niedziela, 17 czerwca 2012


Za kilka dni Mikołaj żegna się z przedszkolem, nawet nie wiem kiedy ten czas przeleciał, Tomuś koncertowo zdaje ostatnie testy. W tej atmosferze pełnej wzruszeń odliczam dni do wyjazdu i na samo wspomnienie tego co mnie czeka wzruszam się jeszcze bardziej...  W myślach już witam się z przyjaciółmi, jem pizzę u Lorenzo, słyszę gwar poniedziałkowego targu. Tylko ci co naprawdę dobrze mnie znają, rozumieją to moje wewnętrzne rozdygotanie. Kocham dni pełne oczekiwania, długie, czerwcowe, ostatnie zakupy, formalności, warszawskie pożegnania. Jednak gdzieś głęboko na samym dnie, przykryty tą bezgraniczną radością jest smutek i żal, bo im piękniej, im milej tym bardziej potem bolą powroty do Polski. A ja wiem, że jeszcze tym razem musimy wrócić, a potem .... któż to wie...  To takie dziwne uczucie być jednocześnie w dwóch miejscach. Żyję tu, a przecież tak naprawdę całym sercem jestem tam. Nigdy nie myślałam, że można za czymś tak mocno tęsknić i choć dziś staram się o powrocie nie myśleć, to ta nostalgia jest, każdego dnia cichutko o sobie przypomina...  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj