sobota, 31 marca 2018

Tradycyjnie - BUONA PASQUA!


Przyszedł czas, by na chwilkę, krótką chwilkę się wyłączyć. Wybaczcie, ale dla zdrowia, dla dzieci, dla rodziny, dla spokoju czasem trzeba. 
Obiecuję, że kiedy znów usiądę do komputera, pokażę dużo pięknych miejsc... Ci, którzy Dom z Kamienia śledzą na Instagramie już, wiedzą gdzie spędziliśmy Wielki Piątek, a to przecież jeszcze nie koniec naszego wojażowania. Mam zamiar dalej odpoczywać i cieszyć się wiosną, która rozwija się dzień po dniu. Oto marzec żegna się z Wami i ja też mówię do zobaczenia! 

Sama nie lubię życzeń w stylu: mokrych dyngusów czy smacznych jajek. Dyngusa nie lubiłam nawet jako dziecko, a jajka zawsze są dobre czy na Wielkanoc czy kiedykolwiek, a zatem ja życzę Wam dziś:

 spokoju, ale tego prawdziwego - wewnętrznego spokoju, życzę Wam niezmąconej niczym radości, życzę Wam nadziei, bo bez niej trudno znaleźć sens, życzę Wam też wiary w to, że wszystko może się spełnić. Niech te Święta pozwolą na to, by zwolnić codzienny bieg i dostrzec to, co w życiu tak naprawdę jest ważne. 
BUONA PASQUA!

piątek, 30 marca 2018

Krótko, o wałkoniach


Wałkoniliśmy się cały dzień. No... prawie cały. Najpierw były obiecane naleśniki i film. Film jak film, tym razem bez fajerwerków, choć o Oskary zdaje się walczył, więc pewnie przez krytykę doceniony, przez nas nieskrytykowany, ale z docenieniem to bym się za bardzo nie rozpędzała. Potem zarządziłam wspólne wyjście po zakupy. Co 3 pary rąk to nie jedna. Pogoda była przyjemna, a Tomek swoimi teoriami, które obiecałam zachować w tajemnicy, ubarwiał nam spacer. 
Wałkoniem nie można mnie było nazwać w kuchni, bo choć nić nowego nie wymyśliłam, to smakowitości na stole nie brakowało. Po raz pierwszy zaserwowałam w tym roku szparagi, na deser kokosowe ciasteczka, a na kolację zupę warzywną z orkiszem.
Próbowaliśmy zaaranżować krótką wyprawę w góry, ale skończyła się na piątym zakręcie, bo znów wybraliśmy trasę, gdzie wiatr narozrabiał jak pijany zając. Pożytek z tego wszystkiego był taki, że w bagażniku przywieźliśmy kilka szczap drewna. Wieczorami czuć jeszcze wychłodzony dom, więc towarzystwo ognia bardzo dobrze robi i na ciało i na duszę.
Sprzątania nie tknęłam nawet palcem. Całe szczęście uwinęłam się z wiosennymi porządkami przed przyjazdem Gości. Ale teraz nic. Nic nie sprzątam, nie szykuję, dokupiliśmy jeszcze jedną colombę ... W tym wałkonieniu mamy zamiar dalej trwać i dobrze mi z tym jak nie wiem co!
Dziś czeka nas dzień ... Co gdzie i jak to opowiem już innym razem. Dziś tak krótko, bo czas ruszać w drogę. Dobrego dnia!  

NIC NIE ROBIĆ to po włosku NON FARE NIENTE! 

czwartek, 29 marca 2018

Wiosenne wakacje


- To co? Otwieramy?
- Otwieramy! 
Wyciągnęliśmy Colombę i kawałek po kawałeczku zaczęliśmy zajadać. Chłopcy już o 13.30 wyszli ze szkoły i rozpoczęli wielkanocne wakacje. Przy furtce co i raz pojawiała się nowa twarz i tak już do wieczora trwały młodzieńcze wędrówki ludów. Rzeka - dom, rzeka - dom ...  na okrągło. 
- Bella vita! - skomentował jeden z kolegów chłopców, widząc nas rozciągniętych na ławkach w pozach starożytnych rzymian. 
- Chcesz trochę colomby.
- Dziękuję, nie lubię.
Ja wprawdzie też wolę panettone, ale jak z colomby zdejmie się migdałową scorupkę, to smakuje niemal jak bożonarodzeniowa baba. 


Oprócz Colomby przyniosłam do domu pęczek szparagów - pierwszy w tym roku! Niech ta wiosna zacznie się też na stole! Co z nich będzie - tego jeszcze nie wiem- albo nowy eksperyment albo sprawdzona, ulubiona pasta ze szparagowym kremem.
Dziś mój pierwszy wolny dzień. Wyczekany od dawna! W planach nic. W ogóle żadnych planów na święta, poza zapowiedzianymi odwiedzinami miłych Gości w sobotę. Najlepszy plan w obecnej sytuacji to brak planu. Zobaczymy co się po drodze wykluje. Nie wiem co zjemy, co zrobimy, gdzie pojedziemy, dziś nawet się nad tym nie zastanawiam. Myślę co zrobić z pierwszym wolnym dniem okraszonym ładną pogodą. Góry? Lenistwo w domu? Włóczęga bez celu? Rzeka? Na dzień dobry na pewno naleśniki i poranek filmowy i niech nasza czwarta Pasqua w Biforco miły ma początek!

foto Tomek

A takimi zachodami częstuje nas wiosna. Wciąż jeszcze trochę nieśmiała, ale jednak wiosna. W nocy rozhulał się scirocco, ale dzięki temu temperatury skoczyły w górę. Ciepły wiatr powywracał co mógł na tarasie i chyba już przeniósł się gdzie indziej. Mam nadzieję, że przyjemna aura będzie nam towarzyszyć przez cały dzień. Dobrego Wielkiego Czwartku!

foto Tomek

GOŁĘBICA to po włosku COLOMBA  (wym. kolomba)

środa, 28 marca 2018

Dla siebie samej


Najpierw przycięłam suche pędy glicine, potem wyrwałam kilka chwastów, a na koniec z ulgą stwierdziłam, że rukola jednak przeżyła i zaczyna w kilku miejscach pięknie odbijać. Jeszcze tylko los mięty nieznany, ale mam nadzieję, iż fakt bycia z serca podarowaną sprawił, że tak łatwo jej szlag nie trafił.  
Nareszcie wiosna się rozgościła. Nawet jeśli wczoraj pokrapiała co jakiś czas deszczem, to jednak temperatury już iście wiosenne i nawet o 5.00 rano termometr pokazuje 9 stopni. Skończyły się przymrozki, zniknęła biel z szyb samochodów. 
Po 15 minutach pracy w ogródku stwierdziłam, że jednak mi się nic nie chce, a zamiast tego zjadłabym coś słodkiego...


I tak porzuciłam pracę w połowie zostawiając na tarasie prawdziwy rozgardiasz i ruszyłam spacerem do Marradi. 
Chwila w barze to dla Włocha stały element dnia. Mnie niestety zwykle brakuje czasu nawet na to, ale wczoraj postanowiłam samą siebie na okoliczność nadejścia wiosny choć przez chwilę porozpieszczać. 
W lodówce barowej stały apetyczne bicchierini. Teresa robi je sama. Jeden apetyczniejszy od drugiego. Wybrałam zmrożony krem z mandarynką i chwilę później nie szczędziłam autorce komplementów. Do szczęścia brakowało mi tylko kieliszeczka wina i niekoniecznie ambitnej lektury. 
Zaraz więc obok kremu rozłożyłam lokalną gazetę. Sączyłam wino i czytałam o imprezach zaplanowanych na kolejne miesiące w Romanii. Z radością odkryłam, że już tydzień po Wielkanocy w Faenzie jest targ rzeczy używanych. Mam nadzieję, że nie zapomnę i że nic na przeszkodzie nie stanie. W starociach zatracam się kompletnie, więc żal byłoby stracić taką okazję! Lista atrakcji jest długa i w najbliższych dniach przekopiuję ją do zakładki "co gdzie kiedy". Może i ktoś z Was skorzysta.
Tymczasem dziś jeszcze jeden pracowity dzień i od jutra na chwilę prawie we wszystkim mówię "pas". 
Dobrego środka tygodnia i zwolnienia kroku!

ROZPIESZCZAĆ to po włosku VIZIARE (wym. wicjare)  

wtorek, 27 marca 2018

Sady przekwitają ...


- Zobacz, ja dalej jestem Tolibowski! - Mikołaj zerwał kilka oblepionych kwiatami gałązek, dołączył zebrane pod drzewem stokrotki i wręczył mi z uśmiechem. 
- Mój kochany...
Cieszę się każdą chwilą spędzoną z chłopcami, zwłaszcza teraz, kiedy widzę, że coraz mniej w nich dziecka, że dorosłość coraz wyraźniejsza. Czasem patrzę i nie dowierzam, bo w pamięci wciąż żywy bezzębny uśmiech, granatowy fartuszek, przecież to było jakby wczoraj...
Gdzieś tam pod skórę zakrada się żal... Mikołaj pewnie już zawsze będzie Tolibowskim, ale pewnego dnia zacznie przynosić kwiaty komuś innemu...



Choć pogoda bajeczna zaczęła się tak naprawdę wczoraj, to w Romanii niektóre sady zdążyły już przekwitnąć. Z tymi sadami to trochę tak jak z byciem dzieckiem... To wszystko trawa zdecydowanie za krótko...


Poniedziałek mnie wykończył, nawet nie wiem jak udało mi się zrobić to wszystko co zrobiłam i dotelepać się do wieczora. Tym milej było mi więc usiąść do kolacji, na którą Goście i Mario przygotowali pizzę.


Dzień, poza stałymi obowiązkami, wypełniły spotkania w szkole z niektórymi nauczycielami. Kiedy wyszłam po ostatniej rozmowie, oczy miałam szkliste. Łzy radości i wzruszenia, wywołane tym, co usłyszałam na temat Tomka. To nie były zwykłe pochwały, tylko słowa pełne zachwytu i szacunku, słowa wyrażające radość, że dane jest nauczycielom mieć takiego ucznia, słowa żalu, że za chwilę pójdzie w świat. Prof C. wyciągnęła Tomka tekst  - ostatni sprawdzian opatrzony wypisaną przez nią laurką, opowiadała z zachwytem, że tak jak on, nikt inny nie pisze, że świetny angielski to raz, ale druga rzecz, to niezwykła umiejętność opowiadania historii. "Czy kiedykolwiek będę jeszcze miała takiego ucznia?" - powiedziała na koniec. Odpowiedzialny za klasę prof przyznał, że gramatyczne testy Tomek pisze najlepiej ze wszystkich, że taka "głowa" to coś absolutnie wyjątkowego.  


Wieczorem "mądra głowa" zmieniła piórka. Nowa twarz, nowy Tomek. Nowy, a wciąż ten sam. Kameleon. Wczoraj kolejny raz wypełniła mnie duma. Pomyślałam, że to naprawdę wielki zaszczyt być jego mamą... 

ZASZCZYT  to ONORE (wym. onore)

poniedziałek, 26 marca 2018

Niecodzienna okazja


Pierwsza wiosenna niedziela nie podarowała aż takiego słońca jak zapowiadano. Było wręcz chłodno i wietrznie. Jednak sam fakt weekendu bez śniegu tudzież deszczu sprawił, że poniosło nas z domu. Przy wyborze celu nie mogliśmy się dogadać. Mario pytał czy mam coś na myśli, Tomek deklarował, że on chętnie i czy w ogóle gdzieś jedziemy, Mikołaj to w ogóle by się nie pogniewał, gdybyśmy zostali w domu...
Ja natomiast przy obiedzie między jedną kluską a drugą nieśmiało przebąknęłam o dniach FAI...


Kto wie, to wie, a kto nie wie, temu w dwóch słowach wyjaśnię. Giornate FAI to dni, w których zostają otwarte zabytki, miejsca ważne, ale mniej znane, a oprowadzają po nich licealiści z lokalnych szkół, pasjonaci sztuki i wolontariusze FAI. Często są to obiekty na co dzień dla turystów zamknięte. Opłata za ich zwiedzenie jest "dobrowolna". Jeśli więc w  czasie pobytu w Italii trafią się giornate Fai, zerknijcie na stronę regionu, jakież to skarby będą udostępnione ciekawskim. Ja wypatrzyłam to, co było najbliżej. Oto przed Państwem jeden z najstarszych zakątków Faenzy - krypta świętego Hipolita.


- Będzie coś do jedzenia? - pytał Mario. 
W istocie już kiedyś zdarzyło się, że po zwiedzaniu kościoła w Brisighelli zaproszono nas na poczęstunek. 
- Nie, nie będzie - ucięłam stanowczo dyskusję.
- Gdyby tak mogło się zrymować: cripta - trippa
- Jeśli będziesz się zachowywał jak człowiek... Jeśli wszyscy zachowacie się "jako tako", po zwiedzaniu obiecuję słodkości!!
- Gdzie jest trippaio? - Mario niewiele się przejmował moją prośbą.


Pierwsze wzmianki o cripta di San'Ippolito pochodzą z końca XII wieku, była wtedy częścią nowego kościoła kamedułów. Wiadomo jednak, że istniała już wcześniej, kiedy kościół należał do benedyktynów. Jej najstarszą część niektóre źródła datują na VII wiek. Niemal w całości została zbudowana z materiałów odzyskanych z epoki rzymskiej. Warto zwrócić uwagę chociażby na charakterystyczne kolumny. 


Nad kryptą wznosi się kościół świętego Hipolita. Przykład późnego baroku z widocznymi wpływami neoklasycyzmu. Widziałam wiele kościołów w Faenzie, ale ten zdecydowanie jest jednym z piękniejszych, nawet jeśli barok to zupełnie nie moja epoka.


Kiedy stawiliśmy się przy wejściu gdzie czekały już przewodniczki, byliśmy pierwszymi zwiedzającymi. Musieliśmy poczekać dziesięć minut, by utworzyła się dwudziestoosobowa grupa, ale  kiedy wychodziliśmy kolejka ciągnęła się już bez końca. Miło widzieć jak ludzie szczerym zainteresowaniem odpowiadają na tego typu przedsięwzięcia. 

DOBREGO TYGODNIA PRZEDŚWIĄTECZNEGO!

ZWIEDZAJĄCY to po włosku VISITATORI (wym. wizitatori)

niedziela, 25 marca 2018

Tydzień do świąt


Do świąt został dokładnie tydzień. Najpierw długo zima, a tu nagle szast prast i człowiek budzi się w palmową niedzielę. 
Dla mnie osobiście święta zaczynają się już w czwartek. Na kilka dni przełączam się na inny tryb i już się doczekać nie mogę, tym bardziej, że pogoda ma być bajeczna, a nas czeka piękna wyprawa, a może nawet dwie. Do świąt z każdym rokiem podchodzę coraz bardziej na luzie. Żadnych planów, żadnego napinania się, bez gonitwy, bez stresu. 
Ideałem, zamiast trwającej godzinami nasiadówki przy stole, jest piknik gdzieś pod gołym niebem, może być w górach albo na plaży, smakołyki z czerwonego koszyka, dużo przestrzeni, słońca, świeżego powietrza i przede wszystkim "NICNIEMUSZENIE"! 


Marradi stroi swoje witryny, markety zapełniły się wielkanocnymi "colombami" i czekoladowymi uova di Pasqua. W "Kamiennym Domu" znów na taras wyciągnęliśmy paletowe ławki, a pierwsi wiosenni Goście szczęśliwie dotarli i zasiedli z nami przy stole.
Aż się wierzyć nie chce, że zaraz kwiecień ...
Zaczynam przyglądać się ogródkowi. Oleandry wystawiłam spod dachu do słońca i z żalem stwierdziłam, że tegoroczna zima nieładnie się z nimi obeszła. Teraz z niepokojem czekam na jakikolwiek znak życia od mojego glicine. Nieznany jest los rukoli i mięty, które wcześniej wyrastały nawet między kamieniami w murze. Mam nadzieję, że zima się z nimi brutalnie nie rozprawiła. Soczyście zielona, dorodna rośnie sobie póki co jedynie natka pietruszki. Zmizerowane, ale wciąż żywe są szałwia, rozmaryn i oregano. Nie mogę się doczekać, by zakasać rękawy i z tym moim - nie moim skrawkiem ziemi zrobić wiosenny porządek. 

***
- Pusia, a kto to jest Christopher Moore? 
- Pisarz. Pewnie widziałeś książki w biblioteczce? Tata go kiedyś czytał. 
- A ty? 
- Ja nie. Nie wiem czemu. Szczerze mówiąc chyba okładki do mnie nie przemawiały...
- Ale wiesz, że "nie ocenia się książki po okładce"? 
- Wiem, wiem...
- Tak czy inaczej masz rację. Beznadziejne te okładki... 

Rozmawiamy o filmie, o książkach, dzielimy się wrażeniami z naszego ostatniego filmowego zachwytu. Wiosna to nie tylko ogródek i kwiaty. Wiosna to dla mnie też spacery z chłopcami, lody w Marradi. Niekończące się rozmowy, śmiech, twarze wystawione do słońca, ulubione. 

NIEDZIELA PALMOWA to po włosku DOMENICA DELLE PALME (wym. domenika delle palme)

sobota, 24 marca 2018

Zagadka Canaletta


W środę rano Mikołaj nareszcie rozpakował plecak po poniedziałkowej wycieczce...
- Popatrz, mieliśmy warsztaty na temat fotografii i pokazali nam jak malował Canaletto. Widzisz - rozłożył przede mną kartkę ze szkicem przedstawiającym artystę - miał takie urządzenie optyczne i dzięki tej technice jego obrazy są niemal jak zdjęcia. Malował przede wszystkim Wenecję, w której się urodził.
- Canaletto! A wiesz, że malował też Warszawę?
- Nie wiedziałem.
- Czekaj, zaraz poszukamy czegoś o jego polskim epizodzie.
Zaczęłam przekopywać strony internetowe. O Canaletto całe wywody, a o Warszawie ani słowa. Już zaczęłam myśleć, że historycy uznali warszawski wątek za zupełnie nieznaczący i w biografii nawet o nim nie wspomnieli, z drugiej strony obrazy są - Warszawa jak nomen omen "malowana"...
W końcu zagadka się wyjaśniła, dokopałam się do sensownych źródeł i okazało się, że malarze używający pseudonimu Canaletto byli dwaj...


Bardziej znany i ceniony Canaletto, nazywał się naprawdę Giovanni Antonio Canal, urodził się w Wenecji i to właśnie za sprawą niezliczonych malunków przedstawiających to miasto zasłynął na arenie europejskiej. Dziś jego obrazy rozsiane są po muzeach całego świata. Kim zatem był mniej znany Canaletto, który "portretował" Warszawę?

Siostra Giovanni Antonio miała syna, który nazywał się Bernardo Bellotto i już jako mały chłopiec został uczniem swojego wuja. Bardzo utalentowany rozwinął artystyczne skrzydła i sprytnie obrał ten sam przydomek artystyczny co wuj. O ile pierwszy Canaletto malował przede wszystkim Wenecję, o tyle drugi zapraszany na dwory królewskie i szlacheckie przedstawiał inne miasta Europy, w tym Monachium, Wiedeń i oczywiście Warszawę, w której to dokończył swego żywota. Jak to się stało, że trafił do polskiej stolicy? 

Pod koniec XVIII wieku wyruszył do Petersburga, by rozpocząć pracę na dworze Katarzyny II. Wcześniej zatrzymał się jednak w Warszawie na dworze Stanisława Augusta Poniatowskiego, chciał podszkolić nieco swój warsztat, nim stanie przed słynną carycą. Tak mu się jednak w tej Warszawie spodobało, że już nigdzie dalej nie pojechał i wkrótce został mianowany nadwornym malarzem. 
Ciekawostką jest to, że pomijając wartość artystyczną obrazów, "widoczki" Canaletta spełniły też inną ważną funkcję. Po bombardowaniu i zburzeniu miasta, to właśnie obrazy włoskiego malarza posłużyły jako wzór przy odbudowie, były bowiem realistyczne i szczegółowe - zasługa przejętej od wuja "foto techniki". Polską stolicę odbudowano więc, nie w takiej formie jak wyglądała tuż przed zburzeniem, tylko tak jak jawiła się na osiemnastowiecznych malunkach w czasie swej złotej epoki. 

Edukacyjna wycieczka Mikołaja, okazała się tak samo kształcąca dla mnie. Oczywiście wyobrażam sobie, że wszyscy powyższą historię znają, ale ja przyznaję szczerze, musiałam przeżyć 40 lat, by dowiedzieć się, że Canaletto było dwóch. Żaden wstyd człowiek uczy się całe życie!

Mamy wiosnę! Prawdziwą wiosnę! Na zdjęciach wczorajsze góry w marcowym słońcu. Po raz pierwszy od miesięcy weekend zapowiada się pięknie! Po raz pierwszy od długiego czasu słońca mamy pod dostatkiem. Życzę Wam dobrego weekendu, a sama zmykam do zajęć. 
Ostatnie pucowanie, naleśniki do usmażenia na leniwy filmowy poranek i ... białe sukienki czekają! 

STOLICA to po włosku CAPITALE (wym. kapitale)

piątek, 23 marca 2018

Jaskółki wracają


Kiedy szliśmy przed południem do Marradi wiatr chłostał jak opętany. Zgięta w pół, z nosem przy ziemi, jak byk przed torreadorem w duszy przeklinałam samą siebie za brak pandy lub czegokolwiek co mogłoby łepetynę ochronić. Wiatr wiał od północnego wschodu, od strony Romanii...
- Maledetto! Cała prawda w powiedzeniu, że od "Romanii nie idzie nigdy nic dobrego". Ti taglia in due (Tnie cię na pół) - powiedział Mario opatulony jak Kamiński w wyprawie na Biegun.  
- Uh... Moje glicine jeszcze nie daje znaku życia ... Mam nadzieję, że nie padło od mrozu.
- Jaskółek też jeszcze nie widać. Wiedzą co robią!

Zimny wiatr wciskał się w każdy zakamarek, ale przynajmniej słońce w końcu obudziło się z letargu! Niebo zrobiło się znów toskańskie, lazurowe, nasycone... Pełna napięcia obserwuję pogodowy kwadracik. Uśmiecham się do małych słoneczek, ale aż boję się mówić o tym na głos, żeby znów prztyczka w nos nie dostać. Powiem to zatem szeptem: zima już sobie poszła....

***
Po obiedzie wpadłam w wir prac. Porządki wiosenne w Domu z Kamienia ruszyły pełną parą, motywacja tym większa, że w innej części Europy Goście z pewnością już pakują walizki. Osiem okien umytych, wypucowane tu i tam, ale końca jeszcze nie widać. Dziś czeka nas pracowity dzień. Mario już wczoraj chciał wyciągnąć ławki na taras i myślę, że chyba rzeczywiście nie ma na co czekać. Za wiatrem, na słońcu tak miło się siedziało, tym bardziej, że nad głową zaczęły krążyć jaskółki...


- Popatrz! Wróciły! Jeszcze dziś rano mówiliśmy, że nie ma jaskółek, a tu taka niespodzianka. 
Zrobiło mi się zaraz lepiej na duszy. Słońce, jaskółki nad głową, okna błyszczące, może zaraz i w glicine obudzi się życie. Mówią, że una rondine non fa primavera, ale nad Biforco latało ich wczoraj całkiem sporo. 
Cicho sza! Nie mówicie o tym zimie...

JEDNA JASKÓŁKA WIOSNY NIE CZYNI - UNA RONDINE NON FA PRIMAVERA 


czwartek, 22 marca 2018

Klub wielbicieli kanapek


- Nie martw się Pusia - mówi Tomek. - Jak chcesz to zagram ci "Primaverę" na flecie. 
- Zagraj ... Chociaż tyle...
Około 16.00 w Biforco po śniegu nie było już właściwie śladu, ale okoliczne wzgórza zrobiły się znów białe i krajobraz wyglądał jak banalny obrazek towarzyszący styczniowi w kalendarzach jakie pamiętam z dzieciństwa.    
- Mogę zagrać z tobą? - Mikołaj przysiadł się do Tomka z gitarą elektryczną. 
Vivaldi w duecie, klasyka w szkolnym wydaniu z rockową nutą. Dzięki chłopcom odzyskałam na chwilę dobry humor. 



- Pusia, a czy jutro mógłbym do szkoły dostać większą kanapkę? 
- Możesz, a ta dziś była za mała?
- Nie, ale jutro obiecałem M. większy kawałek.
- Słuchaj, a czy twoi koledzy to noszą do szkoły drugie śniadanie?
- Noszą, ale twoje kanapki bardziej im smakują.
- To tylko zwykła kanapka. 
- Wiem, to tylko szynka, trochę majonezu i papryka. A słuchaj ... dziś E. się mnie pyta: "co to jest to czerwone co jesz?" No to mu mówię, że to właśnie papryka, a on zdziwiony: "to panino się je z papryką???" Twoje kanapki mają wiernych fanów. Codziennie się z kimś dzielę. 
- To kto jest w tym kanapkowym fanklubie? 
- M. i M. i N. oczywiście, czasem F. i nawet S.   
- A to dobre! mam nadzieję, że jak już wszystkich obdzielisz to dla ciebie też coś zostaje. 
- Czasem niewiele, dlatego jutro daj mi duże panino
- A pamiętasz jak się kiedyś dzieci zdziwiły, kiedy zanieśliście do szkoły surowe marchewki na przekąskę? 
- Pamiętam... Pytali: "to marchewki można jeść na surowo???" 



Podwójna dawka panino leży już przygotowana, a ja czuję się jak kanapkowy mistrz.

Notka pogodowa. 
W nocy nie chwycił zapowiadany mróz i ponoć z każdym dniem ma być już tylko cieplej, ale jakoś mi skrzydła chwilowo opadły, bo przecież góry powinny się już zielenić, tymczasem ...

KANAPKA to po włosku PANINO (wym. panino)

środa, 21 marca 2018

"Wiosenne" dzień dobry i historie do spisania.


Tak było wczoraj... Zimno jak nie wiem, ale przynajmniej to tu to tam tliła się odrobina nowego życia dającego nadzieję. Nie pokażę jaki krajobraz mam za oknem w tej chwili. I tak nikt mi nie uwierzy. "Pięknie" nas wiosna wita. Cisną się na język same przekleństwa i o byciu kwiatem lotosu już praktycznie nie ma mowy. 
Jeszcze się nie zdarzyło, żebym o tej porze nie tknęła ogrodu, żebym donic z zimowania nie wyciągnęła na światło dzienne... Jeszcze się nie zdarzyło, by marzec dobiegł prawie do mety bez choćby jednego dnia prawdziwie ciepłego. Ciepłego po toskańsku!


Przy wtorkowej kolacji zebrało nam się na opowieści o największych życiowych gafach. Mario w temacie wygrywał, swoimi "popisami" mógłby obdzielić kilka osób. Choć znamy te historie na pamięć, to chłopcy i tak wołali: "Opowiedz! Opowiedz!" Snuł więc Mario opowieści o swoich gafach i o gafach innych, opowiadał też kolejny raz o pewnych zdarzeniach z życia Marradi, a my znów zwijaliśmy się ze śmiechu.
- Ty to powinnaś wszystko spisać!
- Chętnie, ale kiedyś powiedziałeś, że niektóre tematy lepiej ominąć i pewnych historii nie upubliczniać.
- Oj tam!
A zatem któregoś dnia o tym wszystkim opowiem...
Opowiem o pewnym kinowym widzu i jego szczególnych zachowaniach, o człowieku, który wiwatował na cześć strażaków i o innym, który próbował z życiem się pożegnać, ale lina okazała się za długa, o wyimaginowanym kocie, o szerszeniach i niewidomym... W spisanych opowieściach nie może oczywiście zabraknąć serii niefortunnych przygód strażaka Mario. 
Tyle historii czeka na spisanie, a czas ostatnio znów jakby się uszczuplił... Tyle spraw na głowie, że czasem nie pamiętam nawet jak się nazywam. Cieszę się na myśl o Wielkanocy i nie o same święta tu chodzi tylko o to, że zaplanowałam kilka dni wyłączenia się z codziennej gonitwy. Mam silne postanowienie przestawić się na boczny tor. 
Dobrego dnia! Dobrej wiosny! 

NIEFORTUNNE ZDARZENIA to po włosku DISAVVENTURE (wym. disawwenture)


Drukuj