poniedziałek, 17 grudnia 2012



A niech szlag trafi ten mój świerk ze szkółki. Sobotni poranek pakujemy się do samochodu i jedziemy po choinkę ... do Piaseczna! - Czemu tam? - pytam Pawła - dalej nie było?? (dla wyjaśnienia - mieszkamy na drugim końcu Warszawy! 
- Chciałaś szkółkę - mówi Paweł - tylko tam znalazłem. 
Dobra niech będzie! Śmiechu chechu ale coraz bliżej nam do Griswoldów:) Docieramy, GPS pokazuje, że to chyba tu. Inaczej wyobrażałam sobie szkółkę, stoi kilka drapaków, te w doniczkach ledwo zipią i mają podejrzany, bardziej słomkowy niż zielony kolor. Nie, nie! Chodzimy, kręcimy się w kółko, większość choinek poupychane w siatkach, to jak ja mam wiedzieć czy mi się jakaś podoba, a sprzedawca wcale nie pali się do tego, by którąś rozpakować i zaprezentować. Nawet ceny nie przemawiają za tym miejscem, dwa razy wyższe niż średnie grochowskie. Poddajemy się, znów wsiadamy do samochodu.
- Widziałam po drodze jeszcze jedno miejsce - mówię - jakiś kilometr wcześniej. Jedziemy więc tym razem w kierunku Warszawy. Są, rzeczywiście, tak jak mi się wydawało! Wysiadamy i w nos uderza mnie od razu choinkowy zapach, muszą być świeże, ponoć każdego dnia ścinają i dowożą, zielone, ładne i dużo ich! Obsługa miła, uczynna, Paweł się rozgląda i mówi - to ja to miejsce znalazłem w internecie, to była właśnie "Azalia". Cudownie, przynajmniej dotarliśmy do celu! Już druga podniesiona ze stosu choinka bardzo nam się podoba, prosimy o obcięcie gałęzi na dole, żeby weszła do stojaka, pakujemy do samochodu i triumfalnie wracamy do domu!
W domu montujemy stojak, przynosimy karton z ozdobami i zaczyna się zabawa! Po zawieszeniu lampek mam wrażenie, że choinka zaczyna się dziwnie przechylać. Próbuję wyregulować stojak, dzieci trzymają choinkę. Tyle o ile, ale dalej nie jest idealnie. Wraca Paweł z włosiem anielskim, choinka już ubrana, ostatni szlif, zdjęcie i jest, można rzec  .... prawie doskonała. Prawie, bo drzewko wciąż uparcie się przechyla. Próbujemy coś podłożyć pod stojak, wydaje się być stabilnie. Wydaje się!!! Dwie godziny później kiedy siedzimy z Pawłem na kanapie, choinka zaczyna się przewracać, łapiemy ją w ostatniej chwili! Tego już za wiele! Okazuje się, że gałęzie nie są dobrze obcięte i choinka nie dotyka dna stojaka, a do tego w środku jest mała gałązka! Zaczyna się operacja obcięcia kilku gałęzi ubranej choinki! Nie polecam, mało wygodne, lepiej zrobić to gdy jest goła! Po tym zabiegu, wszystko powinno być w porządku. Znów obsadzamy drzewko! Stoi! A my wychodzimy do znajomych.


Niedzielny poranek. Idę do salonu, a tam pod naszym drapakiem leżą szmaty, na parkiecie widać zacieki, ślicznie!! Część ozdób leży na stole, w tym rozmoczone pierniczki. Choinka stoi ale jest przekręcona w drugą stronę. Poczekam aż wstanie Paweł i zda mi raport, mogę się jedynie domyślać, że w nocy znów się przewróciła. Chciałam żywe drzewko - to mam!!        

6 komentarzy:

  1. choinka ładna (choć zadaje kłam postowi - stoi prosto), ale JAKIE SMAKOWITE KSIĄŻK Z TYŁU!

    OdpowiedzUsuń
  2. Książek ci u mnie dostatek, a przechyłu z tej perspektywy nie widać:) A dobra wiadomość jest taka, że od ponad doby się już nie przewróciła:)

    OdpowiedzUsuń
  3. wow, mieszkacie na Pradze??? uwielbiam ją!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. no i moja padla dzis w nocy prosto na lozko na ktorym spalismy. straty - jedna bombka i jeden sen. obrocilismy brzydsza strona i opiera sie o sciane, ale mowisz dociac rowno pien, jak dotknie dokladnie dna stojaka to da rade wystac do wigilii?;)

    OdpowiedzUsuń
  5. hahaha:) Być może, ale u nas to nie zadziałało, została już odwrócona brzydszą stroną, nieco oparta o szafkę:) Życzę powodzenia w równaniu pnia ubranej choinki:)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj