wtorek, 12 lutego 2013


Chleb - podstawowy produkt chyba każdej kuchni, ile narodów - tyle rodzajów chleba. Polacy kochają swój, bo rzeczywiście ten zdobywa serca na całym świecie i nawet ja muszę obiektywnie przyznać, że jest wyjątkowy. Zazwyczaj jest to pierwsza rzecz, której statystycznemu Polakowi zaczyna brakować w czasie zagranicznych wyjazdów czy też na emigracji. Mnie to akurat nie dotyczy, bo chleb czy polski czy inny nie jest mi niezbędny. Natomiast muszę przyznać, że będąc na naszym toskańskim pustkowiu dzieci i Paweł tęsknią za polskim pieczywem. Jedyny, który smakiem wszystkim nam odpowiada to chleb puglieski, zamawiamy go u Felice. Chleby typowe, toskańskie dzieciom nie smakują. Ja natomiast mimo, że chlebem się nie zachwycam nie pogardzę dobrą panzanellą czy chrupiącą bruschettą.



Na wszystko oczywiście jest sposób, zwłaszcza kiedy ma się prawdziwy piec opalany drzewem. Własne bochenki cieszą i podniebienie i oczy i dają przy tym wielką satysfakcję. To była jedna z pierwszych rzeczy, którą zrobiliśmy w Casaluccio.

Zagnietliśmy ciasto, rozgrzaliśmy piec i ... oto efekt:


Mario bez chleba żyć nie może. Podkreśla to na każdym kroku, pieczywem przegryza wszystko, nawet pastę z ragu' co mnie wydaje się absurdalne, pomijając już kwestie dietetyczne, ale tego problemu Mario akurat nie ma ... szczęściarz!! Kiedy przyjechaliśmy do niego pierwszy raz, przywieźliśmy mu kilka gatunków polskiego chleba, był zachwycony! 



Teraz aby zaspokoić gusta chłopców i nasze zaczął sam wypiekać pieczywo, eksperymentując i modyfikując stare sposoby. Co kilka dni podsyła mi fotorelację i przyznam, że jestem pod wrażeniem. Wszystkie zdjęcia do tej pory były zrobione byle jak telefonem, ale ponieważ miałam zamiar napisać kilka słów na ten temat, potrzebna mi była trochę staranniejsza dokumentacja. Wobec tego Mario się postarał:) Te zdjęcia są dla Was, mimo, że wciąż robione jedynie telefonem ale doceńcie proszę kompozycje:)) :

 
Śniadanie "idealne" w wykonaniu Mario 


Pane, burro, marmellata (chleb, masło, marmolada) - idealne śniadanie wg naszego przyjaciela. Do tego obowiązkowo caffe latte i może dzień zaczynać, bez tego ani rusz! Czasem śmiać mi się chce kiedy widzę jak Mario obserwuje ze zdziwieniem, tudzież z lekkim zniesmaczeniem Pawła i chłopców, którym - co normalne w naszym klimacie - zdarza się zjeść na śniadanie jajecznicę, wędlinę czy ser:) Ale tak jak wspomniałam i my patrzymy na niego z dezaprobatą kiedy makaron przegryza pajdą chleba. Zabawne jest to bezpośrednie zderzenie dwóch kultur:)  
Oczywiście na koniec dodam, że i ja bez kawy latte nie ruszę rano z miejsca. Święty moment, moja chwila... biada temu kto ją zakłóci! A do kawy oczywiście ... Pane, burro, marmellata:) - niech to będą dzisiejsze słówka!



3 komentarze:

  1. mmm... chętnie bym spróbowała Waszego chleba... i te bułeczki mniami

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale mi apetytu narobiłaś na taki chlebek. I to z takiego pieca... Musi smakować DOSKONALE!:-) Nie to co z mojego piekarnika ;-)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj