środa, 29 czerwca 2016

Zapach beztroski



Zapach lip powoli ustępuje miejsca skoszonym trawom i ziołom. Zapach siana. Zapach beztroskiego dzieciństwa. Pszczoły i trzmiele upojone niemal do nieprzytomności z trudem odrywają się od kwiatów lawendy. Z ogródka przynoszę dumna jak paw pierwsze zbiory i zaraz to wszystko, co ląduje na talerzu zdaje się mieć wspanialszy smak. Pierwsze pomidory, ogórki, cukinie, rukola i młoda cebulka…  
Na szczęście miałam ostatnio trochę czasu, żeby i w kuchni poeksperymentować. Zajrzyjcie tam jeśli szukacie inspiracji!



Dzieci znów wędrują od jednej wody do drugiej, taplają się, nurzają. Jak ryby czy delfiny przy głośnych pluskach znikają pod wodą. 
- Mamusiu zajęliśmy ci łóżko - mówi Mikołaj i zaraz z niewinną miną dodaje - ale ja się przenoszę do przyjaciół, nie pogniewasz się? 
- Idź, idź. Za co ja mam się gniewać? 
Zgarnia ręcznik, pozostałe klamoty i zaraz ląduje pod innym parasolem. 
- No tak … - myślę sobie - za co tu się gniewać. Czasu nie zatrzymam.



Nad basenem na tarasie widokowym spotkały się nauczycielki przy aperitivo. Widzę z daleka wspólne zdjęcia, toasty i kwiaty. Jaki to miły widok, jak się serce raduje, jak wspaniała może być poszkolna atmosfera. Są wszystkie bez wyjątku, nawet te, które dalej mieszkają. Piękny obraz "pokoju nauczycielskiego" dedykuję A., której na pewno marzeniem jest w takich warunkach pracować.
Miłego dnia Wam życzę i już przepraszam za pewne jak w banku czwartkowe opóźnienie, ale mam nadzieję, że to co Wam pokażę, przy obiedzie wynagrodzi poranną kawę bez lektury w Kamiennym Domu. 
I na koniec dla Pawia, który dziś daleko oraz dla wszystkich Piotrów i Pawłów, którzy tu zaglądają worek serdeczności bez dna!   
SIANO to po włosku FIENO (wym. fieno)

wtorek, 28 czerwca 2016

Woda


- No i żeby woda była blisko … - to jedno z pierwszych wymagań turystów, kiedy jadą na wakacje do Toskanii - najlepiej morze albo choć basen … 
A wiadomo przecież, że blisko morza ceny wyższe, agriturismo z basenem też nie jest najtańszą opcją, dlatego chciałabym pokazać, że nawet zaszywając się wśród dzikich apenińskich pagórków, mieszkając w skromniejszych wnętrzach, organizując wakacje ze skromnego budżetu, można mieć w Toskanii wszystko i góry i morze, trzeba tylko mieć oczy szeroko otwarte.
Rzeki i potoki przerywane bajkowymi wodospadami sączą się między tutejszymi pagórkami, są jak siatka układu krwionośnego, która pompuje życie w całkiem spory mugellański organizm. 


Lamone, Sieve czy Santerno mają tyle nieprawdopodobnych zakątków, których często z drogi nie widać, których istnienia wielu wędrowców, turystów nawet się nie domyśla…
W czasie naszego krótkiego, niedzielnego wojażowania, kiedy zjechaliśmy z Giogo do doliny, urzekło mnie kolejne miejsce. 


Rajskie, swojskie i choć nieco oblepione ciałami spragnionymi słońca, to jednak mimo wszystko nie tracące nic ze swego uroku. Woda niebiesko zielonkawa, płycizny i głębokości, szum, szmer, chlupotanie, nagrzane kamienie i skały wąwozu, oblepione soczystą zielenią. Oto kolejny obraz Toskanii poza szlakiem...


Z Nowego Toskańskiego Notesu, czerwiec 2016

Znad rzeki dobiegają śmiechy i wrzaski. Podchodzę do okna i zaraz odwracam się na pięcie, łapię za aparat i wybiegam na taras. Powariowały te moje dzieci! W cudowny sposób powariowały! Naprawdę mają zamiar popłynąć na tratwie, którą to zimą zbudowali. Wodowaniu towarzyszy jeden wielki śmiech. Co i rusz któryś gramoli się na wątpliwe deski, tylko po to, by zaraz wpaść z pluskiem do wody. Patrzę na nich z uśmiechem i odrobinę im zazdroszczę. Jeszcze raz mieć dziesięć lat i towarzyszy zabaw, których fantazja nigdy się nie kończy.  
A swoją drogą … jak dobrze, że pod oknami mamy nasze Lamone … 


TRATWA to po włosku ZATTERA (wym. dzattera)

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Monte Altuzzo


Upał zbyt dotkliwy, by włóczyć się po miastach, skóra zbyt słońcem spalona, by lenić się nad rzeką lub nad basenem, ale jednocześnie pokusa włóczęgi zbyt silna, by siedzieć w domu - wypadkową tego wszystkiego stała się więc nasza wycieczka na Monte Altuzzo. 


Próbowaliśmy nawet pogubić się trochę szukając nowych skrótów, ale zamiast tego znaleźliśmy nowe drogi tak wąskie, że trawy muskały lusterka samochodu i tak ciemne, jakbyśmy nagle znaleźli się w tunelu. Nic a nic nie udało nam się zgubić i jak po sznurku zaraz wspięliśmy się znaną nam z wcześniejszych wojaży serpentyną, docierając bezbłędnie na Passo del Giogo.


Z przełęczy Giogo wyrusza krótki i wygodny szlak na szczyt Monte Altuzzo, gdzie znajduje się krzyż upamiętniający poległych w rozegranej tu bitwie w czasie II wojny światowej. Ten szczyt jest jednym z bardziej charakterystycznych punktów ciągnącej się od Rimini do La Spezia utworzonej przez Niemców w 1944 roku Linea Gotica. Dla miłośników historii ubiegłego wieku to prawdziwa gratka. 
Dla amatorów trekkingu wspaniały punkt wypadowy, można stąd ruszyć graniami po wysokim Mugello, przedostać się do Romanii albo udać się w głąb bardziej znanej Toskanii. Trasa na Monte Altuzzo jest krótka i niewymagająca, a widok jaki rozpościera się ze szczytu każe zatrzymać się na dłuższą chwilę. Widać stąd Alpy Apuańskie i autodrom Mugello i lago di Bilancino i Monte Senario w oddali, wzgórz i pagórków nieskończoność, aż po sam horyzont.  


I przy tej całej wielkości, jednocześnie tak tu swojsko … Zapach ściętego drzewa panoszy się w powietrzu, z zaparkowanych tu i tam kamperów dochodzą pomrukiwania poobiedniej drzemki, krowy leniwie odprowadzają wzrokiem wędrowców, grupa staruszków przy rozkładanym stoliku rozgrywa partyjkę briscoli, a na drodze pod naszymi stopami ślady tych co przeszli przed nami … wilków, dzików, danieli ...


Fotografuję z zapałem tor wyścigowy, góry, zalew, krzyż i tablicę, aż tu dzieci nagle:
- Mamusiu! Skrytka!
Skrytka najprawdziwsza! A w skrytce zeszyt pamiątkowy i długopisy, wszystko szczelnie w metalowym etui ukryte. Obok luzem przewalają się łuski, odpryski i inne wojenne relikwie. Tomek pierwszy cap za długopis i ślad po swojej bytności zostawia, a zaraz wszyscy za nim, żeby po każdym podpis pozostał, na pamiątkę czerwcowego, upalnego popołudnia.  


Spostrzegawcze te moje dzieci, sama - wstyd przyznać - nawet bym nie zauważyła. Dlatego Wam podpowiadam - jeśli zawitacie w te strony - u stóp krzyża, z tyłu jest schowek, tam znajdziecie to, o czym piszę, może i Wy coś od siebie dopiszecie.... 


Wracamy na Giogo. Jakież ono inne teraz, jakież pełne życia, stare samochody gnają serpentyną. Motocykle w cieniu zaparkowane, ludzie to tu to tam, z oczami przymkniętymi szukają odrobiny wytchnienia. 


I my chwilę przystajemy, a zaraz potem ruszamy w dół, wśród ginestre w ostatnim ukwieceniu, wśród pól skoszonych, wśród łąk upałem zmęczonych … 

Wiem - kawa wystygła. Siła wyższa. Mam nadzieję, że nikt się nie gniewa. 

II WOJNA ŚWIATOWA to po włosku LA SECONDA GUERRA MONDIALE (wym. la sekonda guerra mondiale)

niedziela, 26 czerwca 2016

Kolacja u "Hrabiny"


To był niezwykły wieczór i już wcześniej na samą myśl o nim cieszyłam się jak mała dziewczynka. Zaraz po powrocie znad morza i zmyciu z siebie tony soli i piasku, znów wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do Val del Nibbio, gdzie w starym kamiennym domu zamieszkała "Contessa" i jej mąż Lex. Pogoda była wymarzona na wieczorne biesiadowanie pod gołym niebem. Toczyliśmy się polno - leśno - wertepiastą drogą podziwiając ukryte zakątki, aż w końcu dotarliśmy do posiadłości "Hrabiny".  
Przywitało nas rozpalone palenisko, uśmiechnięty Lex, a zaraz potem w drzwiach kamiennego domu pojawiła się Ellen w zwiewnej sukience, promienista, młoda, jeszcze bardziej dziewczęca niż zwykle.


Chciałabym opowiedzieć o wszystkim i jednocześnie wszystko zachować dla siebie, bo takie wieczory, takie znajomości są jak skarby i nacieszyć się nie mogę, że przytrafiają się właśnie mnie. Tak jak już pisałam - Ellen i jej mąż to niezwykle inspirujące osoby i słuchając ich opowieści, moje toskańskie szaleństwo zdaje się drobiazgiem, jest tylko wyjściem do sklepu po bułki. 
- Kiedyś, kiedy jeszcze mieszkaliśmy w Holandii - opowiadała "Contessa" - a dzieci były małe Lex wrócił do domu i zapytał: "A może byśmy się tak przeprowadzili do Kalifornii?" - Czemu nie - pomyślałam - zróbmy to …  
Przeprowadzili się ot tak, wywrócili życie do góry nogami, a potem wywracali je jeszcze kilka razy, zmieniając kraje a nawet kontynenty. Słuchałam tych opowieści z zapartym tchem i utwierdzałam się w przekonaniu, że w życiu wszystko można, że trzeba tylko chcieć i mieć odwagę. 
Ponad trzy dekady temu zaczęli przyjeżdżać na wakacje do Marradi, poznali się, zakochali w sobie i razem zakochali w tym nieznanym toskańskim miasteczku. - To Lex dawno temu oświadczył: "wcześniej czy później musimy tu zamieszkać" - opowiada dalej Ellen - i w końcu po tylu latach stało się. 
Milknie na chwilę i spogląda z czułością na dom. 
- Jest jeszcze dużo do zrobienia, ale już teraz każdego ranka kiedy wstaję i otwieram okiennicę, a przed moimi oczami rozciąga się zielona dolina, myślę sobie - Jak tu jest pięknie … 

Prywatna lekcja geologii - Tomka świat!
Lex dorzuca drwa do paleniska, po czym znika i zaraz wraca z butelką wina. Zajadamy swojskie przystawki, a rozmowom nie ma końca. O sile, o marzeniach, o dzieciach, o sukcesach i niepowodzeniach, o smutkach i radościach, o tym wszystkim, co życie niesie ze sobą. 
- Sama wiesz, osobiście przekonałaś się o tym, że nie zawsze jest łatwo. Ale też nigdy nie można się zniechęcać. Jeśli decydujesz się na wielki skok, nikt nie da ci gwarancji, że wszystko pójdzie gładko. Trudności są naturalną konsekwencją. 
- Nieliczni decydują się na to, żeby zrealizować najbardziej szalone marzenia, żeby rzucić się na głęboką wodę. Ludzie stali się zbyt wygodni.
- Marzenia … trzeba mieć odwagę żeby je realizować.
- Marzenia trzeba po prostu pokochać ... 


Wspaniale rozmawiać z kimś, kto na wiele spraw patrzy w podobny sposób, pewnych rzeczy nie trzeba tłumaczyć, zbędne są czasem słowa. - Chodź pomożesz mi przygotować sałatę - podrywa się w końcu "Contessa", bo Lex już gotowy z rusztem, a my utknęłyśmy na gadaniu. 
Idę za Ellen ciekawa, co też kryją jej kamienne mury i zaraz wyrywa mi się mało eleganckie - łaaaał! A za moimi plecami jak echo, dolatuje moich uszu "łaaaał" Mikołaja. 
- Mamusiu my też taką będziemy mieć - odzywa się teatralnym szeptem, kiedy jesteśmy już w kuchni. 
- Chciałabym... Ellen tu jest przepięknie!!  
- Proszę cię, kupmy taki dom - nie ustaje w euforii Mikołaj, a ja ją w pełni podzielam, bo wszystko, każdy detal robi naprawdę wrażenie. 
- Kupimy, kiedyś kupimy. Cierpliwości. Ellen czekała ponad trzydzieści lat, ja wprawdzie mam nadzieję uwinąć się odrobinę wcześniej.
Ellen śmieje się serdecznie, przysłuchując się naszej rozmowie i dorzuca do misy garść ogórków.


Siadamy do jedzenia. Zmrok już niemal całkiem ogarnął dolinę. Jedynie od paleniska bije pomarańczowa łuna. Po skończonej biesiadzie przenosimy się bliżej jego ciepła. Znów rozmowom, opowieściom, wspomnieniom nie ma końca. W otulających nas ciemnościach mugellańskiej nocy migoczą tysiące świetlików. Jakie to piękne tło dla historii, które pisze życie. Muszę zaraz to wszystko opisać - myślę sobie, kiedy wracamy do domu. Jak dobrze, że życie wciąż nie przestaje mnie zadziwiać. Jak dobrze, że na świecie jest wciąż tylu szalonych, pozytywnych, inspirujących ludzi i jak dobrze, że niektórych jest mi dane spotykać na swojej drodze.   

Wspólne muzykowanie, niezapomniane momenty dla Mikołaja

Tyle jeszcze mogłabym napisać, ale resztę opowieści zostawię dla siebie, niech dołączą do notatek czekających na papierowe wydanie …

PRZEPIĘKNE  to znaczy BELLISSIMO (wym. bellissimo)

Drukuj