środa, 21 sierpnia 2019

Ciepło z każdej strony, a sierpień zaczyna ostatnią dziesiątkę


Wczoraj wieczorem miałam głowę pełną myśli. Myśli, które pięknie ubierały w słowa to, co działo się dookoła. Dziś te myśli noc zdaje się przegoniła, bo wena jakoś ze mnie uleciała i  poetycko z polotem nie umiem już tego opisać. Ale tak czy inaczej wspomnienia piękne zostały, a to w tym wszystkim najważniejsze! Nawet zdjęć do publikacji nie ma zbyt wiele, bo po takim rozhulanym wieczorze, wszystko powinno być raczej na off the record!

Nie chciałabym się powtarzać - "jaki to był cudowny wieczór!" - ale z drugiej strony przecież był! Nie chciałabym znów zaczynać piać peany - "jak to cudownie jak ludzie razem przy jednym stole, przy pizzy doskonałej, ludzie mówiący różnymi językami, ludzie znający się lata i ludzie znający się od pięciu minut" - no piać jednak muszę! Jak cudownie! 
Usłyszałam wczoraj wiele ciepłych słów... Tyle ciepła z każdej strony, z uścisków, ze spojrzeń, z powietrza...  


 Mam nadzieję, że dla naszych Gości takie wieczory będą wisienką na torcie wakacyjnych wspomnień. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz usiądziemy tak razem, że jeszcze nie raz i nie dwa porwie nas cudowna atmosfera...

A dziś tymczasem porywamy się sami w zupełnie inne klimaty. Mówię Wam zatem "dobrego dnia" i znów pędzę, bo nim sama dam się porwać muszę jeszcze pomidory, lato, ciepło poupychać w słoiki...
Sierpień zaczyna ostatnią dziesiątkę.

DZIESIĄTKA to po włosku DECINA (wym. deczina)


wtorek, 20 sierpnia 2019

W całkiem dużym gronie i w bardzo dobrych nastrojach!


Był już prawie wieczór, a my siedzieliśmy na rzecznych kamieniach i w chłodnej wodzie moczyliśmy zmęczone całym dniem stopy. Było to dobre zmęczenie. Zmęczenie drogą, nowo poznanymi miejscami, czasem spędzonym w podróży, kilkoma przespacerowanymi kilometrami, niegasnącym upałem. Siedzieliśmy tak na tych wymytych przez czas kamieniach, woda działała kojąco i chyba nikomu za bardzo nie chciało się iść dalej, ale sklepy zamykali, kolacja czekała na przygotowanie itd… itp… 
Była już prawie 19.00 kiedy odjechaliśmy z wodospadów Brusia.

To był bardzo udany dzień. Dzień, na myśl o którym cieszyłam się jak wariat, ale też nieco drżałam czy aby wszystko uda się zgrać tak jakbyśmy chcieli. 
14 osób (słownie czternaście osób, osiem plus sześć), trzy samochody, cztery rodziny, podróż zwiedzanie, wysiłek, wolne miejsce i złożenie sprawnie zamówienia w restauracji... 
I wiecie co? 
Wszystko cudnie nam się udało!  

fot. Michał Cichocki
fot. Michał Cichocki
fot. Michał Cichocki

Kumulacja przyjaciół, rodziny, wspaniałych miejsc, pięknych widoków, grania cykad, chłodnego wina i palącego słońca. Odwiedziliśmy ponownie San Leo (my ponownie, pozostali po raz pierwszy), przystanęliśmy na lody i spritza w Forlimpopoli, a na koniec pożegnaliśmy dzień nad rzeką w Bocconi u stóp starego kamiennego mostu.
No dobrze... Niektórzy pożeganli dzień znacznie później. Właściwie dzień i noc zlały m się w jedno, ale to już jest... off the record.
Dziękujemy kochani za wspaniały czas i mamy nadzieję na więcej. 

A więcej na pewno będzie, bo już dziś będziemy się razem bawić przy wspólnej pizzy!
Niech to będzie kolejny dobry dzień!


CZTERNAŚCIE to po włosku QUATTORDICI (wym kuattordiczi)

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Nim karuzela na dobre się zatrzyma.


Winogrona zrobiły się już całkiem fioletowe, dnia znów ciutkę ubyło, tak jak i wody w rzece zmęczonej upałem. Zżółkły pojedyncze czereśniowe liście, a na wystawach i straganach zawisły szkolne fartuszki. I do tego wszystkiego, kiedy dziś rano wyświetliłam długoterminową prognozę pogody, nagle nie wiedzieć skąd pojawił mi się na końcu ogonka wrzesień... Ojć... Ojć... Ojć...

Ale oczywiście dalej trwa piękne lato, więc nie będę jeszcze lamentować i włosów rwać z głowy tym bardziej, że nawet nie mam na to za bardzo czasu. W niedzielny późny wieczór do Marradi dotarli kolejni Goście i to jeszcze nie ostatni w tym miesiącu, bo zaraz następni wyruszą w drogę. 

My tymczasem w dotychczasowym składzie do niedzielnej kolacji zasiedliśmy razem przy jednym stole na feście dzika. Był to w tym roku już ostatni z trzech dni pod hasłem Sagra del Cinghiale. Dzień ten można powiedzieć zakończył marradyjski imprezowy maraton środka sierpnia. Nie żeby teraz miał zapanować senny spokój, ale powoli powoli karuzela zaczyna wyhamowywać. Przełomowym momentem jest zawsze Noc Czarownic. Teraz czeka nas jeszcze jedno czwartkowe mercatino, jeszcze festa "ku czci" wygranej Biforco, a potem ... smutno brzmiąca "festa końca lata"...  To tyle w kwestii imprez oficjalnych. 

Tymczasem już dziś czeka nas wycieczka w baaaardzo szerokim gronie, jutro pizza w gronie jeszcze szerszym, nim więc lato na dobre się skończy karuzela zaliczy jeszcze kilka kolorowych obrotów.

Po cichutku przyznaję, że znów dopada mnie fala ogromnego zmęczenia. Znów momentami podpieram się nosem, a bez drzemki poobiedniej to w ogóle nie ma jak funkcjonować. Z prawdziwym odpoczynkiem poczekam jednak do września, kiedy ta cała karuzela zatrzyma się na dobre, czyli jeszcze chwilę, jeszcze momencik... Wrzesień przecież stoi tuż za rogiem... 

ZA ROGIEM to po włosku DIETRO L'ANGOLO (wym. dietro langolo)

niedziela, 18 sierpnia 2019

W lekko strasznym świecie Disney'a - LA NOTTE DELLE STREGHE 2019


I oto mamy niedzielny leniwy ranek po najbardziej szalonej nocy w marradyjskim kalendarzu. Mam wrażenie, jakby nagle wszelkie możliwe obroty zwolniły. Wszyscy snują się dziś spokojnie, jakby jeszcze lekko otumanieni (niektórzy pewnie ciut bardziej) atrakcjami minionej nocy.  
Bohaterami tegorocznej La Notte delle Streghe byli „cattivi di Disney” - czarne charaktery Disney’a. 
Miasteczko wypełniło się mini teatrami w temacie: Dzwonnik z Notre Dame, Mała Syrenka, Piotruś Pan, Śpiąca Królewna, Alladyn i Coco. 

Było barwnie i kolorowo, choć chyba nie tak straszliwie jak w minionych latach, bo motyw przewodni zdawał się być adresowany przede wszystkim do młodszych. Mniej też było dorosłych przebrań, ale ci którzy dali się porwać atmosferze, popuścili wodze fantazji i tak główną nagrodę zdobył Cappuccetto „Grosso”, a nagrodę grupową ekipa Kapitana Hooka. W kategorii dziecięcej zwyciężyła Dama Kier. W tym roku o nagrodach wiedziałam jako pierwsza, bo też sama je przyznawałam. Po raz pierwszy spotkał mnie taki zaszczyt - zostałam zaproszona do jury, jako osoba bezstronna i tak razem z Ilarią z Rzymu przydzieliłyśmy tegoroczne nagrody.

My natomiast w kwestii strojów tym razem byliśmy każdy ze swojej bajki. Ja jako Malefica z czepkiem „handmade” z taśmy izolacyjnej, Tomek jako Kapelusznik w swojej własnej interpretacji i Mikołaj jako Hades w wersji "modern”.     

Noc Czarownic 2019 przeszła już do historii. W miasteczku demontowane są scenografie. Lato ma się dobrze, ale tak jak pisałam ostatnio zapach powietrza już się zmienił…  

Dom z Kamienia pęka w szwach, dlatego już zmykam, bo myślę, że teraz czas posiedzieć z Gośćmi zamiast stukać na komputerze. Miłego oglądania fotograficznych impresji i dobrej niedzieli!  

ZŁY to po włosku CATTIVO (wym. kattiwo)


fot. Michał Cichocki
fot. Michał Cichocki

Drukuj