poniedziałek, 5 marca 2018

Pomiędzy zimą a wiosną


Obudziłam się wcześnie jeszcze zanim budzik wydał z siebie upiornie sielankową muzyczkę. Zaraz sięgnęłam po telefon, bynajmniej nie po to, by sprawdzić, która godzina, bo o tym, że było bardzo wcześnie mówiła cisza za oknem. Ciekawa byłam dwóch wiadomości. Po pierwsze czy Vincent zdobył Oskara, a po drugie kto wygrał wybory w Italii. Komentarz odnośnie filmu tylko jeden: szkoda... a politykować nie będę, czas pokaże ... 


Śniegu przez niedzielę ubyło, ale że to ubywanie szło powoli postanowiliśmy mu pomóc. Chłopcy uprzątnęli dolny i górny taras i zaraz zrobiło mi się lżej na duszy. 
- Popatrz Pusia! - Tomek prezentował z dumą zakończenie prac. - Szczęśliwa jesteś?
- Wspaniale! Zuchy z was!
Resztę sprzątania zrobi za nas deszcz, który ma potrwać do środy! Ale za to potem ... Na dzień kobiet zapowiadają najpiękniejszy prezent: WIOSNĘ! Już czuć ją w powietrzu, już temperatura inna, już człowiekiem nie telepie. 
Ciepłą zimową piżamę uprałam i odłożyłam na bok "do schowania", chłopców "śniegowe" spodnie powędrowały do prania. Myślę, że już niedługo wyciągnę z dna garderoby białe sukienki ...


W niedzielę wreszcie ruszyliśmy się z domu. Spacer krótki i tuż "za płotem", ale zawsze to jakaś odmiana po śniegowej stagnacji. Tam gdzie dolina się ścieśnia, gdzie mniej słońca dochodzi ostatkiem sił candelotti trzymają się jeszcze skał. Jednak nawet tu uwolnione od śniegu gałęzie zaczynają majaczyć zalążkami zieleni. 
Z gór spływa woda bajkowymi strumykami. To one będą dobrym początkiem nowego filmu. Planujemy wyprawę nad Acquachetę, najszybciej jak to możliwe.   



Tymczasem skończyliśmy Lazurowe Wybrzeże. 2000 elementów znalazło swoje miejsce. Niemal pół zdjęcia to kwitnące mimozy. Napatrzyłam się na nie w tekturowym wydaniu, a teraz chcę je zobaczyć na żywo! Tak jak i moje tulipany, glicine i brzoskwiniowe sady skąpane w bladym różu. 

DOBREGO TYGODNIA! 

SOPLE to po włosku CANDELOTTI (wym. kandelotti)

1 komentarz:

Drukuj