wtorek, 23 kwietnia 2013

Nello robi postępy, znów udało mu się wysłać mms! Wiem, że dla niego jest to niezwykle trudne, pewnie tak, jak dla mnie pilotowanie promu kosmicznego.  Domyślam się też, że pojechał do Casaluccio specjalnie dla mnie, żeby pokazać jak drzewo czereśniowe obsypane jest kwiatami, że kamienny dom wciąż stoi i czeka. Rozmawialiśmy kilka dni wcześniej, mówił, że bardzo za nami tęskni, że dziwnie i cicho bez nas, zwłaszcza teraz jak już ciepło, o dzieci pytał, o pracę, o Tomka Komunię. 
Kiedy przyszedł sms, przerzucaliśmy sobie telefon, bo każdy ukwieconą czereśnię chciał zobaczyć. Nie muszę chyba dodawać, że ckliwie się zrobiło, ale twardo przełknęliśmy gorzką pigułkę tęsknoty. 
Tomuś powtarza na każdym kroku - "mamusiu trzeba wierzyć! Ja wierzę!"
Jeśli dziecko to mówi ... to chyba nie mam wyjścia. 

Porządkuję skrzynkę mailową i znajduję inne zdjęcia sprzed kilku lat, które przysyłał mi Mario. Dlaczego trzymam je już kilka lat? Sami popatrzcie... Il mare dei papaveri jak w piosence Riccardo Cocciante... To takie moje kółka ratunkowe, zdjęcie, rozmowa, wiadomość...


 
I PAPAVERI - to po włosku MAKI


1 komentarz:

Drukuj