piątek, 5 października 2012

 
Żyjemy w dzikim otoczeniu, w ciepłym klimacie co oznacza, że mamy różnych, dziwnych sąsiadów i współlokatorów: węże, żmije, jaszczurki, skorpiony, nietoperze i ghiri. Nie wspomnę o większej zwierzynie, która podchodzi niemal pod okno: dziki, jelonki, borsuki, jeżozwierze czy lisy. Większość ludzi reaguje przerażeniem bądź obrzydzeniem, kiedy słyszą nasze opowieści, ale tu - w tym miejscu to nic nadzwyczajnego. Jaszczurek jest u nas tyle co much na polskiej wsi, zwykle nie wchodzą do domu, zawracają w progu, ale to dobrze, że są! Oznacza to, że w pobliżu, akurat w tym momencie nie ma węży lub żmij. Kiedy tylko sprowadziliśmy się do Casalucio, Mario natychmiast przeszkolił nas jeśli chodzi o te niebezpieczne gady, bo niestety w tych lasach żyją jadowite żmije. Dzieci wiedzą, że nie podnosi się kamieni, nie wkłada rączek w szpary między murami, w krzaki rozmarynu, kiedy idzie się na spacer, nie wchodzi się w wysoką trawę, nawet kiedy w ogródku chce się zebrać ogórki lepiej najpierw wybadać grunt i mieć kij pod ręką, żmija zwykle uprzedza o swej obecności takim jakby "prychaniem",  a kiedy układa się w coś na kształt ósemki to już źle wróży. 



Kiedyś gdy wróciliśmy z zakupów, dochodząc do schodów zobaczyliśmy jak pokaźnych rozmiarów wąż (znacznie większy niż ten na zdjęciu) znika nam pod drzwiami do cantiny. Na trzy cztery rozległo się nasze - Marioooo!!! Svegliati!!! C'è un serpente!!! Mario, który odsypiał nocną zmianę wyszedł przed dom mocno zaspany i wysłuchał naszej relacji. Wyciągnął wnioski ze stworzonego przez nas na szybko portretu pamięciowego węża i uspokoił nas - to bardzo popularna tu biscia, nie jest niebezpieczna!   



Skorpionów jest sporo, ich ugryzienia nie są śmiertelne, ale trochę bolą, nasze dzieci zbierają je namiętnie do słoików i z dumą prezentują niczym cenne trofea. Chłopcy w tym otoczeniu na pół dzikim czują się jak ryby w wodzie, mają całe pudło małych figurek imitujących gady, robale i inne stwory. Ponieważ ich zabawki przewalają się zwykle po całym podwórku, nie raz i nie dwa ktoś skakał do góry na widok gumowego węża, ku ogromnej uciesze dzieci oczywiście. Kiedyś, zaraz po naszym wyjeździe Mario kładł się spać, podniósł kołdrę i znalazł w łóżku skorpiona - "oj chłopaki, chłopaki!!" - pomyślał, po czym wziął "zabawkę" w ręce a ta nagle zaczęła się ruszać! Po pierwszym przerażeniu, kiedy skorpion poszybował przez pokój, Mario ogarnął pusty śmiech, dzieci tym razem zostały niesłusznie posądzone o mocne żarty:) 



Najbardziej z tych wszystkich zwierzaków "boję się" chyba ghiri. To gatunek wiewiórek, są inne niż nasze parkowe, mają czarne futerko i ożywiają się nocą. Kiedyś weszłam wieczorem do cantiny aby wyciągnąć pranie z pralki. W pewnym momencie zamarłam, bo poczułam, że coś jest nad moją głową. Spojrzałam do góry i zobaczyłam na belce sufitowej parę oczu jak szklane guziki, które z przestrachem wpatrywały się we mnie. - Aaaaaaa  - wybiegłam z krzykiem, rzucając miskę tak jak stałam, Mario śmiał się do łez, ja później też i teraz już wiem, że po zmroku lokatorzy w cantinie wychodzą ze swoich norek i mocno rozrabiają, ale już się tak nie boję. Muszę je kiedyś sfotografować:)    


Życie w takiej dziczy, wśród tych wszystkich stworzeń małych i dużych sprawia,  że człowiek zaczyna rozumieć i czuć, że my też jesteśmy maleńkimi cząstkami tego wielkiego kosmosu. To niebywałe...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj