii i nie mając pojęcia o rodzajach włoskiego pieczywa, wybierze na chybił trafił toskański chleb bez soli, rzeczywiście może być lekko zaskoczony, bo to akurat specyficzny gatunek, ale też i inne jest jego zastosowanie. Myślę jednak, że dobra ciabata albo chleb z Altamury bądź z Matery mogą zadowolić nawet najwybredniejsze gusta. Wystarczy wiedzieć czego szukać.


A wracając do festy - jak zwykle z sercem, barwnie, z pełnym zaangażowaniem, że aż miło popatrzeć. Może Was zastanowić widok kolorowych turbanów, tak jak i ja sama zrobiłam wielkie oczy, próbując doszukać się części wspólnej w folklorze dwóch narodów. Jednak wytłumaczenie tego leży o wiele głębiej. Musimy cofnąć się do czasów II Wojny Światowej. Jak się okazuje - to właśnie Hindusi jako pierwsi wyzwalali Marradi i okolice. Można powiedzieć, że ich obecność uświetniła imprezę.

Oczywiście na takich imprezach jest wszystkiego po trochu, zatem nawet święto chleba jest okazją do pokazania serów czy miodów, sprzętu rolniczego i nie tylko itd...:) 



video
video


Słowo na dziś już w tekście zostało wymienione PANE - CHLEB

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj