niedziela, 18 lutego 2018

Jak w powieści...


"Le cose importanti iniziano, quando tutto sembra finito." (Ważne rzeczy zaczynają się wtedy, gdy wszystko zdaje się skończone...") Tymi słowami zaczyna się ostatnia powieść Fabio Volo, którą przytargałam z biblioteki i z którą zaległam w cieple kominka. Oczywiście nie żadna tam wielka literatura - ot miła i przyjemna lektura na wstrętne, lutowe popołudnie, blisko spokrewnione z listopadem. 
Urzekło mnie to zdanie i zmusiło do refleksji. Cofnęłam się do postów sprzed kilku lat. Do zimy 2013, kiedy to zdawało się, że zgasła ostatnia iskierka... To wszystko co się wydarzyło potem, nauczyło mnie trzech rzeczy. Po pierwsze, że życie jest nieprzewidywalne i nigdy niczego nie można być pewnym, po drugie zaczęłam doceniać drobiazgi tu i teraz, bo tylko "dziś" jest tym, co mamy na pewno i po trzecie - zrozumiałam, że nic w życiu nie dzieje, się bez przyczyny, nawet to, co w danym momencie przeklinamy, być może za jakiś czas okaże się mieć sens...


Cała sobota rozpłynęła się w sentymentach i nostalgii. To chyba naprawdę ta pogoda, bo gdyby było ładnie, to gdzieś by nas poniosło i nie siedziałabym i nie roztkliwiała się nad życiem. 
Tomek pojechał do Florencji do teatru i ledwie drzwi się za nim zamknęły Mikołaj zaczął snuć się jak opuszczony psiak. 
- Chodź tu, usiądź obok mnie, poczytamy razem. 
- A pogramy w briscolę? 
- Dobrze, pogramy... 
Przy trzeciej partii gra mnie zaczęła nużyć, ale nagle popatrzyłam na śliczną, jeszcze dziecięcą buzię Mikołaja i przyszło mi do głowy, że przecież za kilka lat będę za tym tęsknić jak wariat. Mikołaj będzie miał swoje towarzystwo, może pojedzie w świat, a ja będę czekać z utęsknieniem i marzyć o chwili kiedy znowu usiądziemy naprzeciwko siebie z kartami w ręku. 
- Zagramy jeszcze raz? 
- Zagramy.
Zagraliśmy kolejną partię i jeszcze jedną, a potem zaproponowałam:
- Upieczemy coś? 
Mikołaj raz dwa stanął przy stole, wyciągnął z lodówki składniki. Chwilę później w kuchni rozszedł się cytrynowy zapach ciasteczek z ricottą


Dopiero późnym wieczorem wrócił Tomek i zaraz od progu zaczął opowiadać jak to było pięknie, jaki teatr wspaniały i ta lirica ... A na koniec usiadł mi na kolanach, jak wciąż na szczęście ma w zwyczaju, przytulił mocno i powiedział:
- Pusia moja najukochańsza! Tęskniłem za tobą!   

POWIEŚĆ to po włosku ROMANZO (wym. romanco)



2 komentarze:

  1. Nie marnuj szansy, będziesz mogła więcej, poczujesz pewność, stabilizację - pomyśl o Patronite. Wiem, że to Ci się uda! Powodzenia 😃

    OdpowiedzUsuń

Drukuj