wtorek, 26 maja 2015

Ocalić od zapomnienia


Chiesa di S. Maria degli Angeli zwana też dell'Osservanza w Brisighelli intrygowała mnie już od dawna. Jednak mimo brązowej tabliczki przy drodze informującej o prawdziwym zabytku, miejsce zdawało się opuszczone. Ilekroć przejeżdżałam zerkałam czy może tym razem drzwi są uchylone, ale wciąż było tak samo martwo, bez najmniejszej, choćby skromnej notki z odrobiną historii. 
I tu nagle w niedzielę, ku mojemu zaskoczeniu wiekowe drzwi zastaliśmy otwarte, a przed wejściem zainstalowano nowe tablice informacyjne. 

 

Jak tylko minęliśmy bramę, zaraz spotkaliśmy przemiłego człowieka, który zapraszał serdecznie - wejdźcie, zobaczcie, jest nawet osoba, która opowiada historię. Przyspieszyłam więc kroku i zaraz znaleźliśmy się w zachwycających wnętrzach szesnastowiecznego kościoła. Świątynia będąca dawniej siedzibą zakonników została poświęcona w 1525 roku, natomiast w wieku XVII została gruntownie odnowiona i wzbogacona o nowe dzieła sztuki. 

Kiedy mnisi opuścili siedzibę, kościół zaczął popadać w ruinę, dopiero w ostatnich latach wolontariusze kochający sztukę ponad wszystko postanowili podjąć działania, znaleźć środki i przywrócić dawną świetność temu niezwykłemu miejscu. Na szczęście w Brisighelli ludzie poczuli się, do tego, że w ich obowiązku jest ratować takie obiekty i jak widać na oficjalnym podziękowaniu licznie partycypowali w kosztach pokrywających pierwszy etap prac restauratorskich. 



Kiedy weszliśmy do środka przy głównym ołtarzu stał starszy człowiek, który dwójce słuchczy - zwiedzających opowiadał o historii tego miejsca. Zaproszono nas byśmy dołączyli do tego skromnego grona i również posłuchali jego opowieści: zapraszamy, to nic nie kosztuje - zapewniała kobieta nadzorująca wszystko z boku - jesteśmy wolontariuszami, jest nam miło, kiedy ktoś docenia naszą pracę. 
Dołączyliśmy więc chętnie i z wypiekami na twarzy wysłuchaliśmy fascynujących opowieści, których szerokie kręgi zahaczały o starożytny Rzym. I tak na przykład w małym kościele w Romagnii, poza turystycznym szlakiem, dowiedziałam się (może znów będę ignorantem i okaże się, że to wiedzą wszyscy!), że pierwotnie rzymskie koloseum pokryte było marmurem i wyglądało imponująco. Jednak bogaci panowie, zaczęli budynek obskrobywać, marmur ściągać, miażdżyć na pył i wykorzystywać zamiast tradycyjnego wapna przy budowach swoich pałaców! 
To tylko jedna z historii, a w ciągu tego popołudnia usłyszeliśmy wiele innych, nie mniej zajmujących. 


Madonna col Bambino e quattro santi - XVI wiek
Kilkaset lat temu - wykonane przez zakonników.


- Chodź tu - zawołał Mario teatralnym szeptem - musisz to zobaczyć.
Odłączyłam się więc od grupy i poszłam za Mario, któremu towarzyszył człowiek spotkany wcześniej przed wejściem.
- Ponoć lubisz stare rzeczy? zagadnął mężczyzna.
- Fascynują mnie!
- To chodź za mną. 
Przeszliśmy przez wąski korytarz i znaleźliśmy się w zakrystii. Tu można było podziwiać ocalone ornaty i sztandary z najbardziej finezyjnymi haftami, jakie można sobie wyobrazić. Jeszcze bez gablot, ot tak skromnie na stołach. 
Nasz przewodnik ocenił, że prawdopodobnie ich wiek równa się wiekowi kościoła. 







Przechodziłam z pomieszczenia do pomieszczenia i nadziwić się nie mogłam. Zachwycała mnie sztuka, historia, ale też pasja i zaangażowanie obecnych. 
- Jeśli teraz nie zaczęlibyśmy prac, za kilka lat nie byłoby już czego ratować - opowiadała jedna z wolontariuszek, a jej relacje zakłócało rozchodzące się po wnętrzach stukanie młotka. Prace restauratorskie wciąż trwały i potrwają jeszcze prze jakiś czas. - Zapraszamy, poczęstujcie się - moja rozmówczyni jednym ruchem ściągnęła serwetki i zaprosiła nas do skosztowania świeżej schiacciaty i jeszcze ciepłych ciasteczek. 
- Może wina?
- Chętnie. Dziękuję.
Byłam oniemiała. Takie rzeczy zdarzają się chyba tylko tu. I to też na pewno nie wszędzie, bo przecież nie każdego dnia, zapraszają nas na zwiedzanie zabytków, nie proszą o bilet, sami z siebie raczą historią i zapraszają na poczęstunek, a na koniec jeszcze dziękują za poświęcony im czas. 
- To my dziękujemy. To było niezwykłe popołudnie. Już dawno chciałam ten kościół zobaczyć, cieszę się, że było to możliwe. Robicie wielką rzecz. Opowiem o tym przed szerszym gronem. 
Na koniec się przedstawiam i tłumaczę czym się zajmuję. Kobieta uśmiecha się serdecznie i jeszcze raz dziękuje. Jest tak miło, że ciężko nam się rozstać. 

Wewnętrzny dziedziniec
Święta Elżbieta - królowa róż
Sklepienie kaplicy świętej Elżbiety
Otwarte drzwi

Jedno z piękniejszych świątynnych wnętrz jakie widziałam, choć fasada zdaje się tak niepozorna. Bogactwo sztuki w wielu jej formach, różnorodność technik - od kutego żelaza po ceramiczne obrazy, gra świateł i kolorowych witraży, świetliki, barwne sklepienia, rzeźby w każdym rogu. 
Wrócę na pewno - znów nasycić oczy pięknem i zobaczyć jak udaje się wolontariuszom ocalić tyle niezwykłości od zapomnienia ...



TUTELARE to znaczy CHRONIĆ (wym. tutelare)

poniedziałek, 25 maja 2015

Nie ma tego złego...



- W Brisighelli w niedzielę po południu jest jakaś festa modowa. 
- Modowa?
- Wystawiają się producenci z okolic, pokazy mody i temu podobne, myślałem, że może chcecie się przejechać - proponuje Mario w sobotę.
- Jasne! Zawsze coś nowego! Wszystko, byle po deszczowych dniach ruszyć się z domu.



W niedzielne popołudnie pakujemy się więc do samochodu, choć pogoda jakaś taka wciąż niezdecydowana i bynajmniej nie majowa. Jednak już kilka kilometrów za Marradi widać, że nad Romagną otwiera się piękny błękit i zaczyna jaskrawo przebijać się słońce. 
Po trzydziestu minutach jazdy wśród zielonych pagórków i malowniczych dolin docieramy do Brisighelli, parkujemy samochód w centrum przed stacją kolejową i natychmiast ruszamy w kierunku parku głównego, gdzie według Mario (avario!), miała odbywać się festa. Głowę dałabym uciąć, że dzień wcześniej mówił coś o parku term, ale może tylko mi się wydawało. Tak czy inaczej wkrótce okazuje się, że w rzeczonym parku, poza przechadzającymi się spacerowiczami i dziećmi na rowerkach, nie ma nic szczególnego.
- Może jednak termy?
- Zapytamy w barze.
W lokalu barmanka tylko czoło marszy, duma, gości pyta, w końcu bierze książeczkę z kalendarium imprez, palcem wodzi, oczy mruży i nic... Żadnej mody 24 maja nie ma w planie, choć Mario z uporem maniaka obstaje przy swoim. 
- Sprawdziłem dobrze - mówi nasz przewdonik, kiedy wychodzimy na zewnątrz. Wiesz jak to jest, takie kalendarium drukują dwa miesiące wcześniej, wszystkie imprezy na pewno nie są uwzględnione. Zapytamy jeszcze w barze głównym przy stacji. Wracamy więc do punktu wyjścia i już po kilku minutach wszystko jest jasne. 
- Aaaa tak - przytakuje kelnerka, pierwsza osoba, która wie o czym mówimy. - Moda - 6 czerwca, sobota. 
Nic nie mówię, nawet powstrzymuję bardziej ironiczne komentarze.  
- Do Brisighelli zawsze warto się przejechać, dobrze, że nie pojechaliśmy do Rzymu! Poza tym już się wszyscy do pewnych sytuacji przyzwyczailiśmy.


Nowe zaułki.

Mario nie po raz pierwszy źle zrozumiał, nie dosłyszał, coś pomylił i to jest tak naturalne jak kukanie kukułki w maju, zaczniemy się martwić, kiedy się to zmieni. Mody nie było, ale przynajmniej ubawiliśmy się setnie. Pogoda jak za dotknięciem różdżki zmieniła się w jednej chwili, wiec wszyscy ściągaliśmy bluzy i kurtki, spacerowaliśmy nieznanymi zaułkami, a jak było to już niech tradycyjnie pokażą zdjęcia. 


Zamiast bez sensu mazać po murach, można pozostawić odrobinę sztuki.
Ktoś nie zauważył, że przestało padać!
Takie cuda można znaleźć, miejsce urodzenia mistrza strzelania z bicza w roku 1963!
Znów chce się jeść fuori
Osiołki w uliczce osiołków
Paweł i Gaweł w jednym stali domu
Madonnina - klasyka włoskiego muru
Ceglane
Chleb w norze
Problem z wyborem
Ludzie za wodą
Wróciło lato

Kiedy wjeżdżaliśmy do Brisighelli zauważyłam, że otwarto kościół, który już od dawna tak bardzo chciałam zobaczyć. Zatem na koniec spaceru, z wielką ciekawością poszliśmy do Chiesa .... i ten moment przebił swoją wyjątkowością i lody i spacer i niezaprzeczalny urok Brisighelli. Znów usłyszałam ciekawe historie i poznałam wyjątkowych ludzi. Ale o tym już jutro.  
CONFONDERE to znaczy POMYLIĆ (wym. confondere)

A teraz idziemy zwiedzać kościół!

Drukuj