niedziela, 4 lutego 2018

Przemyślenia spod pieleszy


Moje przeziębienie powoli odpuszcza, ale korzystając z iście zimowej niedzieli, postanowiłam jeszcze jeden dzień spędzić w domowych pieleszach. Śniegu przed domem już wprawdzie niewiele, ale szczyty są białe, temperatura zdecydowanie niższa niż 12 stopni, do których byliśmy już przyzwyczajeni... Mówiąc krótko febbraietto maledetto chyba nie zamierza odpuścić, bo prognozy na następne dni nie przewidują wielkich zmian. Śnieg dotarł nawet na niziny. Pod Rimini krajobraz się podobno ubielił, a i wzgórza otaczające Florencję niewiele mają teraz wspólnego z wiosenną scenerią. 
Śnieg to oczywiście nie moja bajka, ale tym razem wyjątkowo nie narzekam na taki weekend. W nosie mam pogodę, bo i tak maledetto przeziębienie uziemiło mnie w łóżku. Uziemiło, ale oczywiście nie ubezwłasnowolniło, ani nie pozbawiło jasnego myślenia, a zatem nadrobiłam chyba wszystkie mailowe i artykułowe zaległości, znalazłam czas na lekturę, na film z chłopcami, na kilka partii szachów z Mikołajem. Na momencik nawet z pieleszy się wygrzebałam, by w kuchni poczarować, czego smaczny efekt znajdziecie tutaj. Dziś dalej mam zamiar kulinarnie eksperymentować, tym bardziej, że oto przed nami ostatni tydzień karnawału i nie wypada, żeby w Kamiennym Domu zabrakło na tę okazję słodkości. Już  znalazłam coś ciekawego do wypróbowania, ale na pewno powtórzę też zeszłoroczne frittelle di riso, które są absolutnie moim karnawałowym faworytem. 

Dwudniowe leżenie w łóżko zaowocowało różnymi przemyśleniami. I tak postanowiłam - zabieram się na serio za pracę nad książką. Nie ma sensu szukać wciąż wykrętów, że czasu brak, że myśli rozproszone. Obiecałam sobie na 40stkę, że coś z tym wreszcie zrobię, a nie ruszyłam z miejsca nawet o pół kroku. To musi być tak jak z wyprowadzką z Polski. Rach ciach i już, bo inaczej, nigdy nie będzie dobrego momentu. Gdybym znów marudziła, że brak mi czasu albo pewności siebie, przypomnijcie mi o tej mojej deklaracji. Życie jest za krótkie, by pozwolić sobie na brak konsekwencji. 

BRAK to MANCANZA (wym. mankanca) 

Ps. Na zdjęciu castagnole, jeszcze jedna tutejsza słodkość karnawałowa.

13 komentarzy:

  1. I to jest odpowiednie podejście. Trzymam Cię za słowo! Aga

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też czekam i się cieszę :-) Kasia praska

    OdpowiedzUsuń
  3. To będzie najlepsza książka!!!!! Trzymam kciuki!!!! Julita

    OdpowiedzUsuń
  4. Wierzę w sukces książki ... proszę nie zwlekać ... trzymam kciuki, żeby całe przedsięwzięcie się udało. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Powinnaś już zaczynać pisać,materiał jest,tylko czas i wena pozdr Kris

    OdpowiedzUsuń
  6. I ja też !!! marta

    OdpowiedzUsuń
  7. I ja również:)))
    Muzien

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak jest Kasia w razie czego na Kikstarterze uruchomi się zbiórkę aby to wydać :)
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra myśl..:))))))
      muzien

      Usuń
  9. Zrobilam juz miejsce na półce :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Droga Kasiu, gdyby wszyscy chorujacy mieli takie tworczo-pozytywne nastawienia, to chyba caly swiat by ozdrowial:) A na powaznie to wielki plus dla Ciebie za decyzje i powolanie nas czytelnikow Twojego bloga na swiadkow Twojego postanowienia. Tylko prosze, nie czekaj na rozpoczecie dopiero po przeprowdzce. Termin rozpoczecia(biorac pod uwage piekno tematu, zebrany material i oczywiscie talent ubierania w piekne slowa, nawet zwyklych wydarzen) minal juz conajmniej przedwczoraj:)
    Jako stala, codzienna czytelniczka, jestem nawet gotowa na to, ze nie bedzie codziennych notek.
    W koncu sa sprawy wazne, wazniejsze i najwazniejsze:)
    Pozdrawiam bardzo serdecznie
    Malgosia Neuss

    OdpowiedzUsuń
  11. Trzymam kciuki i czekam z niecierpliwoscia!!
    czeko

    OdpowiedzUsuń

Drukuj