czwartek, 18 października 2018

Żółty, lipowy liść


Tomek siada przy stole, kiedy świt jeszcze czarny jak smoła. Nic nie mówi, tylko na pół śpiący sączy herbatę. To do niego niepodobne, bo zawsze budzi się z gotowym zestawem pytań i już od rana musi mnie bombardować matematycznymi teoriami, rozprawiać o tym dlaczego znany aktor odrzucił pewną rolę, czy o tym jak widzą daltoniści... 
Dziś siedzi cicho - znak, że się nie wyspał. Co tu dużo mówić - to było do przewidzenia! Poszedł spać później niż zwykle, bo nie mógł się nacieszyć faktem, że do Domu z Kamienia zawitał jeden z jego ulubionych Gości. Gdybym pozwoliła pewnie siedziałby do północy, ale wtedy musiałabym go chyba zaciągnąć na stację za włosy. 
- Pusia, ja śpię.
- Właśnie widzę. 
Mam nadzieję, że do 8.00 się ocknie. Dobrze, że pociąg jedzie tylko do Faenzy, więc nawet jeśli zaśnie nie obudzi się w Rimini.

***

Żółty, lipowy liść zawisł na niewidocznej pajęczynie. Wyglądał jak zatrzymany w locie. Lewitujący liść na via Francini. Liść w pajęczej pułapce, która jemu akurat przedłuża żywot.  
Teraz już z każdym dniem coraz więcej szeleści ich pod nogami. Te sprzed baru wiatr zamiata na moje podwórko, te wzdłuż drogi podrywają koła samochodu. Jeszcze rok temu mój pracowity do ostatniej chwili sąsiad z zacięciem mrówki sprzątał je każdego dnia, nawet te sprzed mojej bramy. Teraz przykuty gdzieś do łóżka pewnie nawet nie wie, że na świecie panuje jesień...

*** 

Na dwa dni aura stłumiła nam kolory, ale dziś powinna oddać i mahoń i ochrę i sjenę, całą intensywność jesiennych barw, którą zabrała mgła i mżawka. Wraca do nas słońce i pogodne niebo. Pewnie nie na długo, bo przecież nawet tu w Toskanii ciepła jesień nie może trwać w nieskończoność, ale dziś kto by się tym przejmował, kiedy przed nami zaraz weekend z kolejną kasztanową sagrą. Mam nadzieję, że nasi Goście, którzy Marradi widzieli w innej odsłonie zachwycą się teraz marradyjskim październikiem. Worek kasztanów czeka na upieczenie, czeka też pizza i spacer i zdjęcia. Mam nadzieję, że to będzie dobry czas! 
Mam też zamiar kolejny raz wyskoczyć na pieczarki, bo podobno na górskich łąkach coraz bardziej biało. Mario liczy też na prawdziwe grzyby, bo pogoda im sprzyja, ale ja nie jestem aż taką optymistką.


Żółty jesienny liść pewnie już dawno spadł, przykrył cyklameny, wpadł pod koła samochodu,  a może dryfuje wraz z innymi na wodach Lamone... 

W PUŁAPCE to po włosku INTRAPPOLATO (wym. intrappolato)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj