sobota, 9 czerwca 2018

To czego już nie ma


Pierwszy wakacyjny poranek maluje się na różowo. Niebo nad wzgórzami rozciąga się pogodne. W powietrzu wisi zapach skoszonych traw, rzeki, ziół i kwiatów najróżniejszych. Chłopcy jeszcze śpią, w barze już gwar, a w skrzynce kaczka uwija się ze śniadaniem. 
Cudowny czerwcowy poranek...

***
Fotografowałam wczoraj dzieciaki wychodzące ze szkoły i łza mi się w oku kręciła. Wrzask, trąbki jak na stadionie, kolorowe balony, klaksony samochodów. Eksplozja radości. Uwielbiam ten moment, tak różny od białych koszul, hymnu i pocztu sztandarowego. 
Tomek wyszedł  jako ostatni ... 

- I jak się czujesz? 
- Sam nie wiem... - odpowiedział zamyślony. 

Świat go woła, ambicje rosną, marzenia się zmieniają, powoli wyfruwa z mojego gniazda...

Rozkwitł nieprawdopodobnie w czasie ostatniego roku. Choć nie zawsze wszystko było tak jak chciał, to myślę, że teraz mogę już to powiedzieć... Moja największa obawa emigracyjna, że dzieci się nie zaadoptują, że włoska szkoła podobno taka beznadziejna, nie spełniły się nic a nic! Sądzę, że Tomek miał prawdziwe szczęście jeśli chodzi o szkolną przygodę, on sam też jest tego świadomy. 
Przejęty jutrzejszym spektaklem, odrobinę zestresowany przyszłotygodniowymi egzaminami, podekscytowany startem w liceum, ale chyba też troszkę zasmucony, że pewien etap w jego życiu właśnie się kończy... 

czerwiec 2018 - absolwent
wrzesień 2013 - czwartoklasista

- Udało się! Pierwszy dzień wakacji i kąpiel w rzece! - cieszył się Mikołaj.
Kiedy trąbki ucichły, kiedy plecaki zostały ciśnięte w kąt, kiedy obiad został zjedzony, przed domem w Biforco zjawili się Emma i Filippo. Zaraz wszyscy czworo, a tak naprawdę pięcioro, bo przecież i kaczka była z nimi, pognali nad rzekę. Uciecha nie z tej ziemi. Wolność, wakacje, lato, beztroska, pierwsza kąpiel ... 
Byli dokładnie tacy jak bohaterowie książek Astrid Lindgren. Wyhasali się nad rzeką, a potem ociekający wodą wpadli na taras i wygłodniali czekali na podwieczorek. 
Pochłonęli pół kilo chleba i słoik "paulowych" konfitur z malin, a zaraz znów złapali rowery i dalej pognali szukać przygód. 
Smak prawdziwego dzieciństwa. 
Patrzyłam na nich z rozczuleniem. W tym wszystkim wydawali mi się tacy staroświeccy. Podobne momenty pamiętam z moich wakacji, dawno temu... Szczęśliwe skrawki dzieciństwa pachnące świeżymi jagodziankami, chlebem ze szczypiorkiem, rzecznymi szuwarami... Jak dobrze, że i chłopcom dane jest przeżywać coś, co w normalnym świecie już chyba nie istnieje...


GNIAZDO to po włosku NIDO (wym. nido)

1 komentarz:

  1. Dobrze,to pani ujela,niektore rzeczy juz w tym swiecie nie istnieja dlatego dobrze sie czyta to,ze gdzies jest to jeszcze celebrowane.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj