niedziela, 14 października 2018

Drzewo chleba


Spośród wszystkich gajów kasztanowych które porastają okoliczne wzgórza i stoki mam moje ulubione.Pokusiłabym się nawet o wybranie tego jednego „naj”. Myślę, że swoim urokiem castagneto w Albero bije na głowę wszystkie inne. Gaj jest rozległy, rośnie na łagodnym zboczu, a ziemia pod nim cała jest pofałdowana. Między drzewami leżą wielkie głazy obrośnięte mchem, tu i tam sterczą martwe pnie, niektóre niczym naturalne rzeźby. Wszystko tak piękne, że zdaje się namalowane, obraz idealny. Cyklameny próbują wydostać się spod liści, łupiny jeżyków gęsto ścielą drogę, niewiele już na gałęziach zostało kasztanów, ich zbiory chylą się ku końcowi… 


Sobotnie gorące popołudnie… Światło przeciska się między konarami, światło jesienne, nastrojowe. Atmosfera ociera się o sacrum. Sacrum jest w wiekowych drzewach. Stąpam uważnie, by nie deptać po lśniących marroni. To się nie godzi. Kasztany są jak zboże. Dawniej kasztanowce nazywano alberi dell’pane - drzewa chleba. Istotnie te kilkusetletnie drzewa ratowały od głodu wiele pokoleń ludzi gór.


Przed nami druga sagra kasztanowa. Pogoda jest bajeczna. Jak dobrze, że na wszelki wypadek zostawiłam w szafie jedną z letnich sukienek. Gianni pyta jak się sprawuje piec, a ja na to - nie wiem, nie próbowałam - bo i po co? Przyjdzie czas na piec, na grzanie, ale mam nadzieję, że jeszcze nie w tych dniach. Póki co cieszymy się typowym marradyjskim październikiem, który rozpieszcza nas jak może. Cieszymy się kasztanami i sagrą. Jeśli jesteście w okolicy wstąpcie koniecznie do Marradi na pieczone kasztany, na kieliszek cagniny, na torta di marroni i na wiele więcej!

POŚRÓD to po włosku TRA lub FRA (wym. tra, fra) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj