poniedziałek, 14 stycznia 2013


- Czy opowiadałem ci, jak spaliłem mojego ukochanego świerszcza? - pyta Mario.
- O matko! nie, nie opowiadałeś! Ale chyba niechcący? - pytam.
- no pewnie, że niechcący! - zapewnia - O świerszczach już ci mówiłem, że jako dzieciak byłem specjalistą w ich znajdowaniu. W tamtych czasach prawie każda rodzina miała swojego grajka. 
- Zamiast radia?
- Nie zgrywaj się! - Śmieje się - Niech ci będzie zamiast radia! Tak czy inaczej, ja miałem swojego ukochanego świerszcza, który był fenomenem, bo grał mi nawet na dłoni! Świerszcze tego zwykle nie robią. Wróciłem kiedyś do domu postawiłem świerszcza na chwilkę na piecyku i próbowałem w tym piecyku rozpalić, ale mi się za nic nie udawało. 
- Jak go postawiłeś? w czym?
- Trzymałem go w takiej ślicznej, małej klatce, jak wszyscy, tę właśnie klatkę zostawiłem na piecyku i zająłem się swoimi sprawami. Tymczasem piecyk jakimś cudem w końcu zaskoczył i zaczął się rozgrzewać. Usłyszałem jak mój świerszcz śpiewa jak oszalały, rozpaczliwie, histerycznie, a potem dało się słyszeć tylko psss psss... Kiedy podbiegłem do klatki, mój mały grajek leżał zwęglony. Matko, jak ja płakałem, przez kilka dni nie mogłem się pozbierać, spaliłem swojego ukochanego świerszcza. 
- Biedny... Miałeś potem jeszcze świerszcza? 
- Miałem, miałem i całe zastępy innych zwierzaków, w tym najwięcej oczywiście ptaków, bo mój ojciec był specjalistą, wiedział o nich wszystko i wiele tej swojej wiedzy mi przekazał.

Słówko na dziś może być tylko jedno: il GRILLO - ŚWIERSZCZ:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj