niedziela, 23 lipca 2017

Zabawa przy schronisku - szczytne cele i wielka radość!


- Pusia ty śpiewasz? 
- Podśpiewuję. O. tak robiła jak szłyśmy po górach, chyba mi się udzieliło. Mówiła, że lepiej się jej idzie jak śpiewa. Co to ona śpiewała … Aaa wiem! "Wesołe jest życie staruszka" i coś jeszcze - drugiego równie absurdalnego tytułu już nie potrafię sobie jednak przypomnieć. A tak przy okazji - kochana O. ten post dedykuję Tobie.
- Pusia a ty umiesz śpiewać?
- Jak byliście ciut młodsi niemal codziennie śpiewałam wam "Królu mój", pamiętasz?
- Pamiętam.
- A więc sam oceń czy umiem śpiewać.
- Bardzo dobrze śpiewasz!
- Ale my się tu z O. naklęłyśmy! Jakby mi ktoś powiedział, że za tydzień znów się będę pocić na tej samej ścieżce to bym mu się roześmiała w twarz… Dacie radę?
- Damy Pusia, damy...


W sobotni ranek znajomy przypomniał mi, że po południu rusza długa "camminata" z okazji otwarcia schroniska w Campigno. Kto był w Marradi ten wie, ten widział lub słyszał, że Campigno to osada na końcu świata i choć dziś wydaje się to niemożliwe, to jeszcze kilka pokoleń temu życie toczyło się tam dosyć intensywnie. Campigno miało nawet swoją szkołę, która z czasem kiedy ludzie zeszli z gór opustoszała i przez lata była murowanym nieużytkiem. Postanowiono budynek wyremontować i zaadoptować na schronisko. Nie typowe górskie schronisko z pryczami, tylko bardziej coś w rodzaju domu gościnnego, z którego korzystać mogą również mieszkańcy gminy w swoich prywatnych celach. Takie proste, a takie genialne! Ktoś ma zamiar zrobić huczne przyjęcie? Proszę bardzo! Lepszego miejsca ze świecą szukać!


Nastawiłam się z chłopcami na długą - i jak zapowiadano - ciężką wyprawę, tymczasem przy schronisku była nas zaledwie garstka i zadecydowano wstępnie, że długiej wyprawy nie będzie, że wszyscy pójdą krótką trasą. Trudno - pomyślałam - lepsza krótka, niż żadna. Tymczasem kilka minut później nie wiedzieć skąd zebrała się druga garstka, której na długiej wyprawie bardzo zależało, więc raz dwa podjęto decyzję, że natychmiast ruszają na ambitny szlak. Niewiele myśląc i my dołączyliśmy do grupy i chwilę potem dziarsko przebieraliśmy nogami w stronę "baity". Cóż powiedzieć … Dokładnie tym samym szlakiem, którym wędrowałam z O. tydzień wcześniej… Tym samym, na którym mówiłam: nigdy więcej, za żadne grzechy!  Jak widać słowna nie jestem, ale za to uparta i zacięta jak nie wiem co. Ja miałabym iść łatwą trasą, kiedy w ofercie jest też trudna? Ja? Nigdy w życiu! I jeszcze coś - dzieci bezsprzecznie przystały na mój wybór, a tak naprawdę to im pozostawiłam decyzję...


Wędrowaliśmy w upale, w gorącu, w pocie, bo aura afrykańska znów powróciła nawet w nasze góry. Gawędziliśmy o szlakach, o baitach, schroniskach i górach. Ileż to ja się nowych rzeczy dowiedziałam! Ileż nowych inspiracji do górskich wędrówek! 


Dotarliśmy do baity, zatrzymaliśmy się na krótki przystanek przy drewnianych stołach, wpisaliśmy do księgi pamiątkowej i zaraz ruszyliśmy w dół, bo ogarnął nas strach, że ci z krótkiej wyprawy już wrócili i może już zasiedli do stołów. Inauguracja schroniska nie mogła odbyć się bez jedzenia, wina i muzyki. To chyba oczywiste!


 Już od Crognole niosła się muzyka. Słychać było znajomy głos... 
- Słyszycie? To Rocca! Głowę dam sobie uciąć! 
Jeśli w kuchni działa Giancarlo, jeśli jest dobre towarzystwo, jeśli śpiewa Rocca to impreza nie może się nie udać. I tak było i tym razem. Tańce, hulanki, swawole do nocy. Ludzie  przy stołach tłumnie dopisali. Wprawdzie nieliczni porwali się na krótką wyprawę, ale chętnych do zabawy i jedzenia nie zabrakło. Aż chce mi się parafrazować słowa znanego Pana Jurka - tak się bawi, tak się bawi Mar -ra - di!  



 To był w ogóle przedziwny wieczór. Pomijając muzykę i jedzenie i spacer … Wieczór, który przypomniał mi co to znaczy życzliwość, wieczór, który zaskoczył, wieczór, który mnie docenił, wieczór, który doniósł mi szeptem, że już się dla mnie marynują kapary… Bella Vita … Życie do zakochania... Beztroski letni czas… 

O. powinnaś tam ze mną wczoraj być! Ściskam i czekam na kolejne wyprawy!

DO KOCHANIA to po włosku DA AMARE (wym. da amare)

sobota, 22 lipca 2017

Średniowiecze w Palazzuolo sul Senio!


Wybaczcie, że zabrakło lektury do porannej kawy. Będzie coś do pooglądania przy poobiednim, popołudniowym relaksie. Mam nadzieję, że się nie zniechęciliście i jeszcze tu zajrzycie. Ilość zdjęć po wczorajszym wieczorze jest imponująca i to też stało się powodem dzisiejszego, nietypowego dla mnie opóźnienia. Oto specjalnie dla Was fotorelacja z Palazzuolo sul Senio  i fest średniowiecznych.


Do Le Feste Medievali sentyment mam od dawna. Była to bowiem pierwsza tego typu impreza, która zachwyciła mnie w czasach, kiedy byłam jeszcze turystką. Dziś już te wszystkie atrakcje, przynajmniej teoretycznie, powinny mi spowszednieć, jednak lata mijają, a ja wciąż podziwiam średniowieczny świat Palazzuolo z tym samym co kiedyś zachwytem. I tym właśnie chcę się dziś z Wami podzielić.


Stroje z dawnej epoki, płomienie świec w ciasnych kamiennych uliczkach, teatr, radość, zabawa, przystanek w bottedze u starego przyjaciela, kieliszek zacnego wina, panino z finocchioną, magiczna atmosfera, sokoły, orły i sowy, stragany ze starymi dziennikami, wianki na głowach, rycerze, dwórki, bębniarze, mnisi i wiele więcej … Festa potrwa do niedzieli, więc gdybyście byli w pobliżu … nie przegapcie!!  


Drukuj