niedziela, 21 października 2012





Właściwie miałam dziś pisać o grzybach, ale może lepiej zachować jakiś porządek i konsekwencję. Tak jak doradził nam staruszek w Lecce, trzeciego dnia zimowych wakacji w Puglii, kiedy wreszcie zrobiło się cieplej a niebo stało się wściekle lazurowe, pojechaliśmy wzdłuż wybrzeżem na sam czubek obcasa. 

Gallipoli - targ

Nasz pierwszy przystanek był w Gallipoli, gdzie pierwotnie nie mieliśmy zamiaru się zatrzymywać ale skuszeni niecodziennym dla nas widokiem miejscowego targu przystanęliśmy i znów zrobiliśmy zakupy, kolorowy stragan kipiał od mandarynek, pomarańczy, karczochów i innych smakołyków, niektórych nie potrafiłabym nawet nazwać. 

 
Jeżowce
Tomuś robi zdjęcie

Po zakupach poszliśmy na krótki spacer, bo krajobraz był już bardzo południowy, palmy i morze bezwstydnie niebieskie. Na promenadzie zrobiliśmy klasyczne zdjęcia z morzem w tle, z palmą w tle, z miastem w tle i co tam jeszcze w obiektyw wpadło. Uwagę naszą przyciągnęła grupka ludzi nieopodal. Dwaj mężczyźni pochyleni nad małym stolikiem wykrzykiwali coś w dialekcie, którego nie rozumiałam. Jak się okazało był to lokalny „fast food” - czyli świeże jeżowce, na miejscu rozkrojone i gotowe od razu do spożycia. To rarytas, którego, już próbowaliśmy i zdecydowanie nie leży w naszym guście, ruszyliśmy dalej. Nadeszła pora obiadu, a widoki straganów jeszcze zaostrzyły nasze apetyty, musieliśmy rozejrzeć się za jakąś restauracją. 

fichi d'india

Jechaliśmy wzdłuż morza, było pusto ani żywej duszy, po lewej stronie zamknięte na głucho wakacyjne domki po prawej fichi d’india, skałki i woda. Krajobraz robił się coraz piękniejszy, coraz bardziej dziki ale też coraz bardziej wymarły, dlatego więc pierwszą napotkaną osobę zapytaliśmy o miejsce gdzie można coś zjeść. Odbiliśmy w głąb lądu i po pewnym czasie trafiliśmy do zarekomendowanej trattorii. Tak jak zwykle poprosiliśmy o miejscowe specjały, już nauczyliśmy się jak zamawiać by jak najwięcej spróbować i poznać lokalne dania. Zwykle zamawiamy miks przystawek, które są specjalnością danego lokalu, w ten sposób możemy się wiele dowiedzieć o kuchni regionu czy miasta, w którym się znajdujemy. Tym razem przy antipasti oblizywaliśmy się aż po uszy, wszystko było niesamowicie dobre, ale przy piątym talerzyku, który wnosiła kelnerka zaczęliśmy być lekko przejęci, bo byliśmy wciąż przy przystawkach! A potem wjechały na stół główne dania i wszystko było fantastyczne i pasta i mięso i ryby i słodkości. 

Dacie wiarę, że to styczeń?
 
Kierując się znowu na wybrzeże, przejechaliśmy przez gaje oliwne i domki trulli, znów scenografia jak z filmu, o ile krótsza jest tu zima, ziemia była usiana drobnymi żółtymi kwiatkami, niedowiary, że to styczeń. Przystanęliśmy aby zrobić trochę zdjęć. 

 

Jadąc wciąż dalej na południe coraz częściej wyrywało nam się ach i och, na jednej z plaż znowu przystanęliśmy, bo tak niecodzienne widoki musieliśmy utrwalić. Znajdowaliśmy się już blisko czubka, po kilku kilometrach dotarliśmy do Leuca, to miejsce, tak jak i nasze Polignano żyło w przeciwieństwie do wszystkich mijanych miasteczek. 

Leuca


Mówią, że w Santa Maria di Leuca spotykają się dwa morza i fale zderzają się ze sobą. Tego akurat nie widzieliśmy, morze było płaskie jak talerz do pizzy, ale tak czy inaczej widok ze szczytu zapierał dech i ta świadomość, że oto dotarliśmy na koniec, już dalej się nie da, można jedynie zawrócić. W oddali, na choryzoncie majaczyły ośnieżone szczyty gór w Albanii, a słońce skrzyło się już nisko nad taflą wody, zupełnie jak na pocztówkach...

koniec świata
Santa Maria di Leuca

To była piękna podróż, jak właściwie wszystkie, które odbyliśmy! Zwiedzanie tych rejonów zimą to genialny pomysł. Można fotografować wybrzeże dzikie, naturalne bez ręcznikowego patchworku, miasta wyciszone, życie prawdziwe, bez rzeki głów na ulicach. Coś niesamowitego jest we włoskim południu, światło, klimat, ludzie, ten niezapomniany regionalny koloryt, zapadają w serce i nie sposób Puglii nie pokochać...  Jeśli raz tam pojedziecie, będziecie chcieli zawsze wracać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj