poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Nim karuzela na dobre się zatrzyma.


Winogrona zrobiły się już całkiem fioletowe, dnia znów ciutkę ubyło, tak jak i wody w rzece zmęczonej upałem. Zżółkły pojedyncze czereśniowe liście, a na wystawach i straganach zawisły szkolne fartuszki. I do tego wszystkiego, kiedy dziś rano wyświetliłam długoterminową prognozę pogody, nagle nie wiedzieć skąd pojawił mi się na końcu ogonka wrzesień... Ojć... Ojć... Ojć...

Ale oczywiście dalej trwa piękne lato, więc nie będę jeszcze lamentować i włosów rwać z głowy tym bardziej, że nawet nie mam na to za bardzo czasu. W niedzielny późny wieczór do Marradi dotarli kolejni Goście i to jeszcze nie ostatni w tym miesiącu, bo zaraz następni wyruszą w drogę. 

My tymczasem w dotychczasowym składzie do niedzielnej kolacji zasiedliśmy razem przy jednym stole na feście dzika. Był to w tym roku już ostatni z trzech dni pod hasłem Sagra del Cinghiale. Dzień ten można powiedzieć zakończył marradyjski imprezowy maraton środka sierpnia. Nie żeby teraz miał zapanować senny spokój, ale powoli powoli karuzela zaczyna wyhamowywać. Przełomowym momentem jest zawsze Noc Czarownic. Teraz czeka nas jeszcze jedno czwartkowe mercatino, jeszcze festa "ku czci" wygranej Biforco, a potem ... smutno brzmiąca "festa końca lata"...  To tyle w kwestii imprez oficjalnych. 

Tymczasem już dziś czeka nas wycieczka w baaaardzo szerokim gronie, jutro pizza w gronie jeszcze szerszym, nim więc lato na dobre się skończy karuzela zaliczy jeszcze kilka kolorowych obrotów.

Po cichutku przyznaję, że znów dopada mnie fala ogromnego zmęczenia. Znów momentami podpieram się nosem, a bez drzemki poobiedniej to w ogóle nie ma jak funkcjonować. Z prawdziwym odpoczynkiem poczekam jednak do września, kiedy ta cała karuzela zatrzyma się na dobre, czyli jeszcze chwilę, jeszcze momencik... Wrzesień przecież stoi tuż za rogiem... 

ZA ROGIEM to po włosku DIETRO L'ANGOLO (wym. dietro langolo)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj