piątek, 12 października 2012

 

Zawsze mamy taką zasadę, że coś dla nas, coś dla dzieci. I choć im zwykle do szczęścia wystarczy tak niewiele, to kiedy nadarza się okazja staramy się zafundować im prawdziwie niebanalne atrakcje, sami dobrze się przy tym bawiąc. Tak też było w czasie naszych puglieskich wakacji, jednym z "punktów"Loredany było Fasano i prawdziwe zoo safari!

 
 Wiadomo nie od dziś, że dzieci kochają takie przybytki, a moi chłopcy nigdy wcześniej na safari nie byli! Przed wejściem do parku zatrzymaliśmy się w miasteczku aby kupić owoce i fistaszki, którymi mogliśmy kusić czekające tylko na to zwierzaki. Większość z nich chodziła swobodnie, zbliżała się do samochodów szukając łakoci, często wręcz nachalnie, żyrafa wsadziła nam łeb do samochodu, ku wielkiej uciesze dzieci, natomiast jeleń, który zaklinował się z porożem w naszym oknie już ich lekko przestraszył. Dzieci podawały fistaszki, jabłka i banany zebrom, małpkom, lamom, koziołkom. Piszczeli przy tym z radości i podskakiwali na swoich miejscach i, o ile przy pierwszej naszej bytności tam, byli jednak niepewni, tak za drugim razem Mikołaj obejmował za szyję żyrafę, wciskał jedzenie wielbłądowi do pyska i tarmosił osiołka. Oczywiście groźne zwierzęta są osobno ale i tam wjechaliśmy samochodem, trzeba było jedynie mieć zamknięte szyby i tych zwierząt oczywiście NIE KARMIĆ;) Najbardziej odizolowane były słonie, których wybieg oddzielony był od drogi fosą. A największy spektakl dały małpy, które jak głupie przepychały się w kolejce po kolejnego fistaszka. Lwy też były widowiskowe, dwa samce i samica w intrygującej grze płci, dobrze że dzieci nie pytały mnie - co one właściwie robią:)




Po safari przenieśliśmy się do części, gdzie mieściło się tradycyjne zoo. Chłopcy byli zachwyceni oglądając wystawę tropikalnych motyli i skorpionów, a Tomek odtańczył prawdziwy taniec radości przed olbrzymią gablotą z waranami:)  

Nasz pobyt w parku Fasano postanowiliśmy zakończyć w delfinarium, niestety byliśmy już zbyt zmęczeni upałem i nikomu nie chciało się sięgać po aparat. Może to mało wyszukane przedstawienie ale mnie delfiny zawsze rozczulają. A najbardziej zaskoczyła mnie reakcja Mario, który wzruszył się do łez, jak sam potem przyznał widział taki pokaz pierwszy raz w życiu. Jest w tych stworzeniach pewna lekkość, optymizm i dziecięca radość, tak... właśnie... delfiny mają w sobie coś z dzieci, to dlatego można na nie patrzeć bez końca...

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj