czwartek, 7 czerwca 2018

Kolor dzikich lilii


Co jakiś czas ktoś chwali się skromnymi zbiorami. Pojawiają się zdjęcia na fejsbuku. Szeptem przed barem wymienia się informacje "gdzie?". To jest rezultat deszczowej i ciepłej wiosny - dodatkowy sezon grzybowy. Nie mówię oczywiście, że zbiera się ich całe kosze tak jak jesienią, ale nasze skromne wyprawy już na dwa obiady wystarczyły.   
A lasy teraz takie piękne, że już samo spacerowanie po nich wprowadza człowieka w euforię. W gajach kasztanowych wysokie paprocie, kwiaty i mchy soczyście zielone. Oczy się cieszą, a nos wypełnia zapachem zupełnie innym niż jesienią.


Mario co jakiś czas zakłada ręce do tyłu. Może tak mu łatwiej się wspinać... Drepczę za nim i ukradkiem zerkam, czy nie zmęczył się za bardzo. Moje ręce nie są zaplecione, moje muszą być wolne... 
Wciąż mieszka we mnie dzieciak, który wciska się w lesie w niepopularne zakamarki, przeciska pod zwalonymi pniami, przeskakuje, wdrapuje chwytając gałęzi i drobnych konarów.  
Wczoraj wróciłam w stare miejsce, o którym już niemal zapomniałam. Dopiero kiedy popatrzyłam na ścieżkę przypomniał mi się pewien letni dzień, kiedy jeszcze Casaluccio było naszym wakacyjnym domem. Tamten moment w lesie ma kolor dzikich lilii, to właśnie tam widziałam je po raz pierwszy rosnące sobie ot tak jak mlecze czy stokrotki, wolne i swobodne, a nie w ciasnych kwiaciarnianych bukietach.


Do Domu z Kamienia zawitali kolejni Goście. Recydywistki - mówię żartobliwie - Wy to zawsze z przygodami, zawsze z przytupem! 
Który to już raz - liczę w myślach - chyba czwarty! Widocznie musi się u nas podobać. Niby taka prowincja zabita dechami, a jednak... 


Tydzień temu Inna szykowała się do drogi, ale nim ruszyła do domu zachwyciła się jeszcze Pigarą. Siedziała wśród wysokich traw i fotografowała dzikie orchidee. Do Florencji pojechała sama, więc nie widziałam czy zachwyt wymalował jej twarz, ale kiedy spacerowała ze mną pomiędzy wiekowymi kasztanowcami, kiedy siedziała nad Santerno albo na moim tarasie albo jeszcze w ogrodzie świętej Barbary, jej oczy błyszczały jakby odbijało się w nich całe piękno Appennino Tosco Romagnolo... 


 LILIA to po włosku GIGLIO (wym. dżilio)

1 komentarz:

  1. Niby ręce zaplecione z tyłu ale jak się spojrzy uważniej to już to tak sielsko nie wygląda :)
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń

Drukuj