poniedziałek, 11 marca 2013


Kiedy w sobotę pisałam artykuł o wodospadzie, opiewanym przez Dantego, przyszedł do mnie Mikołaj, wcisnął mi się pod ramię, zagrzebał w ciepły koc jak kociak, wyciągnął mi jedną słuchawkę z ucha i zaaplikował sobie. 
- Włącz "pianissimo" - poprosił, mając na myśli "Fortissimo" w wykonaniu Baglioniego. Nie jest łatwo pisać z dzieckiem pod pachą, ale żal mi go było odsuwać, kiedy tak leżał wymęczony grypą, wtulony, cieplutki. Gnietliśmy się więc na kanapie, współdzieląc słuchawki, a ja gimnastykując się wystukiwałam kolejne słowa na klawiaturze. 
- Teraz, to "smutne", co nie śpiewają, no wiesz .... - dyktował dalej Mikołaś (tym razem chodziło o ścieżkę dźwiękową z Mine Vaganti). Spełniałam kolejne życzenia mojej przylepy i pisałam dalej, pochłonięta całkowicie wspomnieniami z letniej wyprawy nad wodospad. 



- Mamusiu dlaczego Mikołaj płacze - zapytał Tomek w pewnym momencie.
Szczerze mówiąc nie zareagowałam natychmiast, przekonana, że Mikołaj ma po prostu szkliste oczy, jak wszyscy przy chorobie, ale kiedy Tomek stał dalej i wpatrywał się w brata z poważną miną, oderwałam wreszcie wzrok od monitora...
Po policzkach Mikołaja płynęły łzy jak grochy, jakby cały żal i tęsknota znalazły nagle ujście i trysnęły jak wodospad Acquacheta w kwietniu...
Zaskoczyła nawet mnie ta nagła rozpacz... 
- Dlaczego płaczesz? - zapytałam, tak naprawdę znając odpowiedź.
- Ja chcę do Włoch... - szlochał Mikołaj, niespełna siedmiolatek, w którym muzyka poruszyła najczulsze struny, wrażliwość i dojrzałość dorosłego człowieka. 
- Pojedziemy, już niedługo, zobaczysz...
- Ale już na zawsze, dobrze? 
- .....    

 

Słówko na dziś to:  LE  LACRIME  -  ŁZY

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj