wtorek, 29 stycznia 2013



Zima za oknem nie odpuszcza, dlatego trochę na rozgrzewkę chciałam pokazać Wam zdjęcia z kilku upalnych dni, kiedy to szukaliśmy odrobiny chłodu, kryjąc się w cieniu nad rzeką.


Pisałam już o naszym ulubionym miejscu na piknik, ale czasem zdarza się tak, zwłaszcza w weekendy, że kiedy dojeżdżamy do celu, nasz zakątek jest już zajęty i trzeba szukać alternatywy. Trochę nam szkoda, bo tam jest wygodnie, stół, ławy, gotowe palenisko, a dla dzieci woda po kostki. 



W tym roku często musieliśmy uciekać na inny odcinek rzeki, tam gdzie wybija krystaliczne źródło - tu mówią "fontana".  Miejsce bardzo malownicze z racji ogromnych głazów, które zmuszają rzekę do krętych ewolucji. Zorganizowaliśmy sobie i stolik i krzesła, jesteśmy prawie tak zaradni jak skauci! 





Zbadaliśmy miejsce, gdzie dzieci mogą się bezpiecznie bawić, Mario zrobił idealne palenisko, nawet lepsze niż poprzednie, nie trzeba się było schylać! Powoli urządziliśmy się "na nowym". Zawsze aktualna jest ta sama zasada - dobry humor, doborowe towarzystwo i gdziekolwiek nie pojedziemy może być zabawnie i miło. Pewnego razu, kiedy już mięso ładnie się dopiekało, stwierdziliśmy, że zadzwonimy po Cristinę i Massimo (sąsiedzi Mario i nasi przyjaciele). Nie dali się długo prosić, po 15 minutach podjechali na skuterze i dołączyli do naszej "biesiady". Oczywiście powinnam teraz otworzyć jeden ze starszych postów, zrobić "kopiuj - wklej", bo znów radość tryskała nam uszami, ubawiliśmy się jak dzieciaki, było tak sielsko - anielsko, niby zwyczajnie, a przecież tak wyjątkowo. I nic wielkiego nie robiliśmy, ot zwykły piknik nad rzeką... To życie nasze toskańskie przypomina mi sceny z czarno białych zdjęć rodziców z niebieskiego albumu - lata siedemdziesiąte, gdzie tak niewiele wystarczyło do szczęścia.

eko-lodówka
ścieżki dla wtajemniczonych
jedno z palenisk
nadworny kucharz piknikowy
Często słyszę - nie nudzi wam się tak ciągle w to samo miejsce? Tylko te Włochy i Włochy...
A ja już nie wiem jak mam tłumaczyć i zastanawiam się, czy to my jesteśmy inni, czy ludzie potrzebują do szczęścia bardziej oczywistych rozrywek. Czy to rzeczywiście dziwne, że kolejny raz z rzędu wolimy toskańską wieś, przeplecioną czasem morzem, Florencją, czy innymi włoskimi zakątkami, zamiast wygrzewać się na egipskiej plaży, pływać w tureckim basenie, czy pić ouzo w greckiej tawernie ? Mamy w planach dalekie podróże, przyjdzie czas na wszystko.  Ale dziś kolejny raz napiszę - nie, nie znudziła się nam toskańska wieś, wszyscy nie możemy doczekać się momentu kiedy stanie się ona naszym pierwszym domem, bo wciąż nam jej za mało...

Słówko dzisiejsze to właśnie CAMPAGNA - WIEŚ.  

1 komentarz:

  1. wiesz.... mnie też znajomi pytają znowu Włochy ????? a mnie ciągnie i ciągnie z roku na rok ..... toskania... Umbria... po troszku ... pozwiedzać....Zakochałam się w Twoim blogu. czytam od początku i z tęsknoty za Italią moja rodzinka co dzień ma coś włoskiego do jedzenia :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Drukuj