piątek, 23 lutego 2018

Sukcesy i fantazje


- Jak dziś zapowiada się dzień? 
- Czwartek jest moim ulubionym. Mamy dwie godziny angielskiego i scienze i teatr i arte
- Brzmi świetnie!
- Ale tak czy inaczej chętnie zostałbym w domu...
- Marzec, kwiecień, maj ... i zaraz będzie po sprawie. Ja też lubię jak jesteście w domu. Najbardziej piątek wieczór, kiedy razem kładziemy się do łóżka i coś oglądamy. 
- Ja też! 
Uwielbiam też sobotni naleśnikowy poranek z filmem. Nasz czas. Tylko nasz! I to już jutro, bo właśnie dotelepaliśmy się do piątku. Na sobotę planów brak, a w niedzielę czeka nas rodzinny obiad przed bierzmowaniem Tomka. 



***
Czwartek. Zaraz po szkole.
- Byłem interrogato z english - cztery słowa, trzy języki, cały Tomek. 
- I jak poszło? 
- Zgadnij!
- Ósemka? 
Na twarzy Tomka rozlewa się błogi uśmiech.
- Dziewięć? Dzieeeesięć? 
- Acha! 10! I Prof C. przerwała mi odpowiedź, bo mówiłem i mówiłem... 
- Bravo!!! Innych też pytała? Dobrze im poszło? 
- Szczerze mówiąc to nie wiem, bo potem byłem już zajęty rysowaniem.
- Że jak?
- No wiesz rakietę projektowałem. Chcesz zobaczyć? 
- Żebyś ty tylko nie miał z tego powodu problemów.  
- Podobają ci się? - Tomek rozkłada przede mną diario (to rodzaj dzienniczka - a bardziej notesu i kalendarza uczniowskiego). 
- Niesamowite. Ty to jednak nie jesteś normalny!
- Dzięki Pusia. 
- Ale ty wiesz, że w moich ustach to komplement!
- Wiem, wiem.
- A pokaż te kolorowe stworki.
- Te na halloween?
- Tak, tak!
 Rakiety kosmiczne ustępują miejsca Frankensztajnom i innym cudakom. Tomka diario jest jak komiks, szkicownik, odzwierciedlenie duszy. Wciąż jest w nim tak wiele tego małego Tomusia z ołówkiem, długopisem, mazakiem trzymanymi "nieprawidłowo".  

PYTANY to znaczy INTERROGATO (wym. interrogato) 

Ps. Tomek prosi by darować mu błędy, których na pewno przy rysunkach nie brakuje.

czwartek, 22 lutego 2018

Temat tabu

Tak jest dziś...

Umówmy się, że tematu pogody nie poruszamy do odwołania! Dobrze? Tabu i koniec! Raz jeden widziałam w Marradi w marcu 70 cm śniegu. To było w 2010 roku. Dziś zaczynam się obawiać, że w najbliższych dniach taka sytuacja może się powtórzyć. Noc minęła przy hurgocie pługów śnieżnych ... Armagedon nie tylko u nas, ale też na nizinach, więc gdyby w tym czasie ktoś wybierał się do Florencji czy Bolonii, niech przemyśli dobrze kwestię garderoby... 

Uczciwie muszę stwierdzić, że są dwa pozytywy zaistniałej sytuacji. Dwa - nie więcej. Choć oczywiście o kant d... z takimi pocieszeniami! 
Po pierwsze nadrabiam braki w lekturze - kompanem mi aktualnie L'amica geniale Eleny Ferrante, a po drugie Kuchnia w Kamiennym Domu co i raz wypełnia się nowymi smakami.  Wczoraj wirtualnie częstowałam Was pyszną zupą, a dziś... Kto wie! A zatem ... Doceńcie! Doceńcie! - jak za pewnym kabaretem powtarzają często moi chłopcy. 

Przeglądam zdjęcia z lutego z minionych lat. To już piąta zima odkąd jesteśmy tutaj. Zastanawiam się czy przekornie dodać zdjęcia z "przedwiośnia", jakim cieszyliśmy się rok temu czy szczerze, jak na świętej spowiedzi pokazać to, co aktualnie jest za oknem. 
Ja sama patrzę i nie wierzę. Staram się nie wpaść w otchłań rozpaczy - jak mawiała Ania z Zielonego wzgórza, staram się nie rozpłakać z żalu za kwiatkami świętego Józefa i prymulkami. Powtarzam sobie, że wiosna kiedyś w końcu przyjdzie. Mario w filmiku napisał "primavera alle porte", co znaczy "wiosna u bram", coś mi się zdaje, że dostaliśmy niezłego pstryczka w nos...
Tyle w kwestii pogody. Póki świat nie wróci na normalne tory, ogłaszam tabu w tym temacie.

A tak było rok temu ...
TABU to po włosku TABÙ (wym. tabu)

środa, 21 lutego 2018

Dziwny świat


- Che mondo strano! - Mario kręcił głową, przystając co jakiś czas przed telewizorem.
- O co chodzi? 
- Haha! Patrz jaka głupota! Niby włoski film, a mówią we wszystkich językach świata oprócz włoskiego. 

Mikołaj oglądał właśnie "Anioły i Demony", wydanie polskie, więc na tle oryginalnych dialogów w języku angielskim słychać było wyraźnie głos polskiego lektora. 
- Ale przecież to nie jest włoski film!
- Nie jest włoski??? Przecież to Rzym, a ten aktor.. o ten... przecież to włoski aktor. 
- Pierfrancesco Favino to już niemal światowy aktor.
- No pewnie - wtrącił się Mikołaj, który do tej pory z otwartą buzią przysłuchiwał się lekko absurdalnej konwersacji. - Przecież on grał nawet w Narnii!
- Akcja dzieje się w Rzymie, jest włoski aktor, ale film jest a-me-ri-ca-no!!!!  
- Mah! 



Mario nie sprawiał wrażenia osoby, do której przemówiły moje argumenty. Za pewne po cichu dalej dziwił się światu, że we włoskich filmach mówią i po polsku i po angielsku, a on  rodowity Włoch nic nie rozumie...

- A ty byłeś tym ... no ... tym ... jak on się nazywa... no ten co księdzu pomaga?
- Sagrestano? - próbował odgadnąć Mario.
- Nieee, jemu chodzi o tego no... - mnie samej o zgrozo! o starości przebrzydła! słowo "ministrant" po włosku wywiało nagle z pamięci.
- Jak to było... - usiłował sobie dalej przypomnieć Mikołaj - Arlekino?
- Mam! Chierichetto! 
- Aaaa chierichetto! A co ty powiedziałeś? Arlekino! A to dobre! Pewnie, że byłem chierichetto.
- Można było dobrze zarobić! Nie dziw się i nie myśl, że to dla wyższych idei - uprzedziłam kolejne pytanie Mikołaja. 

Siedzieliśmy przy stole, a Mario bajał o dawnym życiu. Choć znamy większość z tych historii na pamięć, wciąż sprawia nam niezwykłą radość podróżowanie w czasie do Marradi z minionych dziesięcioleci.  



We wtorek zaraz po wyjściu ze szkoły Mikołaj dopadł do Mario.
- Musisz mi pomóc w lekcjach.
- Ja?? 
- Tak. Muszę dać do wypełnienia jakiemuś staruszkowi ankietę. Najlepiej dziadkowi, ale mój jeden w Polsce, drugi nie żyje, a ty jesteś przecież jak mój dziadek i masz sześćdziesiąt lat, a nawet już prawie siedemdziesiąt. - Mikołaj trajkotał bez chwili przerwy bardzo ubawiony całym zadaniem. - Musisz na przykład powiedzieć czy jesteś emerytem, czy jesteś zadowolony z życia i takie tam ...

W południe jakby się wypogodziło. Wyciągnęłam więc pranie na dwór, by odetchnęło świeżym powietrzem, a sama ruszyłam spacerem do Marradi. W miasteczku można byłoby rzec - panowało prawie przedwiośnie. Tylko szczyty równomiernie pobielone przypominały, że zima ma się całkiem dobrze. A potem, kiedy już z powrotem skierowałam swoje kroki w stronę Biforco, z nieba zaczęły spadać pojedyncze płatki śniegu. Jeden, drugi... na początku tak rzadkie, że można je było zliczać na bieżąco, a potem gęściej i gęściej. Śnieżyło też kiedy szłam spać i przekonana byłam, że rano przywita nas świat schowany pod grubą kapotą. Na szczęście śniegu jest ledwie na pół palca, a miejscami nie ma w ogóle, bo temperatura jeszcze ma litość. 
Jednak w świetle latarni widać wciąż wirujące płatki śniegu. Ponoć ma przestać w sobotę ... Toskania lutowa! Wrrr... Che mondo strano!

WYPEŁNIĆ (np. ankietę) to po włosku COMPILARE (wym. kompilare) 

wtorek, 20 lutego 2018

Bez pośpiechu


Drzwi od pokoju otwierają się i jak Szpieg z Krainy Deszczowców za moimi plecami przeciska się Mikołaj. Podstawia mi niemal pod sam nos deskę z dwoma pizzettkami i teatralnym szeptem mówi:
- Zoooobaaacz... Pizzę zrobiłem.
- Bravo kochanie, tylko ja mam teraz lekcję, gdybyś się nie zorientował.  
Uśmiecha się ukontentowany i zaraz znika tak szybko jak się pojawił. W pokoju zostaje tylko obłędny zapach pizzy... 
Mikołaja kulinarne zapędy nie gasną, a wręcz przeciwnie. Zawsze jest pierwszy, żeby coś pokroić czy zamieszać i jako jedyny w Kamiennym Domu, poza mną oczywiście, wykazuje się kreatywnym myśleniem w tym temacie. 
- Co chcecie na obiad? - pytam. 
- Wszystko co zrobisz będzie super. Najlepsze są twoje improwizacje - odpowiada niezmiennie Tomek.
- Fai due spaghetti, poca fatica - tak natomiast zwykł odpowiadać Mario. 

Tylko Mikołaj potrafi zdobyć się na bardziej pomocną odpowiedź, może poszczycić się dobrą intuicją w kwestii łączenia składników. Mam nadzieję, że ten zapał mu nie minie i że uda mi się przekazać mu swoją wiedzę. 

Pizza na kolację pozwoliła mi złapać chwilę oddechu między lekcjami. Nie musiałam nic improwizować, mogłam tylko usiąść na gotowe i zajadać. Poniedziałek zawsze jest intensywny i wieczorem czuję się zwykle tak, jak po całym tygodniu. Mario wrócił na szczęście na czas i pomógł w odbieraniu/rozwożeniu chłopców. 
Niestety badania, na których spędził kilka godzin nie poszły szczególnie dobrze. Przyjechał zawiedziony. Oczekiwał nieco innego obrotu sprawy. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że czas zadziała na korzyść. 

Zima oczywiście ma się dobrze i tylko wizja wiosennych fest ociepla zziębnięte myśli. Staram się dni statyczne wykorzystać na pracę nad książką, na czas spędzony z chłopcami, ale też wciąż dokładam sobie nowych obowiązków. Cała ja. Tomek chyba odziedziczył po mnie ten kawałek charakteru, bo i on jakby mało mu było egzaminów, wycieczek, bierzmowania, przewidzianych na najbliższe miesiące, to jeszcze postanowił w tym czasie zrobić pierwszy certyfikat z angielskiego. 

W wolnych chwilach siadamy razem przed kominkiem i czytamy. I wtedy nawet nie złoszczę się na zimę. Kto wie ile przede mną w życiu samotnych wieczorów, nie ma więc sensu spieszyć się ani do wiosny ani donikąd. Pośpiech nie jest wskazany. Czas mógłby nawet zwolnić, bo kiedy siedzimy tak ze splecionymi nogami, nawet jeśli w danej chwili nie rozmawiamy, nie wymieniamy spojrzeń, to jesteśmy razem. Razem naprawdę.

WYMIENIAĆ to po włosku SCAMBIARE (wym. skambiare)


poniedziałek, 19 lutego 2018

Zima, która nie odpuszcza


Prognozy pogody na weekend sprawdziły się co do joty. Niedziela obudziła nas deszczem, potem ten deszcz zamienił się w śnieg, by pod wieczór znów stać się deszczem. Choć z nieba leciały płaty jak prześcieradła, to na szczęście nic się z tego nie uchowało, bo termometr stał na straży przyzwoitej temperatury. Najgorsze jest to, że według zapowiedzi meteorologów taka pogoda ma trwać przez najbliższe dni...
Dzień minął tak jak przewidziałam: od kominka do stołu, od stołu do kominka. Były kulinarne eksperymenty, projekcja filmowa i lektura. Po nowe smaki zapraszam Was do Kuchni w Kamiennym Domu, czytelniczo polecam ostatnią książkę Fabio Volo, a filmowo Il Mediterraneo. Odkryłam ten film przypadkowo, w czasie jednej z lekcji i nadziwić się nie mogłam, że nigdy o nim nie słyszałam, wszak na początku lat dziewięćdziesiątych obraz został nawet nagrodzony Oskarem. 
Jak dla mnie Il Mediterraneo to przykład pogodnego, bezpretensjonalnego, włoskiego kina. Kina jakie sobie cenię, w jakim znajduję to, co w Italii tak uwielbiam. Nie wiem czy film ukazał się za granicą, ale będąc filmem oskarowym jest to całkiem prawdopodobne.

Spaghetti z sosem z cukinii i boczku

W weekend też po wielu wyprawach na nagrania, po godzinach spędzonych na montowaniu, Mario ukończył wreszcie kolejny filmik. Kontynuacja marradyjskich pór roku - INVERNO MARRADESE - zapraszam Was do oglądania. 
I choć zima straszy jeszcze śniegiem, to my tą krótką projekcją już powoli ją żegnamy. Może sobie robić co chce, stroszyć się i puszyć śniegiem, ale jej koniec i tak jest bliski! Mario rozpoczął film słowami zima u drzwi, a ja mam nadzieję, że teraz jest już u drzwi , ale wyjściowych. I tego się będę trzymać!

STRASZYĆ - to po włosku SPAVENTARE (wym. spawentare)


niedziela, 18 lutego 2018

Jak w powieści...


"Le cose importanti iniziano, quando tutto sembra finito." (Ważne rzeczy zaczynają się wtedy, gdy wszystko zdaje się skończone...") Tymi słowami zaczyna się ostatnia powieść Fabio Volo, którą przytargałam z biblioteki i z którą zaległam w cieple kominka. Oczywiście nie żadna tam wielka literatura - ot miła i przyjemna lektura na wstrętne, lutowe popołudnie, blisko spokrewnione z listopadem. 
Urzekło mnie to zdanie i zmusiło do refleksji. Cofnęłam się do postów sprzed kilku lat. Do zimy 2013, kiedy to zdawało się, że zgasła ostatnia iskierka... To wszystko co się wydarzyło potem, nauczyło mnie trzech rzeczy. Po pierwsze, że życie jest nieprzewidywalne i nigdy niczego nie można być pewnym, po drugie zaczęłam doceniać drobiazgi tu i teraz, bo tylko "dziś" jest tym, co mamy na pewno i po trzecie - zrozumiałam, że nic w życiu nie dzieje, się bez przyczyny, nawet to, co w danym momencie przeklinamy, być może za jakiś czas okaże się mieć sens...


Cała sobota rozpłynęła się w sentymentach i nostalgii. To chyba naprawdę ta pogoda, bo gdyby było ładnie, to gdzieś by nas poniosło i nie siedziałabym i nie roztkliwiała się nad życiem. 
Tomek pojechał do Florencji do teatru i ledwie drzwi się za nim zamknęły Mikołaj zaczął snuć się jak opuszczony psiak. 
- Chodź tu, usiądź obok mnie, poczytamy razem. 
- A pogramy w briscolę? 
- Dobrze, pogramy... 
Przy trzeciej partii gra mnie zaczęła nużyć, ale nagle popatrzyłam na śliczną, jeszcze dziecięcą buzię Mikołaja i przyszło mi do głowy, że przecież za kilka lat będę za tym tęsknić jak wariat. Mikołaj będzie miał swoje towarzystwo, może pojedzie w świat, a ja będę czekać z utęsknieniem i marzyć o chwili kiedy znowu usiądziemy naprzeciwko siebie z kartami w ręku. 
- Zagramy jeszcze raz? 
- Zagramy.
Zagraliśmy kolejną partię i jeszcze jedną, a potem zaproponowałam:
- Upieczemy coś? 
Mikołaj raz dwa stanął przy stole, wyciągnął z lodówki składniki. Chwilę później w kuchni rozszedł się cytrynowy zapach ciasteczek z ricottą


Dopiero późnym wieczorem wrócił Tomek i zaraz od progu zaczął opowiadać jak to było pięknie, jaki teatr wspaniały i ta lirica ... A na koniec usiadł mi na kolanach, jak wciąż na szczęście ma w zwyczaju, przytulił mocno i powiedział:
- Pusia moja najukochańsza! Tęskniłem za tobą!   

POWIEŚĆ to po włosku ROMANZO (wym. romanco)



sobota, 17 lutego 2018

Kolory nasycone


Zima wypuścić nas z objęć nie chce, ale gdzieś tam ukradkiem świat nabiera innych kolorów, natura aż rwie się, by obsypać nas kwiatami. Tu żonkile, tam fiołki, różane krzaki wypuściły nowe pędy, a gałązki migdałowców całe pokryły się białymi kuleczkami i jakby już już tuż tuż ...



A Lamone? Co za spektakl! Moje Lamone w kolorach Morza Karaibskiego to opada wzburzonymi kaskadami, to uspokaja się turkusowymi nieckami, skręca nagle, między głazami się przeciska, oczy zachwyca niezmiennie. Zima i przede wszystkim śnieg, którego w tym roku nie brakowało sprawiły, że woda zrobiła się czysta jak kryształ. Nawet tam gdzie głęboko, widać dno do ostatniego kamyczka. 
Patrzy człowiek na te kolory i tak bardzo tęskni do lata... Rozłożyć  się na tych głazach, rozpłaszczyć na słońcu, wypełnić uszy muzyką wodospadów... 



Niestety weekend pogodowo prezentuje się upiornie, a jeszcze bardziej upiorny ma być cały następny tydzień. Jeśli tak dalej pójdzie, światło dla marca rozpalimy pod śniegiem. Febbraietto maledetto ...
Przy takiej aurze raczej nigdzie nas nie poniesie, tylko Tomek szczęściarz będzie korzystał we Florencji z dobrodziejstw kultury. Dla mnie zapowiada się weekend statyczny: kuchenne eksperymenty, kominek i książka. Nie ma tego złego ...

OKROPNY to po włosku TREMENDO (wym. tremendo)


Drukuj