poniedziałek, 21 maja 2018

Bierzmowanie


Dzieciaki ubrane w takie same bluzy, młody, uśmiechnięty biskup, atmosfera ciepła, rodzinna, bez zbędnej pompy, ale w bardzo nastoletnim duchu. Tak jak powinno być. 
Samo bierzmowanie być może tak jak w Polsce, choć ja jednak widzę pewne różnice. Po pierwsze uroczystość ma rangę niemal Pierwszej Komunii. Po drugie nie nadaje się nowego imienia. I po trzecie - to co mnie urzekło - to ręka na ramieniu położona w zupełnie inny sposób. Nie na odległość, z dystansem i powagą, tak jak pamiętam to z moich czasów. Tutaj ręce obejmowały dzieciaki w czułym geście. Nie chcę wkładać kija w mrowisko, ale mam wrażenie, że w polskim kościele taka swoboda byłaby niedopuszczalna. 


Cieszę się, że Mama mimo niepewności jeszcze miesiąc temu, dotarła do nas i "chrzestną" swojego wnuka została. Cieszę się, z tych kilku rodzinnych dni, nawet jeśli trochę na wariata.  
Dobry czas, dobre dni, dobra niedziela, której nie chciało się kończyć.  
Są w Marradi osoby, które z czasem stały się nam bliskie jak rodzina i oczywiście zabraknąć ich w takim dniu nie mogło. 
Tylko jedno wydarzenie położyło się cieniem, ale o tym już nie dziś...


Zdjęć z uroczystości tylko garstka, bo nie byłam tym razem oddelegowana jako oficjalny fotograf. Na profesjonalny fotoreportaż "od frontu" musimy trochę poczekać.

Mój poranny czas właśnie dobiegł końca. Czas znów pożegnać Mamę i Pawia. 
Oto mamy kolejny poniedziałek. 
Przed Tomkiem egzamin - certyfikat z języka angielskiego, przede mną dużo pracy, ale też od teraz zaczynam trochę zwalniać obroty. Dom z Kamienia szykuje się na przyjazd kolejnego Gościa. Maratończycy rozgrzewają się przed 100 km del Passatore, a dzieci odliczają dni do końca roku...
Dobrego tygodnia!!


 CZUŁOŚĆ to po włosku TENEREZZA (wym. tenerecca)

niedziela, 20 maja 2018

Comacchio, kukułki, rodzinne chwile...

blogerka włoska

Kiedy już szarlotka się udała, a udała się nadzwyczaj, kiedy kuchnia w Kamiennym Domu wydała obiad, a były to ulubione przez Pawia i Mamę penne z kapustą i kiełbasą, kiedy dokupiliśmy na niedzielne przyjęcie wszystko to, co było potrzebne, pomyślałam, że drugą połowę dnia trzeba przeznaczyć na relaks i przyjemności. 
Szukałam jakiejś inspiracji, niewidzianego przeze mnie miejsca w promieniu nie więcej niż 100 kilometrów, ale okazało się, że to wcale nie jest już takie łatwe. Postanowiliśmy zatem wrócić w miejsce dobrze znane, które przynajmniej dla Mamy byłoby nowością, a przez nas tak lubiane, że wracać możemy tam bez końca. W sobotnie popołudnie pojechaliśmy do Comacchio...  


Ku ku ku ku ... niosło się nad zalewem. Dziwiłam się temu kukułczemu kukaniu, bo mewy i kormorany to ja rozumiem, ale kukułka zupełnie mi w takim środowisku nie pasowała. Tak czy inaczej ku ku towarzyszyło nam w czasie krótkiego spaceru, wśród traw szumiących, ostów nadzwyczajnej urody, gdzie pod nogami całe dywany dzikiej mięty, a przed oczami woda, woda, woda... 

Comacchio
Valli di Comacchio
spacer po Comacchio
Ciekawe miejsca w Emilii Romanii

Po kukułkach i szumie traw przyszedł czas na część miejską. Pospacerowaliśmy po małej Wenecji, po mostach i wzdłuż kanałów, nacieszyliśmy się słońcem palącym i spokojem miasteczka, zjedliśmy do spółki kanapkę z węgorzem, wysączyliśmy spritza do ostatniej kropelki, a ja cieszyłam się kolejnymi kadrami zachowanymi w obiektywie, kolejnymi impresjami zachowanymi w sercu...

Ciekawe miejsca w Emilii Romanii
Ciekawe miejsca w Emilii Romanii
Trepponti

Wieczorem jeszcze, by dzień pięknie dopełnić "mariowa" pizza na kolację, bo Mario znów stanął przed piecem i cuda czaruje. I tak minął dzień i tak zaczyna się niedziela... Zmykam więc już, bo czeka nas dużo wrażeń i nowe doświadczenie. Już jutro opowiem Wam jak w Italii wygląda bierzmowanie. Dobrego dnia wszystkim! 

BIERZMOWANIE to po włosku LA CRESIMA (la krezima)

sobota, 19 maja 2018

Przed bierzmowaniem


- A może my byśmy szarlotkę zrobiły? Taką z bezą jak ty robisz! - Zaproponowałam w czasie niekończącej się dyskusji o menu na przyjęcie po tomkowym bierzmowaniu. 
- Możemy zrobić! Szarlotka zawsze dobra. 
Chłopcy będą wniebowzięci - pomyślałam sobie. Co tam jakieś torty wyszukane w porównaniu z szarlotką Babci. Oczywiście tort Babci też najlepszy na świecie - mam na to świadków - ale kto by się teraz z tortem babrał! Lepiej iść razem na spacer...   
Akacje nad głową, słodycz pierwszych czereśni, słońce, w powietrzu zapach mięty i dzikiego bzu i do tego rodzinne ciepło.



Pogoda jest piękna i taka ma też być jutro, a to dla nas szczególnie ważne, bo przyjęcie  po bierzmowaniu zaplanowaliśmy w ogrodzie świętej Barbary. Przyjęcie to może zbyt wiele powiedziane. Ot zwykły obiad w gronie przyjaciół. Będzie Ellen z rodziną, a potem jeszcze Tina i Franco wpadną na słodkie. Posiedzimy, pogawędzimy, swojsko i miło. 


Przed kolacją słońce dalej ogrzewa nasz taras. Dni zrobiły się cudownie długie. Mama siedzi pod pelargoniami i obiera jabłka na szarlotkę, a kaczki skubią jej stopy. Jaki miły widok... 
Wieczorem wraca ze szkolnych wojaży Mikołaj. Obdarowuje Babcię - jubilatkę dziełem ze średniowiecznych warsztatów. Jest rozemocjonowany i zachwycony, z dumą pokazuje zdjęcia, a ja już nie mogę się doczekać, kiedy o tym wszystkim napisze dla mnie artykuł.  


Dobry dzień, dobry czas, niech dziś ma swój ciąg dalszy!

OBIERAĆ JABŁKA to znaczy SBUCCIARE LE MELE (wym. sbućciare le mele)

Drukuj