wtorek, 5 czerwca 2012

Ulubiona restauracja








Nasze dzieci zapytane jaka jest ich ulubiona restauracja w Toskanii, odpowiadają zgodnie - nad rzeką:) Mają oczywiście na myśli nasze miejsce piknikowe. Kiedy doskwiera nam upał, kiedy mamy ochotę na leniwy dzień, a zdarza się to nader często, pakujemy jedzenie do samochodu i jedziemy nad rzekę, która właściwie bardziej przypomina górski potok. Woda tu jest płytka, dno wyłożone kamieniami, dzieci szukają kijanek i krewetek rzecznych, teren wokół jest zacieniony więc nawet w upał czuć orzeźwiający chłodek. Mario rozpala ogień i przygotowuje ruszt, a my zajmujemy się jedzeniem. Pomidory trzeba przeciąć na pół i ponadziewać czosnkiem i bazylią, cukinię i bakłażany pokroić w plastry a paprykę w kawałki. Warzywa skrapia się oliwą, posypuje solą i układa na ruszcie. Potem kolej na mięso, dzieci najbardziej lubią kiełbaskę albo wołowinę, bistecca musi być gruba na 3 palce. Silvano, u którego robimy zakupy zawsze wybiera najlepsze kawałki i zwykle dorzuca coś od siebie - "na spróbowanie" - jak mówi. Dzieci nauczyły się już same opiekać chleb nad ogniem, nadziewają kromkę na patyk, potem już zrumienioną nacierają czosnkiem i skrapiają oliwą.
I tak leniwie mijają minuty, słychać tylko plusk rzeki, nasze śmiechy i trzaskanie ognia. Banalne? Być może, ale jakże przyjemne...
Oczywiście mamy zawsze ze sobą butelkę wina czasem miejscowe piwo, na koniec ustawiamy na ruszcie nawet kawę i po chwili pijemy już smoliste espresso jak w barze, do tego coś słodkiego - rurki z zabajone albo ptysie z mascarpone. Che goduria:)!!! 
Zwykle po jedzeniu idziemy na spacer brodząc w wodzie jak czaple, bawimy się przy tym zupełnie jak dzieci. Czasem rzeczy najprostsze, najbardziej banalne dają najwięcej szczęścia...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj