wtorek, 9 października 2018

Oddech gór i kieszenie pełne kasztanów


Kiedy poniedziałek zaczyna się do bani to człowiek nie wie co ma myśleć. Czy jeśli nowy tydzień taki ma początek to strach myśleć co będzie dalej czy też teraz już może być tylko lepiej... Wpadłam w taki nastrój, że raczej bliższa mi była ta pierwsza wersja. Dzień do bani to wcale nie jest adekwatne określenie. Powiedziałabym po włosku: una giornata di mer...


Mario na początku powiedział, że po obiedzie wraca do domu, bo dużo ma do zrobienia, ale potem popatrzył na moją minę i zaraz zaproponował: jedziemy gdzieś na spacer? 
Nie zadawał żadnych pytań w stylu a co? a jak? a czemu? Po prostu wywiózł w góry i dał w spokoju pomilczeć. Co jakiś czas wymienialiśmy tylko uwagi o widokach, pogodzie i kasztanach.
- Wiesz jak to się nazywa? - zapytał, kiedy upychałam w kieszeni kasztany. - To, co teraz robisz to w dialekcie garavle'. 
- Że zbieram kasztany?
- Te oczywiście możemy, bo są zdziczałe, ale jak wejdziemy do gaju i komuś trochę podbierzemy tych porządnych to będzie właśnie garavle'.  
- Taki szaber po polsku. Z tą różnicą, że to co mówisz odnosi się tylko do kasztanów.
Nauczyłam się nowego słowa w dialekcie. GARAVLE'.


Widok gajów, kasztanów, cyklamenów i wzgórz nieco poprawił mi humor. Zaszyliśmy się w głębszy las, by rzucić okiem czy może gdzieś przyczaił się jakiś grzyb. Dreptałam za Mario krok w krok, bez słowa, co i raz upychając w kieszeni marroni. W pewnym momencie moja zdrowa stopa stanęła na sporej szyszce i wygięła się w "elkę", zupełnie jak prawa dokładnie dwa miesiące wcześniej. Wpadłam w panikę i osunęłam się w dół wyginając też przy okazji chorą kostkę. Mario aż krzyknął z przestrachu.
- No nie!
Spróbowałam się poskładać. Wstałam i z ulgą stwierdziłam, że tym razem nic się nie zerwało, nie pękło i mogę iść dalej. Jednak do wszystkiego "złego poniedziałkowego" dołączyła jeszcze myśl o nodze. Strach, że znów mogłam sobie coś zrobić. 


Nie umiałam już powstrzymać łez. Przelała się czara.
Łzy bezsilności. Schowałam je za okularami, żeby Mario nie widział, choć pewnie widział, a tylko udawał, że nie widzi. Doszliśmy do kamiennego domu, gdzie byliśmy kiedyś z Pawiem i chłopcami. Dawno temu... 
Potem znów wyszliśmy na otwartą przestrzeń, gdzie las nie przysłaniał gór.
 - Oddychaj górami - mówiłam w myślach do samej siebie - oddychaj razem z nimi, ich powietrzem, w nich jest przecież siła, zawsze była...  
Niech dziś będzie lepszy dzień. Niech jednak sprawdzi się ta druga opcja...



12 komentarzy:

  1. A gdzie Twoje pozytywne myślenie? Często otrzymujemy to, o czym myślimy. Myślisz, że jak poniedziałek był fatalny to cały tydzień taki będzie. Skoro tak myślisz to pewnie tak będzie. Myślę pozytywnie - będzie coraz lepiej. I tak będzie. Drugiej nogi sobie nie skręciłaś. Hura. Jest super. I będzie super. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje pozytywne myślenie zwykle jest. Ale nawet ja nie jestem cyborgiem i mam zwykłe ludzkie granice swojej wytrzymałości, twardości, jak zwał tak zwał. Czasem niektórzy myślą, że samo to gdzie mieszkam chroni mnie od złych myśl, smutków, problemów. I czasem tak rzeczywiście jest. Ale nie zawsze. Inną kwestią też jest to, że pracując z ludźmi (śluby, zdjęcia, turyści, lekcje - nie mogę sobie pozwolić na niewesołość) i to czasem też pochłania bardzo dużo energii. Nawet ja czasem potrzebuję usiąść i sobie popłakać bo taki a nie inny jest moment:( Oby tylko moment. Nogi drugiej nie skręciłam - to zdecydowanie jest super:)

      Usuń
    2. Kasiu! - na dłuższą metę tak się nie da! Jest takie, niestety niemieckie powiedzenie, spiesz się powoli! A poza tym jak widzę zrób sobie, zaplanuj przynajmniej jeden dzień wyciszenia, sama z sobą?😊

      Usuń
  2. O, dokładnie tak! Zgadzam sie w 100% z Panią Asią!
    Bedzie dobrze, musi byc!
    Usciski!
    czeko

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasia lepsze dni też przyjdą a w między czasie można sobie spokojnie popłakać jeżeli pomaga to czemu nie :)
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja mam wrażenie, że bierzesz na swoje barki zbyt wiele. Odpoczynku, odsapnięcia i wyciszenia raczej nie organizujesz sobie na tyle by faktycznie złapać oddech. Jesteś w biegu i to wszystko co "ciężkie" zaczyna w końcu wylewać się. Chwała, że nic w tę nogę się nie stało. I pomyśl ile ciepłych i życzliwych osób Cię otacza... także tych oddalonych o setki czy tysiące kilometrów. "Ukradnij" trochę tej pozytywnej energii. Choć tyle! Z pewnością, z miłą chęcią nie tylko ja Ci ją prześlę :) M

    OdpowiedzUsuń
  5. my, kobiety, to mamy jeszcze dobrze - możemy sobie popłakać, to taki nasz kurek bezpieczeństwa, przynajmniej tak zwana "żyłka nie pęknie", mam nadzieję. Szkoda Kasieńko, że jesteś tak daleko, przydało by się jakieś "terapeutyczne" babskie piżama-party połączone z degustacją i odczarowywaniem , a może zaczarowaniem..? Życzę si , Słoneczko jakiegoś cuda, pozytywnego zaskoczenia, wyłamania się z rutyny... i jak by tam nie było, hihihihi, przynajmniej jesteś ładna!!!a to już coś. Trzymaj się, myślami jestem z tobą codziennie.Inna

    OdpowiedzUsuń
  6. No proszę Cię! Płacz kiedy tylko masz na to ochotę! Jestem zwolenniczką wywalania z siebie wszystkiego, co chcemy wywalić, z pewnością więcej pożytku z "oczyszczenia", niż z założenia "przecież jestem silna i dam radę".
    A po nocy przychodzi dzień, a po burzy słońce...
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  7. ... a po burzy slońce . Poplakac sobie trzeba - to zawsze przynosi ulgę. A my tu wszyscy Kasi wielbiciele stoimy za nią murem ! I jeśli nawet nie znamy sie osobiście , to darzymy Ciebie /mogę ? / Kasiu wielka sympatią i szacunkiem ! Wszystko mija i zawsze znajduje sie dobre rozwiązanie. Wiem to z calkiem dlugiego zycia. Serdeczności , Marta

    OdpowiedzUsuń
  8. No tak Kasiu za dużo dżwigasz na swoich barkach.Goście,lekcje,śluby,wesela,dzieci,codzienne kłopoty,różne inne sprawy.Ale podziwiam,że jesteś taka silna po prostu dajesz dziewczyno radę,ogarniasz to wszystko.Powiem Ci,że nie każdy by tak potrafił. Jesteś Kasiu silna i wyprostowana do życia.A,że puściły Ci wentylki- no cóż czasami tak musi być,my kobiety tak mamy.Wspaniale,że nie jesteś wtedy sama. Całuję i do zobaczenia w środę rano.Jola

    OdpowiedzUsuń
  9. No tak Kasiu za dużo dżwigasz na swoich barkach.Goście,lekcje,śluby,wesela,dzieci,codzienne kłopoty,różne inne sprawy.Ale podziwiam,że jesteś taka silna po prostu dajesz dziewczyno radę,ogarniasz to wszystko.Powiem Ci,że nie każdy by tak potrafił. Jesteś Kasiu silna i wyprostowana do życia.A,że puściły Ci wentylki- no cóż czasami tak musi być,my kobiety tak mamy.Wspaniale,że nie jesteś wtedy sama. Całuję i do zobaczenia w środę rano.Jola

    OdpowiedzUsuń

Drukuj