piątek, 25 kwietnia 2014

Wyzwolenie

Odrobina historii.
Dziś we Włoszech jedno z głównych świąt państwowych - l'anniversario della liberazione d'Italia, czyli rocznica wyzwolenia Włoch spod okupacji faszystowskiej. 25 kwietnia, kiedy to został wyzwolony Turyn i Mediolan jest oficjalnie uznany jako dzień wyzwolenia i koniec wojny. Pozostała część północnych Włoch była wyzwalana do 1 maja. Wtedy też zakończył się trwający dwadzieścia lat czas dyktatury faszystowskiej na Półwyspie Apenińskim.
Rozwijać tematu nie będę, bo jeśli chodzi o historię, to marny ze mnie ekspert. Choć przyznam, że ostatnio staram się zgłębić choć odrobinę historię kraju w jakim żyję, przynajmniej na tyle, by dzieci nie zaskakiwały mnie swoimi pytaniami. 
 

Przy okazji obchodów rocznicy wybuchają czasem polityczne przepychanki czy manifestacje, zupełnie tak jak w Polsce w okolicach 11 listopada. Jednak z pewnością w tym roku będzie inaczej, bowiem święto państwowe zostanie przyćmione, przez to co w weekend będzie się działo w Watykanie. 

Dla przeciętnego Włocha festa della liberazione to tylko "25 kwietnia" - czyli dzień wolny od pracy i ku radości dzieci - od szkoły. Pierwszy wiosenny długi weekend!



Powinnam przy dzisiejszym artykule opublikować zdjęcia z Predappio, gdzie urodził się słynny Duce, ale o tym artykuł już był, więc tylko jedno by w temacie pozostać:)

LIBERAZIONE to oczywiście WYZWOLENIE

czwartek, 24 kwietnia 2014

Ta opowieść trwa już dwa lata

Publikuj! Nie! Publikuj! Ale czy na pewno? Klik! Poszło! 
Trzęsącą ręką, z duszą na ramieniu, z niepewnością, z wątpliwością. 
Tak było dwa lata temu.
Dziś uśmiecham się do statystyk bloga, bo te - dla mnie zwykłego szaraczka - są imponujące.

Dwa lata zmian, chaosu życiowego. Rok temu pisałam z żalem - Minął rok mojego blogowania, a ja wciąż jestem tu. W tym roku mogę przynajmniej napisać, że ten największy krok już za nami. Teraz - byle sił starczyło, optymizmu i samozaparcia. Jakoś się wszystko poukłada. Musi! Dziękuję Wam bardzo za ten wspólny czas. Każdego dnia pojawiają się nowi czytelnicy i to jest dla mnie ogromna radość! Zawsze powtarzam, że jeśli choć jedna osoba będzie chciała czytać to, co piszę, będzie to już dla mnie wystarczającym powodem by nie przestawać. I choć mam takie poczucie, że odkąd piszę tego bloga, życie zaczęło mi się komplikować, jakby ktoś w ukryciu odprawiał nade mną czary woo doo, to jednak jest wśród Was tyle całkiem obcych, a tak bardzo życzliwych mi osób. I mam nadzieję, że ta życzliwość, przyćmi zawiść, która czai się w zakamarkach. Wiele osób zagląda tu w poszukiwaniu optymizmu, dom z kamienia być może stał się odskocznią od problemów czy szarej rzeczywistości. Postaram się zatem by tego optymizmu i radości nigdy tu nie zabrakło.
 
Miałam zrobić sobie tort z okazji drugich urodzin, ale za dużo ostatnio się dzieje, ledwo czasu wystarcza mi na pisanie. Mam nadzieję, że już niedługo powróci spokój.

AVERE UN MOTIVO to znaczy MIEĆ JAKIŚ POWÓD


środa, 23 kwietnia 2014

28 dni szkoły!

Zostały tylko 4 tygodnie szkoły nie licząc weekendów i dni wolnych. W międzyczasie czekają oczywiście wycieczki, więc ostateczny rachunek byłby jeszcze mniejszy. Aż mi się wierzyć nie chce, że już tyle czasu przeleciało, bo jakbyśmy wczoraj stali przestraszeni przed wejściem do szkoły, w dniu, kiedy rozpoczynały się lekcje. Gna ten czas! Gna jak wariat i na nikogo się nie ogląda!

Wakacje w Toskanii zaczynają się już 7 czerwca!!! A po drodze jeszcze piątek 25 kwietnia wolny, a potem 1 maja. I tu taka ciekawostka - we Włoszech długi weekend to "il ponte" - czyli most. Zatem mamy kilka mostów do "przejścia" nim szkolny rok się skończy. 
A samo zakończenie? W Italii trochę inaczej, bez pocztów sztandarowych, bez hymnu, dzieci ostatniego dnia trochę wcześniej wyjdą ze szkoły, a potem 16 czerwca pójdą z rodzicami odebrać świadectwo ukończenia klasy.
Już nie możemy się doczekać. Tyle miejscowych atrakcji na nas czeka!!! Nadchodzi najpiękniejszy czas!

- Mamusiu, mamusiu! Zrób zdjęcie rysie! - prosi Mikołaj
- Jakiej rysie?? - pytam.
- No tej! - pokazuje palcem na brzeg rzeki.
- Aaaaa! Mikołaju, cudaku mój - to nie RYSA, to IRYS!!!

WCZORAJ to po włosku IERI

wtorek, 22 kwietnia 2014

Włoskie lody!

 
"Vorrei un gelato ..."* - to było pierwsze zdanie jakie chłopcy powiedzieli po włosku. Od tego czasu minęło prawie siedem lat. Kiedy we wrześniu na początku roku szkolnego chodziliśmy po szkole na lody, chłopcy byli niemal na tym samym etapie. Potrafili nazwać smaki, ale jeśli ktoś zadawał im jakieś pytania uciekali ze wzrokiem i szukali u mnie pomocy. Od kilku tygodni znów dzieci z rodzicami chodzą po południu na lody, zaczyna się wiosenno - letni sezon! A moi chłopcy? Oni też wciskają monety do kieszeni, pędzą do gelaterii, stają przy barze, wybierają sami smaki i wielkość lodów, decydują czy chcą posypkę czy owoce czy kakao czy bitą śmietanę. Już nie potrzebują mojej pomocy. Właściciele barów uśmiechają się serdecznie i kiwają głowami z podziwem. 



 
Można pokusić się o stwierdzenie, że lody to jeden z emblematów Italii. Smaków jest bez liku, a kiedy będziecie mieć okazję, spróbujcie tych najdziwniejszych.
Dla turysty laika pewnie każde będą przepyszne, bo włoskie.  Kto był w turystycznym mieście w Italii na pewno choć raz postawił stopę w lodziarni. A tam kolorów bez liku, lody wyeksponowane jakby stylista i architekt nad tym pracowali. Ale nie dajcie się zwieść! Często te, które przyciągają wzrok, kosztują sporo, a nie są warte złamanego centa! Kiedy pojechaliśmy na spacer do Florencji - zaliczyliśmy oczywiście obowiązkowe lody. Moi przyjaciele z Polski zajadali się zmrożonymi słodkościami, a Mario swojego loda cisnął do śmieci i przeklinał, że w takim miejscu, które jest wizytówką Toskanii sprzedają coś tak okropnego. 
Słynna gelateria w Palazzuolo z zejściem nad rzekę
 




I jeszcze taka drobna rada przychodzi mi do głowy - duży lód we Włoszech jest naprawdę DUŻY! Można za to powiedzieć, że mały włoski jest odpowiednikiem dużego polskiego loda:)



W naszej okolicy każdy ma swoją ulubioną gelaterię. Według opinii ogółu najlepsze są w Palazzuolo, a najsłynniejsze w Brisighelli. To właśnie jedząc te z Brisighelli oświeciło mnie przekonanie, że oto w małym toskańskim miasteczku odnalazłam swój dom!

 *Chciałbym loda

sobota, 19 kwietnia 2014

Buona Pasqua!


Kochani chcę żeby te święta były spokojne i pozwoliły choć na chwilę odetchnąć od problemów i niepowodzeń. Usłyszymy/zobaczymy/przeczytamy się zaraz po świętach, a dziś chciałam napisać Wam przede wszystkim - BUONA PASQUA! Bądźcie radośni, uśmiechnięci i postarajcie się przynajmniej na kilka dni zwolnić bieg. RADOSNYCH ŚWIĄT!



Świątecznie NIE zwariować.



Święta czy to bożonarodzeniowe czy wielkanocne kojarzą się w Polsce z jedną wielką gonitwą. Przed sklepami gigantyczne kolejki, bo kapusta, bo śledzie, bo jajka, bo kiełbasa, bo nie wiadomo co. Wariactwo!! Trzeba zrobić pięć ciast, trzy sałatki, jajka na dziesięć sposobów. A mazurek to z czekoladą czy z kajmakiem? I generalnie zastaw się, a postaw się - przyznacie, że coś w tym jest:) Umyć okna, uprać firanki, wysprzątać każdy kąt. A potem przychodzą wyczekane święta i człowiek jest już tak zmęczony, że generalnie wszystkiego ma dosyć, wszystko go denerwuje i zastanawia się po co tyle nagotował, napichcił, napitrasił? Obiecuje sobie, że następnym razem będzie inaczej, spokojniej, pomyśli o sobie i co? I potem znów jest tak samo:)
To nie krytyka polskości! To nie o to chodzi. Uderzyła mnie znów różnica w mentalności, tym razem w świątecznych okolicznościach. Włosi, przynajmniej w małych miasteczkach, nie gnają, nie wariują na punkcie porządków, dań niezliczonej ilości. Święta są chwilą relaksu, wytchnienia, czasem spędzonym miło, spokojnie, leniwie. Nawet ci, którzy zdecydują się pozostać w domu, przygotują świąteczny obiad, ale bez przesady! Obiad to będzie główny posiłek, nie tak jak w Polsce - śniadanie. Potem będzie odpoczynek, może spacer jeśli pogoda pozwoli, bo jeden z przedświątecznych poranków zaskoczył wszystkich takim oto widokiem:


Popatrzcie na wzgórza w tle. Ewenement, ale jak widać zdarza się nawet w słonecznej Toskanii! 
ZWARIOWAĆ to po włosku IMPAZZIRE:)

piątek, 18 kwietnia 2014

Jestem jaka jestem



Dziś nic w duchu świąt. Dziś będę się tłumaczyć, choć bardzo tego nie lubię i zwykle staram się unikać. Jakiś czas temu po jednym mało przyjacielskim komentarzu musiałam ustawić moderację. Pewnie stali komentujący Czytelnicy zdążyli się zorientować. Nie boję się krytyki, ta jeśli konstruktywna może tylko pomóc, ale nie pozwolę, by na blogu ktoś wprowadzał ferment, obrażał, czy wypisywał groźby. 
Potem pojawił mi się w skrzynce mailowej inny komentarz, pełen słów uznania, ale też zawierający krytykę. Autorka poprosiła też o jego skasowanie. I tu pojawił się problem - mój problem. Nie chcę, by ktoś posądził mnie o to, że publikuję tylko laurkowe, wygodne dla mnie opinie, jestem otwarta również na krytykę. Spełniłam jednak prośbę Czytelniczki, komentarz się na blogu nie ukazał. Ale leży mi to na sercu i tu postaram się "wytłumaczyć".  Przyszła mi też do głowy ankieta, gdybym taką dodała do bloga każdy bez strachu mógłby szczerze się wypowiedzieć. Wkrótce ją przygotuję.

Po pierwsze szata graficzna. Mogłam wybierać spomiędzy szablonów blogera i wśród tych, które były, akurat ten przypadł mi najbardziej do serca. Może dla kogoś być tandetny, ale przyzwyczaiłam się do niego, a spopielały róż to mój ukochany kolor. 
Litery. Wiem, że czcionka jest troszkę za mała, ale o stopień większa, jest moim zdaniem już dużo za duża. Wybrałam więc mniejsze zło. Może powinnam poszukać innej czcionki?
Zdjęcia. Jednemu ramka się podoba, innemu nie. Nigdy wszystkim się nie dogodzi. Ile ludzi tyle opinii. Sam rozmiar zdjęć wydawało mi się, że wybrałam najbardziej optymalny, ale może chcielibyście, żeby były większe?


Ja sama ... Jestem jaka jestem i tu nie zamierzam nic zmieniać. Może jednym Czytelnikom bardziej pasowałyby do całego obrazu inne włosy, inne sukienki, inna ja, ale wtedy to byłoby nieprawdziwe, udawane, zatem ... jestem jaka jestem.
Ankietę wkrótce opracuję.


CRITICARE - to znaczy KRYTYKOWAĆ