niedziela, 3 czerwca 2018

Pierwsza stralunata roku!!!


Dzień dobry z baru!
Oto za nami pierwsza w tym roku stralunata! Piękny szlak, piękne niebo, piękne wszystko i już nie mogę doczekać się następnych nocnych wypraw!
Wyruszyliśmy z Passo dell’Eremo o 20.00 w stronę opactwa na Gamognii. Dotarliśmy tam po godzinie, nim jeszcze mrok spowił apenińskie szczyty. Z kamiennych murów wyłoniła się zakonnica ubrana w błękitny habit z naręczem plastikowych konewek. Pozdrowiła cicho wędrowców i zaraz zniknęła za krzewami, gdzie mniszki mają skromne poletko. Kiedy znów wspięliśmy się wyżej, w niektórych maleńkich okienkach tysiącletnich murów pobłyskiwały światełka. Uświadomiłam sobie, że oto pierwszy raz widzę opactwo wieczorową porą i w tej szacie wygląda jeszcze piękniej niż za dnia. Szliśmy pomiędzy zwalonymi pniami, wśród dębów i buków, wzdłuż skalistych ścian i słodkich ginestre...


Pogoda na nocną wyprawę była wymarzona. Na wysokości letni upał zmieszał się z ożywczym powiewem, a niebo, kiedy już słońce zeszło ze sceny dnia, stało się impresjonistycznym obrazem. Każdemu co jakiś czas wyrywał się jęk zachwytu…


A potem róże i czerwoności pochłonęła czerń nocy, a przez radio słychać było komunikaty, że jesteśmy około pół godziny od celu.    
Dreptaliśmy noga za nogą śledząc kompanów wyprawy, sami uzbrojeni jedynie w wątłe światło podręcznej latarki. W tym wszystkim zapomniałam poprosić Mario o jego sprzęt oświetleniowy. 


Ostatnie piętnaście minut było nieco karkołomnym schodzeniem, być może najtrudniejszym w całej wyprawie, bo nagle bez światła w górach człowiek uświadamia sobie, że jest jak maleńkie dziecko, które waha się nim zrobi pierwszy krok. Tu też trzeba było dobrze stawiać stopy, by nigdzie się nie zsunąć, nie potknąć, nie poharatać twarzy o kostropate gałęzie. 

Stralunata jest dobra w każdym wieku!

Po 22.00 doszliśmy do celu. Przy posiadłości Sulpiano czekały na nas stoły i miłe zapachy. Za sterami kuchni znajome twarze i ich radosne uśmiechy.
Dobrze tu być. Tu na górze w środku nocy i tu w Marradi, w sercu toskańsko romaniolskich Apeninów, dobrze żyć z dala od chaosu świata, ramię w ramię z życzliwością, ciepłem i zachwycającą naturą… 


Ps. To była pierwsza nocna wyprawa na jaką wyruszyłam w towarzystwie tylko chłopców. Szłam za nimi i zastanawiałam się czy mnie nie przeklinają w duchu, czy na pewno jest to dla nich interesujący sposób na spędzenie sobotniego wieczoru. Czy będą to kiedyś miło wspominać czy opowiadać jak ich matka wariatka ciągała po nocy. Mam nadzieję, że jednak to pierwsze. Mam nadzieję, że potrafią docenić jak wielkim skarbem jest nasz wspólny czas i świat w jakim dane jest nam żyć. 

W stralunacie wzięło udział około 150 osób. Następna już na początku lipca. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj