środa, 6 czerwca 2018

Czerwcowe kontemplowanie ulotnego czasu


- Cieszysz się, że już zaraz wakacje? - pyta Tomek, kiedy idziemy do Marradi na lody.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. Mogłabym nawet zaryzykować stwierdzenie, że to mój ulubiony dzień w całym roku. Ten moment kiedy odjeżdżamy na klaksonach spod szkoły i pierwsze wakacyjne popołudnie, pierwszy poranek, czerwiec. Czas doskonały. W tym roku będzie trochę inaczej, bo jeszcze twoje egzaminy czekają, ale tak czy inaczej już się cieszę na myśl o piątku.
- A my dziś byliśmy z prof G. na lodach - wtrąca się nagle Mikołaj.
- Kiedy? Jak? Na lekcji?
- Tak na lekcji religii. Prof powiedział, że jesteśmy najfajniejszą klasą i zaprosił nas na lody.
- Też bym chciała chodzić do takiej szkoły.


Mario pracuje teraz 6 dni w tygodniu, więc popołudnia i wieczory spędzamy we trójkę. Uwielbiam te momenty. Tym bardziej, że teraz modem dla oszczędności nie jest non stop włączony, więc nikt bezproduktywnie przed komputerem nie zalega. Siadamy często na tarasie i gramy w Dixit. Karty znamy już na pamięć, ale ubaw mamy przedni, a już gra z Mikołajem to w ogóle jest inny wymiar zabawy. Nie pamiętam co to on takiego ostatnio wymyślił, ale atak śmiechu trzymał nas dobre kilka minut. 
Kaczka siada między naszymi nogami i podskubuje stopy albo rąbek mojej sukienki. Prowadzamy ją codziennie nad rzekę i coraz mniej zwraca tam na nas uwagę. Niech tylko skrzydełka jeszcze trochę podrosną i sama zdecyduje gdzie jest jej dom. 


- Dlaczego pieprzyk nazywa się pieprzyk? - pyta Mikołaj.
- Bo tak się nazywa i już.
- A jakaś bardziej przemyślana odpowiedź?
- Uffa ... może skojarzenie z czarnym okrągłym ziarnkiem pieprzu?
- Ale moje pieprzyki są przecież brązowe!


Dzięki M. przypomniałam sobie o filmie Jasminum i będąc jednocześnie w temacie kaczki, pomyślałam, że koniecznie trzeba go z chłopcami obejrzeć. Mikołaj się zachwycił i oczywiście zaraz teksty zostały zaadoptowane do domowego słownika. Wystarczy, że ktoś się o coś zapyta, dopyta, to odpowiedź jest tylko jedna: Co się dziwisz? 


Kiedy chodzimy na lody po drodze też się bawimy. Gramy na przykład w skojarzenia albo wymyślamy różne zgadywanki. Śmiech miesza się z moim rozczuleniem, bo choć chłopcy wzrostem mnie przerośli, to wciąż tak samo lubią te nasze momenty. Wiem, że to już końcówka tego czasu... Zastanawiam się czy Tomek w liceum się zmieni. Mikołaj też pewnie kiedyś spoważnieje. Kiedyś to wszystko przeminie... Tak jak i ten mój ukochany czerwiec... 


ALE UBAW! To po włosku CHE RIDERE! (wym. ke ridere)

6 komentarzy:

  1. Bardzo fajny, lekki post :) To nawet nie miejsce, ale ludzie zawsze tworzą wspaniałą atmosferę :)
    PS: Masz uroczą spódnicę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamietam, jak nasza klase, wlasciwie nasza grupe, czyli polowe klasy, nauczyciel niemieckiego zabral w 8 klasie na lody, do pobliskiej cukierni.
    Dzis, w obecnych czasach - niewyobrazalne!
    A to bylo... "zaledwie" :))) 30 lat temu!
    czeko

    OdpowiedzUsuń
  3. Drodzy czytelnicy, jeżeli myślicie że ta trójka nie może być tak doba jak się wydaję - macie racje, oni są dużo lepsi niż można sobie wyobrazić! Kasieńko, jesteście cudowni!!! Już tęsknie, a tydzień nie minął jak wyjechałam. Dojrzewam do recenzji w dziale ''wakacje w Mugello'', ale muszę to sobie wszystko poukładać bo na razie jeszcze za bardzo przeżywam i co rusz łezka mi się kręci, że już się skończyło i nie wiadomo kiedy i czy jeszcze... Inka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To my dziekujemy i oczywiscie musi byc jeszcze!!!

      Usuń
  4. niech świat się nie zmienia, bo wydaje się, że nic więcej Tobie ofiarować nie jest w stanie. nic lepszego. miło spotkać szczęśliwego człowieka, bo to się udziela.
    uśmiecham się bezzawistnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jasminum ... U nas też ''chodzi '' co sie dziwisz ? A chlopcy tacy duzi ...A mama taka sliczna ..Marta

    OdpowiedzUsuń

Drukuj