środa, 4 lipca 2018

Moje muzyczne oświecenie - Florencji ciąg dalszy


Dział muzyczny w Galleria dell'Accademia nie jest duży, ale za to na tę nieliczną kolekcję składają się same perełki, z których najważniejsze to legendarne już skrzypce Stradivariusa oraz instrumenty skonstruowane przez Bartolomeo Cristofri uważanego za ojca fortepianu. 
Stradivariusa znają chyba wszyscy i oczywiście nie mam tu na myśli sieciówki z ubraniami. Nawet ci, którzy o muzyce mają tylko jako takie pojęcie wiedzą, że Stradivarius - czyli Antonio Stradivari uznawany jest za najsłynniejszego i najzdolniejszego lutnika świata. 
Przyznam jednak uczciwie, że o drugim bohaterze kolekcji nie miałam zielonego pojęcia. Okazuje się, że Florencja to nie tylko genialne malarstwo, rzeźba, nauka i lody, to też miejsce gdzie wynaleziono fortepian i jak prawie wszystko w historii tego miasta, również i ten wynalazek narodził się pod skrzydłami Medyceuszy.


Bartolomeo Cristofori urodził się w Padwie i przybył na dwór Medyceuszy pod koniec siedemnastego wieku. Wezwany przez wielkiego księcia Ferdynanda został mianowany głównym instrumentalistą. Jego praca była ciągiem eksperymentów, które zaowocowały wynalezieniem fortepianu i to właśnie tłumaczył mi Tomek.


Tomek tłumaczy:
- Pusia! Tu można sprawdzić jak działają pianino i clavicembalo (klawesyn)! Na "historii muzyki" to mieliśmy. W takim razie, klawesyn, to taki starszy brat pianina. W klawesynie, naciskając klawisz, taki mały haczyk dotykał strunę, która się znajdowała w środku. Jednak dźwięk był zawsze taki sam. W pianinie, zbudowanym przez Bartolomeo Cristofori, było inaczej, a mianowicie gdy naciskaliśmy klawisz strunę uderzał mały młotek i w zależności od siły z którą naciskaliśmy klawisz, z tą samą siłą uderzał młotek i dźwięk mógł być głośniejszy lub cichszy w zależności od uderzenia więc, przez to fortepian był uznawany za instrument samodzielny i niezależny.

GŁOŚNO - CICHO  PIANO - FORTE  - fortepian - po włosku pianoforte.


Nie przestają mnie zadziwiać moje dzieci, nie przestaje mnie zadziwiać świat. Wciąż się uczę, otwieram oczy coraz szerzej, chciałabym jeszcze i jeszcze i więcej...
Po lekcjach jakich udzielili mi chłopcy w muzeum pomyślałam, że i ja ich czymś zaskoczę. 
- To powiedzcie mi gdzie wynaleziono lody? - zapytałam, kiedy przysiedliśmy na schodkach na uboczu przy Palazzo Pitti i zajadaliśmy lody z maleńkiej gelaterii.
- We Florencji!
- Bravo! Wymyślił je Buontalenti.
- Architekt. 
I tyle było z mojego zaskakiwania. 

Tak czy inaczej jestem szczęśliwa, bo mam w moim małym wielkim podróżowaniu najlepszych kompanów świata...


2 komentarze:

  1. Genialne! Ja historii muzyki uczyłam się uczęszczając do szkoły muzycznej. Z tego co wiem w zwykłych szkołach dzieciaki na muzyce zazwyczaj się nudzą, hałasują i bynajmniej niczego wartościowego nie wynoszą. Oczywiście odrębnym tematem jest jeszcze chęć nauczenia się czegokolwiek - Ty masz wielkie szczęście - chłopaki chłoną wiedzę jak gąbka.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Ola N.

    OdpowiedzUsuń
  2. I bardzo dobrze,że tzw.przedmioty artystyczne są w szkole.Niestety, w szkole polskiej traktowane są jak dopust boży,zło koniczne,które trzeba zaliczyć i mieć spokój.Bo po co komu taka muzyka czy plastyka potrzebne....???I tu każdy może sobie sam odpowiedzieć,"po co"?Bo życie,świat jest piękniejszy dzięki sztuce...choćby tyle.Ale zalet takiej edukacji jest całe mnóstwo.Buziaki:-)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj