niedziela, 20 stycznia 2013



To już trzeci rok z rzędu jesteśmy na uroczystej kolacji u Francesco na pożegnanie starego roku. Jak zawsze znajdujemy stół łakociami zastawiony i szpaler butelek najzacniejszych win, czekających na odkorkowanie. Na przystawkę nie licząc serów i wędlin, są dwie sałatki jedna z białej fasoli, pietruszki i krabów, druga z ziemniaków i ośmiorniczek, tak pyszne obydwie, że oblizujemy się aż po uszy. Popijamy je winami o wdzięcznych i wymownych nazwach - Pecorino i Passerina, których już sam bukiet zapachowy zniewala!! Potem zaczynają podawać dania ciepłe: bruschetty w różnym wydaniu, dalej coś na kształt zapiekanki z ricottą, o intensywnym kremowym smaku, wyśmienitą pastę z papryką, a na koniec schab z soczewicą.



Przed deserem Francesco popisowo, za pomocą kieliszka otwiera butelkę prosecco. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam nawet w telewizji (ale ja przecież telewizji nie oglądam:). W każdym razie, kiedy końcówka szyjki odskakuje, po sali rozchodzi się pełne podziwu "łaaaałł":)


Na deser oczywiście nie może zabraknąć panettone!!! Najlepsze jakie w życiu jadłam, a trochę ich było, więc śmiem uważać się za specjalistę i konesera w tej kwestii;) Oczywiście na pożegnanie Francesco wręcza mi też taką babę, która na mnie czekała a ja uśmiecham się na myśl o moim jutrzejszym śniadaniu:

2 komentarze:

  1. bo chyba też pierwszy raz widziała jak kieliszek otwiera butelkę prosecco!:)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj