niedziela, 26 marca 2017

Modyfikacje, aranżacje i wielkie porządki.


Nie powiem, że z obowiązkami i zaległościami wyszłam na prostą, bo do tego jeszcze daleko. Niemniej przyznać muszę, że wiosenne prace w Kamiennym Domu ruszyły pełną parą i nareszcie widać jakiś postęp. Pojawiło się maleńkie światełko w tunelu, że jeśli z energii i weny nie opadnę, to za kilka dni, będzie już całkiem dobrze. 
Choć przeraża mnie selekcja w pokoju chłopców, którzy nagle dorośli i raczej już grać w zagadki Smoka Obiboka nie będą, cała szafa gier, zatrzęsienie klamotów różnej maści, które wypełniają ich pokój, wizja umycia jeszcze ośmiu z dwunastu okien. Dio Bono! Nie jestem nawet w połowie… 
I tak sobie myślę, że znów malowanie aż się prosi, bo ściany po zimie przyżółkły … Ale… Skąd siłę i czas wyskrobać??
Z tym malowaniem to zobaczymy, najwyżej więcej pseudo zasłonek powieszę i podstępnie postawię na grę światła i cienia! 


Teraz najważniejszy jest taras, najwięcej mam radości z jego aranżacji, może wreszcie zacznie wyglądać choć w połowie tak jakbym chciała. Palety wyjechały z cantiny i już pierwsza ławka jest zmontowana, teraz tylko wygładzenie, zabezpieczenie, kilka poduszek i będzie jak na plaży w Riccione! Żywot starej ławeczki, dobiegł końca.


Między myciem okien, a dyrygowaniem przy pracach konstruktorskich w Kuchni Kamiennego Domu zapachniało przyjemnie. Było i słono i słodko, a przepisami w następnych dniach się podzielę. Girelle ze zdjęcia już znacie. Tym razem farsz wiosennie zmodyfikowany - młoda cebulka tropea! Wiosna zapanowała nie tylko w ogrodzie i na wzgórzach, ale też na naszym stole! W warzywniaku zrobiło się zielono! Pojawił się zielony groszek, bób i szparagi!
Mam nadzieję, że po pracowitej sobocie, niedziela podaruje nam choć maleńki spacer, tym bardziej, że światło dnia potrwa prawie do 20.00! Witaj czasie letni - po włosku zwanym L'ORA LEGALE.

Dobrej niedzieli!




sobota, 25 marca 2017

Przy łopacie


- To nie tak, musisz aprire il taglio - radzi zza ogrodzenia Aldo.
- Czyli jak? - pytam zmieszana.
- Aprire il taglio. Tak łatwiej przerzucić całą ziemię.
- O tak? - staram się jak mogę, ale oko eksperta nie jest usatysfakcjonowane.
Aldo podnosi się z ławeczki, przechodzi przez furtkę, przejmuje ode mnie łopatę i wprawnym ruchem zaczyna przerzucać ziemię.
- Rozumiesz? 
- Chyba tak. - Znów biorę łopatę i staram się zastosować do udzielonych mi rad. 
- No! Prawie…
Aldo znów przysiada na ławeczce obok innego mężczyzny i zaraz słyszę jak nie szczędzą komplementów mojej robocie.
Czuję się tak jakbym posiadła tajemną wiedzę! 
Po jakimś czasie Aldo i jego kompan podnoszą się z ławeczki. Jest południe, więc pewnie idą na obiad. Przed odejściem serdecznie mnie pozdrawiają
- Widzisz? To nie trudne, nie potrzeba do tego dyplomów.


Po obiedzie wracam do kopania. Idzie mi już bardzo sprawnie i radości mam z tego co niemiara. 
- U mnie też jest do przekopania ogródek - żartuje przechodzący obok znajomy.
- Dopo! Skończę tutaj i wpadnę! 
Wszyscy się śmieją. Tak miło, a to tylko machanie łopatą!

Po przekopaniu ogródka, lecąc rozpędem jak kula śniegowa łapię się za mycie okien, kosza na śmieci, podłogi, łazienki i co tam mi pod ręce podleci, aż w końcu jak króliczek z pewnej reklamy przysiadam i czuję, że już nic więcej nie zrobię. Ręka rwie od tego kopania, a i kręgosłup przypomina dyskretnie o swoim istnieniu. Pocieszam się tym, że po takim wysiłku wygibasy z Mel B z czystym sumieniem mogę sobie darować. 

Jak już jestem przy przechwałkach odnośnie moich osiągnięć, to dodam jeszcze, że w ostatnich dniach nauczyłam też się przepychać rurę! Myślałam, że bez hydraulika się nie obejdzie, a tymczasem… Kobieta potrafi! A co! 
Dobrego weekendu!

Ps. Wykluł się pierwszy fiolet i pierwsza biel na zwiniętych jeszcze kiściach glicine! Zakwitły poziomki, odbiła rukola i cebulka!

Czy to nie wspaniała wiadomość?

KOPAĆ to po włosku VANGARE



piątek, 24 marca 2017

Sekret


Jak dobrze, że ten ciężki tydzień już dobiega końca. Wycisnął mnie z energii do ostatka, poczułam się jak przemielona przez maszynkę do mięsa albo sprasowana przez magiel… Z niczym się nie wyrabiam, wciąż mam na głowie tyle do zrobienia, że chyba do końca życia nie wyjdę na prostą i nawet jeśli na pięć minut uda mi się przystanąć to zaraz bat śwista nad głową. Bat poganiacz - że jeszcze to i tamto czeka. Czasem tylko z tego zmęczenia zawieszam się jak komputer, że ni w te ni we wte, zamieram na chwilę i zmusić się nie mogę, by ruszyć znów do przodu. Bywa ciężko, ale zaparłam się i jakoś daję radę…

Pociechą jest świat dookoła i ludzie. Kolejny raz uświadamiam sobie, że wychodzę do Marradi czując się jak żywe zwłoki, a wracam lżejsza, spokojniejsza, z uśmiechem na ustach. Choć przecież nic szczególnego się nie dzieje. Problemów ani zmęczenia nie ubywa, a jednak... Kilka kroków, kilka słów i zmysły widokami pobudzone są jak najskuteczniejsza terapia.
Najpierw przystanek nad rzeką - Mario miał rację - rzeczywiście gęsi ubyło ze stada, czyżby skończyły jako aromatyczne "arrosto"? Stoję chwilę i patrzę w przejrzysty nurt Lamone. Potem ktoś się zatrzymuje i pyta czy mnie nie podwieźć, a ja dziękuję uprzejmie, tłumacząc, że bardzo potrzebuję pochodzić. Na każdym kroku, ktoś znajomy, więc przystaję co kilka minut, żeby uciąć krótką pogawędkę i uświadamiam sobie, że z każdym słowem robi mi się lepiej.    
A potem znów ktoś przystaje, zapowiada się, że wpadnie, bo musi pilnie pogadać, więc zaniepokojona dopytuję, czy coś się stało, ale w odpowiedzi słyszę - "dobre wieści! Nie martw się, same dobre wieści! Będziesz zadowolona." A zatem czekam na dobre wieści, bo tych ostatnio mało, czekam na weekend, czekam na chwilę oddechu, na czasu nieliczenie.
Czekam aż zakwitnie glicine...


Tomek coraz głośniej i poważniej marzy o aktorstwie. W czwartek wrócił ze szkoły tanecznym krokiem. Wywijał jak Fred Astaire i podśpiewywał. 
- Coś się wydarzyło?
- Dziś mieliśmy teatr! 
Oto cały  sekret. Wystarczy lekcja teatru i Tomek unosi się nad ziemią. Każdy ma swój sekretny sposób na uśmiech, na złapanie wiatru w żagle. Mój jest prosty - to ludzie i miejsce w jakim żyję.

AKTOR to po włosku ATTORE (wym.attore)

czwartek, 23 marca 2017

Żabie jaja


Żaby postanowiły się rozmnożyć. To kolejny dowód przemawiający za istnieniem wiosny. Choć teraz dowody już niepotrzebne, bo przecież od dwóch dni wiosna ma legalne dokumenty. Kalendarz wydał wizę ważną trzy miesiące.
Dowody dowodami, ale te żabie jajka zachwyciły mnie szczególnie, wyglądały jak drzewa podwodnego świata, z jednej strony przypominały zatopione kwiaty, z innej kiście winogron, a woda w zależności od kąta patrzenia zmieniała kolory.  


Szczerze mówiąc tak mi się wydaje, że to żabie jaja, bo niby co innego? Znalazłam je w maleńkim jeziorku schowanym w górach między doliną Lamone i Modiglianą. Wystarczy szeroko otworzyć oczy i takie oto odkrywa się takie cuda… 


Dobrze, że już czwartek! Tydzień znów był wyjątkowo pracowity, choć początkowo wcale się taki nie zapowiadał. Opadłam nieco z sił i na chwilę oddechu czekałam z utęsknieniem, ale oto weekend zapowiada się równie intensywny więc mój odpoczynek pewnie szlag trafi…  
Do wakacji zostało 80 dni. Tak wyliczył Tomek. Powiedział, że nie będzie odejmował weekendów, świąt i wycieczkowych dni, bo to mydlenie sobie oczu. Słusznie. 
Wolnych dni zapowiada się całkiem sporo, a w tym wszystkim chłopcy zobaczą znów trochę nowych miejsc. Już wkrótce pojadą ze szkolnym chórem na festiwal do Lukki, Tomek pojedzie na wycieczkę szkolną do jednego z cudownych miast Marche, a Mikołaj ostatecznie spędzi dwa dni w Lombardii i tym miłym akcentem zacznie się żegnać ze szkołą podstawową.


Uciekam do zajęć, a Wam życzę miłego dnia.

ŻABA to po włosku RANA (wym.rana)

środa, 22 marca 2017

Enigmatycznie


Czasem pewne chwile tak trudno opisać, nie znajduję słów, wystukuję kilka znaków, a potem zaraz kasuję i tak w kółko. Długo i nie pierwszy raz zastanawiałam się dlaczego napisanie o czymś, co sprawiło mi tyle radości, czasami idzie mi tak opornie. 
A to przecież takie oczywiste… Ja tak naprawdę wcale nie chcę o tym opowiedzieć… To znaczy chcę i nie chcę, toczę walkę sama z sobą. A potem myślę sobie, że jednak lepiej zachować, zatrzymać tylko dla mnie, ślad zostawić na kartkach moich notesów, żeby nikt nie zabrał, nie zepsuł, żeby czar nie zgasł...


Będę enigmatyczna… 
Sceneria to świat zaczarowany, świat jak magiczny ogród i wcale nie ma w tym przesady, z dywanami prymulek i fiołków, z potokiem krętym, gdzie woda kaskadami przyspiesza, z plątaniną korzeni wybebeszonych na wierzch jak nagie jelita, z pniami od mchu zielonymi i z domem kamiennym na końcu drogi, gdzie kamień trzyma się kamienia ostatkiem sił...


A w tym wszystkim tłumione przez wodę pobrzmiewają słowa, miesza się przeszłość z tym co dziś, za nimi galopują plany na to co jutro, za tydzień, kiedyś. Mówimy tym samym językiem, wyposażono nas w tą samą wrażliwość. To dlatego dzień jest taki niezwykły.


A ten dzień ma zapach wykluwającej się zieleni, młodych pokrzyw i mchu, ma smak pasty z gorgonzolą i chłodnego prosecco, które tańczy bąbelkami na języku. Marcowy wtorek ma w sobie świeżość, tą samą która skrzy się w spojrzeniu Ellen. 
WRAŻLIWOŚĆ to po włosku SENSIBILITA' (wym. sensibilita)

wtorek, 21 marca 2017

Pomysł na biznes


Kiedy w niedzielne popołudnie wróciłam ze spaceru zastałam chłopców na tarasie w ferworze twórczych prac.
- Mamusiu zobacz! 
Patrzę.
- Ładnie wyszła prawda?
-Bardzo!
Na stole rozłożone były przybory artystyczne, a Tomek domalowywał ostatnie ozdoby na różdżce Mikołaja.


- Mam pomysł na biznes! - oświadczył pełen entuzjazmu, kiedy dzieło było skończone.
- Jaki?
- Będę miał sklep w Marradi i będę robił dzieciom różdżki. Co ty na to?
- Szczerze mówiąc, nie sądzę by Marradi było dobrym miejscem na taką działalność. Kokosów tu nie zarobisz.
- Ale tu nie o pieniądze chodzi, każde dziecko miałoby inną różdżkę, swoją, niepowtarzalną. 
- Myślę, że do czasu, kiedy dorośniesz moda na Harrego Pottera może minąć, kto wie, co wtedy będzie na czasie, może jakiś inny bohater i inna historia?
- Na pewno zawsze będą dzieci zafascynowane Hogwartem! 
- Idea twoja piękna artysto, ale biznes kiepski, ja ci to mówię, choć sama specjalistą nie jestem!


Dzień przegonił noc, zieleń coraz śmielej przebija z brunatnego, uśpionego tła. Drzewa owocowe już w większości przekwitły, opadają z płatków pierwsze magnolie. Do kwiecistej eksplozji szykuje się mój ulubieniec - glicine… 
Z cantiny, z bezpiecznego przezimowania wyjechały na słońce pelargonie, jukki, drzewko cytrynowe, kaktusy i surfinie. Niektóre już pokazały, że zielone życie w nich przetrwało, wszystkie zostały przycięte, przesadzone i zostawione słońcu pod opiekę. Mam nadzieję, że pogoda nie zrobi nam żadnego psikusa! 


