środa, 18 lipca 2018

Leniwe smakowanie lata, a rozpacz jeszcze uśpiona


Leniwy spacer do Marradi to teraz jeden z najmilszych punktów dnia. Przedwczorajsza burza zabrudziła nam rzekę więc kąpiele pod domem odpadają dopóki woda znów nie zrobi się krystaliczna. Musiała w okolicach Campigno zejść jakaś lawina błotna, bo czegoś takiego to już dawno nie widziałam. Lamone też nie jest teraz przejrzyste, ale pod barem, gdzie schodzą się dwie rzeki widać wyraźnie, że to mniejsza takie błoto ze sobą przyniosła. W każdym razie z kąpieli - przynajmniej tu - nici. 


Idziemy powoli, powolutku, jakbyśmy chcieli czas wydłużyć, rozciągnąć, a ja to w ogóle najchętniej bym go zatrzymała. Nie dopuszczam jeszcze do siebie faktu, że lipca zdecydowanie ubyło, że zbliżamy się do połowy wakacji, nie skupiam się na tym czego nie ma, tylko na tym co jest. Wyjątkowo w tym roku jeszcze nie rozpaczam, bo chyba zbyt skupiona jestem na naszym wspólnym byciu razem. Dawno nie mieliśmy tyle czasu dla siebie, kontemplujemy go zatem, cieszymy się nim jak umiemy najlepiej. 
Choć oczywiście na pewno wcześniej czy później zacznę moje coroczne lamentele. Obudzę się pewnego dnia i zapłaczę, za lipcem zabranym... 

Po obowiązkowych lodach zatrzymujemy się w parku na przestudiowanie kulinarnej gazetki i poszukiwanie ciekawych przepisów.  
- O! a może zrobię "cremolatę" z figami i ricottą.
- Nie lubię fig.
- No to może granitę z pistacjami? Popatrzcie, ładnie wyglada.
- Nie przepadam za pistacjami. 
- Wybredni jesteście!
- Zrób granitę z arbuza! 
- Limonka i mięta też ciekawa.
Studiujemy razem letnie przepisy. Ja i moich dwóch smakoszy i pierwszych krytyków kulinarnych Kuchni w Kamiennym Domu. W parku poza nami zaledwie dwie osoby. Plac zabaw pusty. Dzieci pewnie na basenie w taki upał albo gdzieś na wakacjach. Tak niedawno giardino był w czasie spacerów ulubionym przystankiem chłopców i nawet nie zorientowałam się, kiedy stracili zainteresowanie linowym mostkiem i zjeżdżalnią. Wprawdzie Mikołaj jak to Mikołaj sadowi się z trudem na huśtawce, ale już bardziej dla hecy, bo nawet nogami w powietrzu teraz ciężko pomachać. Kiedy to było, jak razem walca tu tańczyliśmy? Przecież to nie mogło być bardzo dawno!


- Ponieś teraz ty aparat - proszę Mikołaja.
- Nie, bo będę wyglądał jak turysta.
- Wszyscy wiedzą, że nie jesteś tu turystą. Poza tym Tomek nie może nieść wszystkiego. 
Mikołaj przewraca oczami, ale bierze posłusznie Nikona, a my zaraz pozujemy mu do zdjęcia.  
- Mamusiu zrób aniołka! 
- Chyba jaskółkę? 
Żadna ze mnie jaskółka, tym bardziej aniołek, ale robić z siebie wariata, by uszy wypełnił ich śmiech ... czemu nie? Ktoś przechodzi obok i patrzy na nas z uśmiechem. Udziela się nasz dobry humor. Dobrego dnia!

HUŚTAWKA to po włosku ALTALENA (wym. altalena)

1 komentarz:

Drukuj