niedziela, 20 stycznia 2019

O tańcu, farfoclach i innych drobiazgach

foto Mikołaj instagram


- Co chcecie dziś na obiad? 
- Pastę z sosikiem z papryki i taleggio - odpowiada Mikołaj bez chwili namysłu.
- Była niedawno. Znów chcesz?
- Aha! Jest taka dobra! I tak jak ostatnio zrób z tymi "farfocelkami".
- Z czym???
- No z tymi "farfocelkami" z Ligurii.
"Farfocelki" z Ligurii to w mikołajkowym słowniku trofie - rodzaj makaronu typowego dla tego regionu. Obiad był wyśmienity i oczywiście chciałam przypomnieć Wam ten przepis. Jakież jednak było moje zdziwienie, kiedy odkryłam, że w Kuchni nigdy nie został opublikowany. Obiecuję naprawić ten błąd następnym razem! 

***
- Nie wiem czy chcę iść na ten bal - powiedział z przekąsem Tomek.
- Ale dlaczego nie wiesz??
- Jak będzie narzucony jakiś temat to chyba nie pójdę. Wolałbym, żeby można było przyjść ubranym klasycznie, elegancko.  
- Oj nie bądź taki. Nawet Hawking bywał na takich imprezach. Zaprosisz kogoś?
- Może A. 
- Muszę cię nauczyć tańczyć.
- Nie chcę, nie będę tańczyć. Czy ty wiesz jaką teraz muzykę grają??
- Wiem, ale gdyby jednak zagrali po ludzku... Mężczyzna musi umieć tańczyć!
- Ja nie muszę.
- Oczywiście nic nie musisz, ale to taka umiejętność, która raczej się w życiu przyda, a poza tym nie jedno serce skradnie. Możesz sobie być fizykiem, naukowcem czy kim tam chcesz, ale tańczyć powinieneś umieć. Pamiętasz jak byliście młodsi uczyłam was tańczyć walca?
- Pamiętam...
- W tańcu jest coś niezwykłego. Zobaczysz, że jeszcze kiedyś mi podziękujesz. 

Są takie rzeczy, które według mnie mężczyzna powinien umieć i kropka. W moich oczach rośnie, kiedy umie: zrobić w domu podstawowe naprawy, ugotować coś dobrego i tańczyć do zatracenia. 

Foto Mikołaj instagram

***
Styczeń startuje z ostatnią dekadą. Pogoda zbiesiła się tak, że aż wstyd przed ludźmi. Wzgórza Appennino Tosco Romagnolo spowijają mgły. Wyższe szczyty nieco się pobieliły.  My jednak odważnie w tych dniach planujemy grilowanie przy świętej Barbarze, bo jak się okazuje, Florencja Florencją, Toskania Toskanią, ale według większości naszych Gości biesiada przy domu Mario nie ma sobie równych nawet w styczniu!
Dziś natomiast czeka nas obiad dziękczynny i relaks. Trzeba nabrać sił przed kolejnym tygodniem. Dobrej niedzieli!

STARTOWAĆ to po włosku PARTIRE (wym. partire)

sobota, 19 stycznia 2019

Zima niezdecydowana i Dante


Zima przypomniała sobie o Toskanii. Niebieskie niebo zniknęło za burą płachtą. Asfalt lśni od deszczu. Termometr gdzieś zgubił swą łaskawość, a Lamone zmąciło się błotem z gór. Ile jeszcze? - spekulujemy codziennie - Miesiąc? Maksymalnie dwa! Nieee, aż dwa to chyba nie... Tak naprawdę jeszcze porządnej zimy u nas w tym roku nie było, ale my spragnieni wiosny już wypatrujemy prymulek i zieleni. Za dziesięć dni zaczną się i giorni della merla, a potem już luty, a w lutym to już jakoś łatwiej wszystkiemu sprostać mając świadomość, że nawet przy najgorszym scenariuszu następny miesiąc na pewno przyniesie wiosnę.

Tak czy inaczej - zima nie zima - zimowi Goście bezpiecznie do Domu z Kamienia dotarli, a przyjemne gadu gadu przy stole ciągnęło się leniwie przez długie godziny. Wasze powroty są dla mnie największą nagrodą. Coś w Marradi musi być, może też coś jest w "Kamiennym Domu", że przyciąga nawet po sezonie. Mam nadzieję, że nasi Goście spędzą cudowny czas niezależnie od pogody.


- A wiesz, że nie wiadomo na pewno czy Dante wyglądał tak jak jest przedstawiany? - zagadnął Mikołaj.
- Skąd wiesz?
- Tak go opisał Bocaccio i tak już się przyjęło. 
- Opowiedz mi coś jeszcze o Divina Commedia - kto by kiedykolwiek pomyślał, że moje dziecko będzie mi objaśniać tajniki tak niezrozumiałego dla mnie dawniej dzieła.
- Wiesz jak w purgatorio Dante przedstawił invidiosi
- Nie, nie mam pojęcia.
- Z oczami zaszytymi drutem, żeby nie patrzyli już na nikogo z zawiścią. Ubrani byli w szmaty, tak jak te którymi ścieram kurz, bo wcześniej zazdrościli innym pięknych szat.  Czarownicy i ci, którzy przepowiadali przyszłość mieli głowy odwrócone do tyłu tak, żeby już nie mogli patrzeć do przodu. A wiesz kto to był Lucyfer?
- Lucyfer to diabeł.
- No tak, ale wcześniej był najpiękniejszym z aniołów i chciał zająć miejsce Boga, a Bóg się wkurzył i zrzucił go na ziemię. Wtedy Lucyfer stał się najbrzydszym stworem na całym świecie i stworzył piekło. 
Mikołaj objaśniał tajniki dantejskiego piekła i czyśćca żywo przy tym gestykulując. Uśmiechałam się w myślach do tych jego wywodów i nadziwić się nie mogłam, jak niezwykle plastyczne umiejętności ma jego nieco koślawy język. Mikołaj nie sili się na poezje i przeintelektualizowane słowa, opowiada o rzeczach trudnych w sposób niemal łopatologiczny, tak że nawet Boska Komedia, nad którą kiedyś łamałam sobie głowę, dziś zdaje się mieć lekkość komiksu.

Zastanawiam się czy to efekt przystępnego podawania wiedzy w szkole? 

W Polsce znałam tylko jednego nauczyciela, który miał taką lekkość w wyjaśnianiu rzeczy trudnych, ale karierę w moim przeklętym liceum zakończył bardzo szybko. Za bardzo ze swoimi metodami odstawał od skostniałego systemu. Mam nadzieję, że dziś prof. S. ma się dobrze i gdzieś komuś, tak jak mi kiedyś, opowiada o Antygonie.

CZYŚCIEC to po włosku PURGATORIO (wym. purgatorio)
INVIDIOSI to ZAWISTNI (wym. inwidioz-i)

piątek, 18 stycznia 2019

Pizza zamiast gór i turystyczny rok czas start!


A ja nawet minestrone ugotowałam już o 6.00 rano, żeby z tych gór nie pędzić na łeb na szyję i żeby Tomek miał gotowy obiad, w razie gdybym w tych moich górach za długo zabalowała! I co? I jajco! Taka byłam pewna, że pogoda będzie bajeczna, że nawet okiennic nie uchyliłam, by zerknąć na czym biforkowy świat rankiem stoi. Łatwiej mi było otworzyć komputer i sprawdzić co tam meteo.it prognozuje na czwartek. 

- Deszcz??? Jaki deszcz??? Ja mam prawie całkiem suche pranie zewnątrz! To znaczy miałam...
Tomek patrzył na mnie zadziwiony i jeszcze pół przytomny, kiedy szukałam w pośpiechu butów. 
Szlag trafił góry i suche pranie...

- A ja już widziałem się dziś z kanapką i widokiem na Apeniny... - fantazjował Mario.
- Weź nic nie mów! Nie padało ponad miesiąc. W końcu kiedyś musiało. Szkoda tylko, że akurat dziś i akurat teraz, kiedy pierwsi w tym roku Goście są w drodze.


Na pocieszenie Mario przygotował wieczorem pizzę w wersji "de lux" - pizza al tartufo! Smakowała obłędnie i pomyślałam sobie, że ja to jednak mam szczęście takie łakocie zajadać w zwykły powszedni dzień. 

Portal pogodowy na kolejne dni oferuje znacznie więcej niż deszcz i nie będzie to niestety kolejny powiew scirocco. Już w weekend ma przyjść śnieżyca, a temperatury polecą na łeb na szyję. O. która, już pewnie siedzi na lotnisku powiedziała, że będzie pięknie tak czy inaczej i tego się trzymajmy, bo przecież tak naprawdę czy deszcz czy śnieg - wszystko zależy od nas. Najwyżej zamiast jeść kanapki w górach, ulepimy cały ród Olafów. 

Nowy turystyczny rok zaczyna się dla nas dziś, a tymczasem niektórzy wspominają jeszcze ubiegłe lato spędzone w Kamiennym Domu. Bardzo dziękujemy za każdą wspólnie spędzoną chwilę i czekamy na więcej! Mam nadzieję, że jeszcze dużo migdałów razem wyłuskamy...

Wieści z liceum - łacina poszła dobrze. Za kciuki dziękujemy!

LUKSUS - to po włosku LUSSO (wym. lusso)

czwartek, 17 stycznia 2019

Nie ściągaj!


- Pusia czy ty kiedykolwiek ściągałaś? - zapytał Tomek.
- No pewnie! - odpowiedziałam natychmiast z lekką dumą w głosie. 
- Jak to?? - wykrzyknęli obydwaj. Nawet Mikołaj znieruchomiał i obydwaj przeszyli mnie takim spojrzeniem, jakby największy zbrodniarz się we mnie objawił.
- Nie mówcie, że wy nie! Nigdy nie ściągaliście???
- Nie, oczywiście, że nie - znów zgodny chór.
Matko! Co za dzieci! Ściągać każdy musi - przynajmniej tak myślałam do tej pory. Przecież ściąganie to nie tylko samo zło. Przygotowanie ściągi to też sztuka i - jakby nie było - nauka. Nie, że byłam mistrzem ściągania, bo z natury cykor jestem straszny, ale jednak nie raz, nie dwa... A już tak jak teraz Tomek zakuwa do klasówki z łaciny, to ja na bank miałabym w kieszeni cały arsenał ściągawek.
- Pusia, ale dlaczego ty ściągałaś? - drążył temat Tomek.
- Nie wiem... Bo bałam się dostać złą ocenę, bo zależało mi na lepszej, bo nie miałam siły nauczyć się wszystkiego, nie wiem... to sto lat temu było! 
- Ale to tak nie w porządku...
No nie, nie w porządku. 
To była akurat głupota - ściągać nie ściągać, ale już wiele razy miałam okazję przekonać się w różnych sytuacjach, że w chłopcach jest tak wiele "porządności", prawości, szlachetności i zastanawiam się skąd to się w nich wzięło i jaki świat byłby piękny, gdyby te cechy nie były wśród ludzi rzadkością.

***
- Pograjmy! - zarządził Mikołaj i zaraz zaczął na szybko obmyślać pytania do quizu z dziedziny historii i sztuki.
- Zaskocz mnie! Może coś na temat Michała Anioła.
- Nieeee, bo ty wiesz wszystko! 
- Bez przesady! Żaden ze mnie ekspert.
- Gdzie urodził się Petrarca?
- W Arezzo!
- Ooo - Mikołaj popatrzył na mnie zaskoczony z nieukrywanym uznaniem.
- A co ty myślałeś, że tylko ty wszystko wiesz. Teraz ja: Ile czasu Michelangelo rzeźbił Dawida?
- Nie wiem...
- 3 lata.
Przerzucaliśmy się pytaniami: o husarię, o Etrusków, o Napoleona, o Dantego, o Florencję, o Galileusza i zabawę mieliśmy przednią, a moja matczyna duma mile była łechtana nie tylko wiedzą Mikołaja, ale przede wszystkim radością jaką miał z tej zabawy. 

***
Tomka czeka dziś - jak sam określił - drugi najtrudniejszy dzień w tym semestrze. Sprawdzian z łaciny od kilku dni spędza mu sen z powiek, więc kciuki mile widziane. Zostaje jeszcze włoski, angielski i matematyka, ale to ponoć już bułka z masłem. Potem będzie można chwilę odsapnąć. 
Ja sama na dzisiejszą trzygodzinną przerwę między lekcjami zaplanowałam wyjście w góry, tymczasem ranek przywitał nas deszczem. To pierwszy deszcz od miesiąca i na pewno potrzebny. Szkoda tylko, że góry muszę odłożyć na inny raz, właśnie teraz kiedy głowa taka ciężka.

ŚCIĄGAĆ to po włosku COPIARE (wym. kopiare)

środa, 16 stycznia 2019

Nie całkiem daleko od szosy

Fantino cascata Marradi

To było dokładnie pięć lat temu, kiedy w styczniowe dni odkrywałam ukryte zakola Lamone... Wiem, bo dziwnym zbiegiem okoliczności, po naszym wczorajszym spacerze do Frery, fejsbuk zaproponował Mario wspomnienie z 2014 roku. Ta sama aura, te same miejsca i nawet jeśli nie chcę się powtarzać, powiem - mój zachwyt też wciąż ten sam...

Niektóre fragmenty rzeki można dojrzeć tylko zimą i tylko idąc pieszo lub z okien pociągu. Wiele z nich zdaje się wręcz nieosiągalnymi. Latem można odkrywać Lamone podążając jej korytem. W "zielonym sezonie" pozostaje bowiem schowana przed światem, zupełnie jak tajemniczy, zaczarowany świat...

Marradi Fantino cascata

Przeszliśmy wczoraj osiem kilometrów. Dokładnie cztery, żeby dojść do wodospadu przy młynie Fantino i tyle samo, żeby wrócić. Spacer szosą to wprawdzie nie to samo co górska wyprawa, ale 8 kilometrów to dystans, który już delikatnie zaspokaja moje potrzeby wychodzenia się. W tym wszystkim oczywiście najpiękniejszy jest cel. Wodospad la Frera latem oblepiony ludźmi, spragnionymi chłodu (tak czy inaczej to wciąż miejsce dla wtajemniczonych), zimą samotny i opuszczony, krystalicznie zielonkawy, lśniący wilgotnymi głazami, soczystym mchem...

Mulino di Fantino Marradi

 - A popatrz tam! Rzeka raptownie opada w dół.
- Tam też musi być wodospad. 
- Czy tamta dróżka do niego zaprowadzi?
- Być może. Spróbujemy następnym razem. 
Dróżki cienkie i poplątane jak nitki spaghetti widać tylko teraz, kiedy drzewa ogołocone są z liści. Wiosną wszystko zarasta, zasłania się, maskuje, jakby pewne miejsca chciały koniecznie pozostać nieodkryte. 
Szukając moich starych wpisów na temat Fantino i Frery natknęłam się na artykuł mojego znajomego opisujący stare młyny w naszej okolicy. Wśród nich było zdjęcie Biforco. Okazuje się, że i tutaj, mniej więcej w miejscu gdzie stoi mój dom, był młyn, który w 1944 roku w czasie bombardowania przez Amerykanów został zburzony. Muszę koniecznie zapytać F. jak to z tym młynem było...
Planuję już następny spacer i kolejny... Tylko prognozy straszą złą pogodą. Zdaje się, że idzie do nas zima. Tymczasem jeszcze dziś i jutro będziemy cieszyć się marcem w styczniu.

Mulino della Frera Marradi

NIEOSIĄGALNY to po włosku IRRAGGIUNGIBILE (wym. irradżdżiundżibile)

Ps. Mnie fejsbuk przywitał innym wspomnieniem: mój prywatny alfabet napisany dokładnie 3 lata temu

wtorek, 15 stycznia 2019

Tik tok, tik tok... południe


- Jaki piękny dzień! Aż się wierzyć nie chce, że to styczeń. 
- Mogłoby tak już zostać do marca! 
- Pod koniec tygodnia pogoda ma się niestety zmienić.
- Jakby nie było to w końcu środek zimy! 
- A zatem cieszmy się tym co dziś! Godiamoci la giornata!

Z panią w przychodni, z sąsiadem, ze znajomą na targu, z wszystkimi wymieniałam wczoraj podobne uwagi. Dzień był wyjątkowy. 
Termometr pokazywał 20 stopni i tym razem to wcale nie było przekłamanie. Na moim tarasie w słońcu było na pewno więcej. Zimowa kurtka na poobiednim spacerze okazała się nadmiernym balastem. Spokojnie wystarczyłaby cieplejsza bluza. W ciągu dnia wyłączyłam ogrzewanie i otworzyłam na oścież drzwi, żeby styczniowe ciepło wpadło do domu. Przez chwilę nawet pomyślałam, żeby obiad zjeść na zewnątrz, ale ostatecznie zostaliśmy w kuchni przy stole, a na taras wyszłam z popołudniową pracą.

Tik tok tik tok… Styczeń wybił południe...


Po kilku latach mieszkania tutaj przestałam śledzić wiadomości w Polsce. Na początku czytałam portale informacyjne codziennie, potem moje zainteresowanie osłabło. Od jakiegoś czasu nie mam telewizji - z wyboru, nie interesuję się polityką i staram się odciąć od zła, które ogarnia świat. Może jestem ignorantką i egoistką, ale tak jest mi lepiej. 
Nie piszę, na blogu nie komentuję nigdy - taka moja zasada - wydarzeń bieżących, politycznych ecc... Dziś jednak trudno milczeć po tym, co stało się wczoraj w Polsce. Nic od dawna tak mną nie poruszyło. Nasuwają mi się tylko pytania, pytania rzucone w próżnię, pytania, na które być może lepiej nie znać odpowiedzi. Czy istnieją jakiekolwiek granice nienawiści? Czy to możliwe, że jednak zło wygrało?? Czy to naprawdę jest koniec?
Wielki smutek. Ogromny. 

Ps. Dziś w nocy w okolicach Ravenny zadrżała mocniej ziemia. My nic nie odczuliśmy. Uprzedzam pytania, gdyby ktoś się martwił. 
Aga? Marzenka? Renata? U Was wszystko dobrze?   

NIENAWIŚĆ to po włosku ODIO (wym. odio)

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Kostropatą szosą...


Na łąkach przy drodze do Campigno wciąż gibią się na czarnych, zeschniętych nóżkach, wspomnienia letnich kolorów i zapachów. Znów szłam sama kostropatą szosą i co kilka kroków przystawałam przy jakimś letnim relikcie. Bylica, dzika róża, dziurawiec, mięta ... Zioła i kwiaty, które zbierałam w przeddzień świętego Jana. Jak dobrze, że to już prawie połowa stycznia! Do palenia marcowych ogni zostało już tylko sześć tygodni, a nim się obejrzę znów nastawię przed domem magiczną wodę.
Ale tymczasem wszystko jeszcze bardziej bure niż kolorowe, senne, jakby nieobecne. 
Samotny spacer był mi bardzo potrzebny. W głowie kłębiła się cała masa myśli do poukładania, myśli dobrych i tych złych, ciepły wiatr wiał w plecy, ale zmęczenie, które chciałam przegonić z głowy, za nic nie chciało się ruszyć. 


- Pusia to taki zmarnowany weekend, prawda? - wymamrotał Tomek, kiedy kładł się wieczorem do łóżka.
- Święta prawda! Do kitu z takim weekendem. Ale w sumie dla ciebie to czemu zmarnowany? 
- Bo czeka mnie bardzo trudny tydzień i boję się, czy wszystko mi dobrze pójdzie. 
- Uczyłeś się?
- Uczyłem.
- To nie martw się, będzie co ma być. Postaraj się, daj z siebie wszystko, a co wyjdzie zobaczymy. Dla mnie weekend był zmarnowany, bo z moich planów nic nie wyszło, a do tego musiałam pracować i ten tydzień zapowiada się pracowo jeszcze bardziej intensywny... Szkoda gadać!  


Dzień dobry w poniedziałek!
Ja uciekam już na poranną sesję zdjęciową, a Was zostawiam ze zdjęciami zeschniętych badyli i z nowymi smakami w Kuchni Kamiennego Domu. Oby ten trudny tydzień przyniósł trochę dobrego i oby nie sprawdziły się prognozy o załamaniu pogodowym, które czeka nas pod koniec tygodnia. Niech pierwsi w tym roku Goście zasmakują zimowego, toskańskiego słońca!

POSTARAĆ SIĘ to po włosku CERCARE DI (wym. czerkare di)


Drukuj