A dziś zapowiada się intensywny dzień … Intensywny i wyjątkowy. Mam nadzieję, że pamiątką po nim będą też wyjątkowe zdjęcia.

RZEMIOSŁO to znaczy ARTIGIANATO (wym. artidżianato)

poniedziałek, 20 marca 2017

Pod niebem Marradi


- To gdzie jedziemy - zapytał Mario przy obiedzie.
- Nie! Nie! Nie! - zaprotestował stanowczo Mikołaj wyjadając z talerza resztki ribollity - ja dziś nigdzie nie jadę!
- Bliziutko, krótki spacerek. Dai!
- Nie ma mowy! - Tomek poparł brata z pełnym zaangażowaniem. - Wy sobie idźcie jak chcecie!
Dokończyli obiad, złapali różdżki i pognali do "Hogwartu".
- No to gdzie?
- A może ten szlak od Colombai? Tyle razy się przymierzałam, niemal centrum Marradi, a wciąż pozostaje mi nieznany…


Opowiadam ostatnio o bliższych okolicach i o tych dalszych, a tymczasem serce wszystkiego jest tutaj… Już dawno nie było hymnu pochwalnego ku czci Marradi. A zatem oto on, psalm, pean najszczerszy, z serca płynący. Widoki, które sprawiają, że mimo trosk i wielkich problemów wciąż potrafię się uśmiechać. 


Patrzę z góry na stację kolejową, na kościół, na dachy domostw, na gaje kasztanowe, na castellone w oddali. Schylam się do fiołków efemerycznych, do kwiatów san Giuseppe, do motyli i kamiennych ludków. Przystaję przy wężowych zwłokach, hubach, fragmentach murów. Ukradkiem fotografuję człowieka i czarnego konia, żywy sielski obraz.  





 - Popatrz! Pan del cucco! Jeszcze tylko kukania kukułki brakuje i wiosna jak malowana.

Kukułka nie kuka, ale kogut gdzieś w oddali pieje na całe gardło. Poza tym nic ciszy nie mąci. Nawet wiatr złagodniał, zamiast targać czym popadnie przymilnie dmuchał wiosennym ciepłem w twarz … 

Nagle między drzewami coś się porusza i spomiędzy drzew wyłaniają się sylwetki. Contessa z mężem drogą usłaną cyprysami zmierzają na obiad. Marradyjskie życie, marradyjscy przyjaciele.



Dziś oficjalnie oznaczono szlak - Il Cammino di Dante. A zatem znów stawiam stopy na śladach poety, znów podążam w tą samą stronę, być może przysiadam w tym samym miejscu, być może tu rodziły się w głowie niektóre wersy Komedii… 


Dochodzimy do Montegianni. To samo miejsce, skąd w czasie lipcowej stralunaty fotografowaliśmy zachód słońca. Widać Popolano, San Martino i obserwatorium po drugiej stronie doliny. Cisza i spokój, a jesteśmy przecież nad samym miastem, niby daleko, a tak blisko.
Krótka przerwa i zawracamy, choć wiem, że niedługo znów się tu zjawię. Chcę iść dalej, dojść nowym szlakiem na Gamognę. Tu ponad miastem, pod marradyjskim niebem… Serce Marradi. Moje serce. 


Zmieniam obiektyw i zaraz jak na dłoni widzę centrum miasteczka. Czuję się tak jakbym chodziła po wewnętrznej części kopuły Brunelleschiego i podziwiała Duomo z wysokości. Podobne wrażenia, tylko emocje nieco silniejsze.


Siadam na chwilę pod samotnym cyprysem. Dante na pewno pod nim nie siedział, ale może patrzył w tą samą stronę, może wtedy też niosło się po dolinie pianie koguta
Jest tak dobrze, tak ciepło, że nie chce się wracać. I te cyprysy … niektóre strzeliste, wiekowe, ale też tu i tam, małe jak krzaki jagód cyprysowe samosiejki. Kiedyś i one wystrzelą w górę, ale ja już wtedy przygarbię się do ziemi. 
Nic dziwnego, że poeta upodobał sobie właśnie te ścieżki. Trzeba mieć serce z kamienia, trzeba nie mieć w sobie krztyny wrażliwości, żeby się nie zakochać. Może i Wy pozwolicie się uwieść? 
Wpadnijcie do Marradi, pójdziemy razem na "dantejski" spacer ...




 CHODZIĆ to znaczy CAMMINARE (wym. kamminare)

Ps. Nie mogłam już patrzeć na ciepłą kapotę z wizytówkowego zdjęcia. Tymczasowo zmieniam, ale właściwe wiosenne zdjęcie pojawi się na dniach.

Drukuj