niedziela, 10 czerwca 2018

Kaczka, Goście i ważna niedziela


- No chodź gamoniu mały, chodź. Tutaj przecież jestem! - Wołam kaczkę, która rozdziawiła dziób i piu piu piu koncert rozpaczliwy urządza, bo z kilkusekundowym opóźnieniem zorientowała się, że wyszłam z salonu, a ona została sama. Wstaję z ławki i pokazuję się w wejściu - Jestem tutaj. Chodź na taras biedaku!            
                                                                                                       
Boże ja rozmawiam z kaczką. Chyba już całkiem mi odbiło...                                    

Christian stał się członkiem rodziny. Zapowiadałam, że nim zjawią się pierwsi Goście, kaczka będzie musiała przenieść się do Mario. Łatwo było powiedzieć, trudniej zrobić. Po przygodzie, która spotkała jej brata czy też siostrę, przestaliśmy taką opcję brać pod uwagę. Kiedy już całkiem urosną jej skrzydła sama zdecyduje czy chce być z nami czy odejść. 

Tymczasem proszę naszych Gości o wyrozumiałość ... Kaczka plącze się w salonie pod nogami. Siada pod stołem. No i ten taras czasem bywa ... hmmm, no wiecie... Ale jak to mówi mnich w filmie, o którym ostatnio pisałam: kaczka jest, to sra... 

Poza tym jak  pokazują ostatnie dni Chrystian szybko zdobywa sympatię. W piątek wieczorem na przykład, wróciliśmy późno, bo byliśmy na kolacji przedwyborczej u burmistrza. Kiedy weszliśmy do domu, okazało się, że nasz podopieczny siedział już w swojej sypialnianej skrzynce. J. obok niego pełniła wartę, bo przecież "on tak płakał" i nie miała serca zostawić go samego. Christiana nie można nie polubić. 


Prawdziwków coraz więcej. Z ogródka wędrują na stół pierwsze plony. Teraz to się dopiero zaczyna kucharzenie! W sobotni wieczór przygotowuję pożegnalno - imieninową kolację dla J. i M. 
Ich czas w Marradi już dobiega końca. Niby dni garstka, ale była i Firenze i Faenza i Marradi oczywiście też przedreptane wszerz i wzdłuż. Mam nadzieję, że będzie następny raz i następny i kolejny. Czeka Ravenna, czeka Bologna, czeka jeszcze wiele tutejszych cudów. I zawsze też trzeba uzupełnić zapasy! Dziękuję Wam bardzo za niespodzianki, za towarzystwo, za długie, szczere rozmowy ... Tak jak mówiłyśmy: niesamowita jest potęga internetu!


W międzyczasie do Pianorosso zawitali inni Goście, a następni szykują już walizki, by za chwilę przekroczyć próg Domu z Kamienia. Kręci się dalej nasza karuzela... 

Dziś w Marradi ważny dzień - wybory. Trzymajcie kciuki, żeby za sterami naszej gminy pozostał ten sam kapitan, który był do tej pory. 



Przed nami też ważny wieczór. Na scenie marradyjskiego teatru - VIVA VIVALDI! - spektakl w wykonaniu klasy Tomka na zakończenie scuola media! 

WYBORY - ELEZIONI (wym. elecjoni) 

DOBREJ NIEDZIELI! 

7 komentarzy:

  1. Sałatka wygląda obłędnie i pewnie tak smakuje. Miłej niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie odbiło! :) świetnie wyglądasz z kaczką na rękach... Jakkolwiek to brzmi ;) Kciuki trzymam jeśli to ważne.

    OdpowiedzUsuń
  3. W tym roku musimy znaleźć prawdziwki :)
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musi to na Rusi:) jak mawia Babcia Tereska:)

      Usuń
  4. No i p....ć włoskie kleszcze :)
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki Tobie kaczka przestała mieć pejoratywne znaczenie ;) Kasiu u siebie także przyjmujesz gości wakacyjnych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co... ja pół dnia się zastanawiam o co Ci chodzi z tym pejoratywnym znaczeniem, że niby dziwaczka, czy że kaczy chód, czy kaczy kuper, nic mi nie grało. No cóż ja dawno w pl nie byłam;) Wieczorem już mi się rozjaśniło:)))

      Usuń

Drukuj