czwartek, 12 września 2019

Z kuchnią za pan brat!


Długie kilometry przedreptane po górach w środowe popołudnie nie odpłaciły nam tak imponującymi zbiorami jak spontaniczne grzybobranie dzień wcześniej. Jak już nie raz pisałam - chodzenie tutaj na grzyby to trochę jak połączenie podchodów, wspinaczki wysokogórskiej i ruletki. Przede wszystkim jeśli się nie ma motoru, to nachodzić się trzeba jak wariat, a przy "chodzeniu" często muszą iść w ruch i ręce. Przy tym trzeba być też ekspertem i wiedzieć, w którym miejscu właśnie się pojawiły. Z jednej strony zbocza są, z drugiej nie. W kasztanach tak, w bukach... - dowiaduj się! Jeszcze dużo wody w Lamone upłynie zanim się tego wszystkiego nauczę. 
Tak czy inaczej zapas suszonych porcini na święta już jest. Może jeszcze uda nam się wyrwać choć na chwilę, nim wysyp się skończy. 


Ostatnie dni wakacji zadedykowaliśmy jeszcze jednej dziedzinie - gotowaniu. Tym razem jednak nie były to moje kulinarne eksperymenty, tylko "kurs kulinarny" dla chłopców. Postanowiłam na serio podejść do nauki w tym temacie. Omlety, jajecznicę czy prosty makaron potrafią zrobić już od dawna, ale w tym wieku uważam, że powinni przejść na zdecydowanie wyższy poziom. Gotujący mężczyzna to w naszej rodzinie normalka i niech ta umiejętność przechodzi na kolejne pokolenia. Poza tym to bardzo ważne, żeby być w życiu samodzielnym. 

Dwa dni temu Mikołaj ugotował swoją pierwszą pomidorówkę. Tomek wczoraj popełnił swoje ulubione danie "ratatuj", następnie Mikołaj zmierzył się z risotto z prawdziwkami. Wszystkie dania udały się koncertowo. Ja nie tknęłam nawet palcem, ograniczając się tylko do ustnych instrukcji.

Cieszę się jak wariat po pierwsze dlatego, że obydwaj chcą. Po drugie, że potrafią. Po trzecie, że kuchnia i samki są dla nich ważne. Nie zapychają się byle czym i chętnie eksperymentują. Posiłek to dla nas święty czas. To moment kiedy jesteśmy razem przy stole, rozmawiamy, smakujemy... A w podróży? Nawet jeśli te nasze podróże są miniaturowe - to i tak zawsze pada to samo pytanie - "co będziemy jeść?" Od małego rozumieją, że poznawanie nowych miejsc jest nierozerwalnie połączone z ich kuchnią.
A zatem pierwsze poważne lekcje już za nimi. Mam nadzieję, że nim nastanie poniedziałek jeszcze raz coś wyczarują. 
Tymczasem tik tok tik tok... Zbliża się koniec laby, szkoła już coraz bliżej, a my dziś jeszcze raz pobawimy się w turystów - oczywiście w mini turystów. 


Kolejny raz będziemy przechadzać się po ulubionym mieście chłopców. Kolejny raz spróbujemy odkryć coś nowego. Na pewno też przekąsimy coś smacznego, bo tradycyjne pytanie - "co będziemy jeść?" - padło już wczoraj. 
Mamy piękne wrześniowe lato. Tam gdzie jedziemy ma być trzydzieści stopni. Jeszcze przez chwilę białe sukienki nie idą spać...

PRZECHADZAĆ SIĘ to po włosku PASSEGGIARE (wym. passedżdżiare)

2 komentarze:

  1. Dzisiaj mi się nie dwa pierwsze zdjęcia nie podobały :)
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
  2. Tomek wygląda szałowo w tym fartuszku. Serio
    Pozdrawiam Monika

    OdpowiedzUsuń

Drukuj