czwartek, 12 lipca 2018

Kulinarne upojenie


Czy można iść na kolację trzy kilometry, zjeść, a potem w drodze powrotnej przez trzy kilometry nad tym jedzeniem się rozwodzić? Można, jeśli tym miejscem było na przykład Castagno Vecchio. 
Dawno temu bywaliśmy tu często, teraz wysyłam na kolację Gości, jeśli chcą zjeść coś naprawdę dobrego. Castagno to pewniak, wszystko w karcie jest godne poematu. Menu jest krótkie, ale i tak człowiek ma dylemat. Na przykład ta polędwica na truflowym sosie z grzybami - kulinarny syndrom Stendhala niemal gwarantowany. Bistecca czy baranina też podobnie. Przy cappelletti tartufati ja i ci, którzy próbowali zaczynamy odrywać się od ziemi. Ze słodkości zabaione, sorbett kawowy i zuppa inglese. Oczywiście pizza Mario jest bezkonkurencyjna, to właśnie tu nasz przyjaciel wykazuje się jako pizzaioloNa koniec, gdyby komuś było mało i smak kawy chciał zgasić czymś miłym - likier bananowy lub limoncello.  

Oczywiste więc, że naturalną konsekwencją takiej kolacji jest właśnie trajkotanie przez całą powrotną drogę o tym, co było na talerzach, że takie dobre, squisito, zwyczajnie obłęd... jeden przez drugiego, i starzy i młodzi i zaraz planuje się powrót, bo jeszcze i to i tamto do spróbowania.
Wiedziałam... - myślę sobie w duchu - a to jeszcze nie wszystko, co kulinarnie oferuje Marradi.


Dzieciaki tym razem miały podwójną atrakcję. Nie tylko dobre jedzenie, ale też małe kociaki do zabawy. Uprzedzam pytania - u mnie nic się nie zmieniło, to nie ja naciskałam spust migawki. Autorem zdjęć jest Mikołaj, a że ładnie wyszły i generalnie kociaki wszystkim się bardzo podobały, pokazuję je szerszej publiczności. 


Wieczór zakończył się znów próbami przed Graticola d'Oro, a dla niektórych też nasiadówką w barze i kibicowaniem Chorwacji. 
Wieczór ciepły, letni, lipcowy... 

WYŚMIENITE to po włosku SQUISITO (wym. skłisito)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj