wtorek, 17 lipca 2018

O Romanii spontanicznie kilka słów


Oczywiście nic nie może równać się z kamiennym, toskańskim domem, ale trzeba przyznać, że poderi Romanii też są piękne. Wiele z nich stoi teraz samotnie w polu, porzucone, obrośnięte bluszczem, z dachem zapadłym. A gdyby ktoś dał im drugie życie... 
Tylko nieliczne miały albo mają to szczęście. Większością nikt się już nie interesuje. Nawet na fejsbuku pełnym różnych grup dla włoskich pasjonatów zdjęć romagnolskich posiadłości i w ogóle tutejszych widoków nie znajdziemy. Ktoś powie - bo co tam niby fotografować? Płasko do bólu, pola kukurydzy, sady brzoskwiniowe, senne miasteczka niewyróżniające się niczym szczególnym i nic więcej. I pewnie będzie w tym nawet sporo racji. Może moje spojrzenie jest inne, bo jest mi dane znać Romanię od innej strony. Znam ją nie tylko z naszych wojaży, ale też z opowieści o ludziach, o chłopskim życiu sprzed dziesięcioleci, które wypełniało opuszczone dziś mury, rozpoznaję ten dialekt, znam doskonale tutejsze zwyczaje, tradycję, mentalność, humor. Skromna bez nadęcia, pomijana... Romania mia... Nawet jeśli administracyjnie i sercem Toskania, to czy tego chcę czy nie, moje stopy rozchodzą się na dwa regiony.

Zatrzymaliśmy się przy jednym z tych opuszczonych domostw, bo Mikołajowi zamarzyła się kolba kukurydzy. Tak, to był klasyczny szaber. Przed domem rósł stary figowiec, a w jego cieniu chowała się być może równie stara studnia. Okolice Ravenny bogate są w takie perełki. Nie mogłabym wprawdzie żyć na nizinie, bo do pełni szczęścia potrzebuję mieć wokół siebie krajobraz pofalowany, ale chętnie bym kiedyś te posiadłości sfotografowała i poznała ich historie.

Jest jeszcze jeden urok Romanii, bardziej oczywisty - morze. 
Adriatyk nawet w połowie nie jest tak piękny, jak pozostałe morza, które oblewają Italię, ale i tu potrafi być uroczo. Od 15 lipca znów otworzono odcinek plaży, który jest częścią ścisłego rezerwatu. Zdjęć nie mam praktycznie żadnych, bo kolejny raz inteligentnie zostawiłam baterię w ładowarce - tylko na dwie kreski, więc podładuję odrobinę, taaa... 
W efekcie plecak ze sprzętem fotograficznym taszczyliśmy na marne. Szkoda. Domu ze starym figowcem też przez to nie sfotografowałam jak należy. 
Tym razem na plaży zamiast ciekawych okazów muszelek, trafiliśmy na inny okaz. Może wyrzuciło coś czego akurat na tym odcinku wybrzeża kompletnie bym się nie spodziewała. Całkiem duży żółw. Martwy niestety. Na moje oko miał jakieś 40 cm długości. 
I tak znów nauczyłam się czegoś nowego. Otóż północny Adriatyk od Rimini, okolice Ravenny i wyżej to raj dla żółwi. Przypływają tu bo morze jest płytkie i bogate w skorupiaki. Zobaczyć tutaj taaaakiego żółwia wcale nie jest więc niczym nadzwyczajnym. Jak wypowiedział się jeden z mieszkańców Romanii dla prasy: Tutaj dobrze można zjeść! Jesteśmy romagnoli
Romania to też wspaniała kuchnia!

      
MIESZKANIEC ROMANII to po włosku ROMAGNOLO (wym. romaniolo)

1 komentarz:

  1. Witam Pani Kasiu, ile kosztuje dzień zwiedzania z Panią Florencji ? A może są inne ramy czasowe zwiedzania ? Będę wdzięczna za maila : grazyna5@onet.eu
    Pozdrawiam serdecznie. Grażyna

    OdpowiedzUsuń

Drukuj