piątek, 12 października 2018

Kasztan kasztanowi nierówny i byle do wieczora...


I znów dotelepaliśmy się do kolejnego weekendu. Za nami pracowity tydzień. Szkoła rozkręciła się już na całego, pojawiają się pierwsze odpytywania, testy, sprawdziany. Na szczęście aura wciąż nam sprzyja, więc łatwiej radzić sobie z tym wszystkim co "na głowie". Na portalu pogodowym napisali - jeszcze jedno "uderzenie" lata!  Cudownie. To oznacza, że kasztanowa sagra w niedzielę będzie na pewno oblegana do granic możliwości. Może znów padnie rekord w liczbie przybywających, by posmakować naszych lokalnych klejnotów: marron buono
I tu kilka słów wyjaśnienia, bo niektórzy z Was kupują kasztany w Polsce przekonani, że posmakują tego, o czym piszę. Nie, nie posmakujecie. Nie wiem skąd pochodzą kasztany, które trafiają do polskich supermarketów, ale na pewno nie mają nic wspólnego z marron buono, który jest jednym z najcenniejszych gatunków. Kasztany rosną w Apeninach od północy, aż po południe. Te z Mugello cenione są szczególnie z racji wyjątkowej słodyczy, którą zawdzięczają wapiennej glebie na jakiej rosą gaje kasztanowe i ostrzejszemu klimatowi. To właśnie tutejszy klimat sprawia, że drzewa rodzą mniej owoców, ale ich smak wyróżnia się spośród innych.
Wniosek jest jeden - kasztan kasztanowi nie równy.
I to tyle na dziś, bo czas nagli. Czeka mnie pewnie mało przyjemny dzień. Dziś musze zmierzyć się z włoskim pronto soccorso. Moja kostka jednak nie odpuszcza. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko gładko poszło, a ja będę trzymać się myśli o kolacji z Ellen i jej mężem. 
Dobrego prawie weekendu!!!


1 komentarz:

  1. O znowu kostka-trzymam kciuki,bedzie dobrze,bo musi,prawda.Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń

Drukuj