niedziela, 11 lutego 2018

Florencja zamiast karnawałowych szaleństw


- Wiesz, co mówi prof od techniki, kiedy narysujemy krzywą linię?
- Nie.
- Mówi tak: "Kojarzysz drogę do Florencji przez Fiesole? Tak - odpowiada wtedy uczeń. No to twoja linia tak właśnie wygląda!"  
...
Uwielbiam ten moment, kiedy wreszcie po niezliczonej ilości zakrętów, za kolejnym wyłania  się ona ... Firenze... Moje ukochana Firenze...
I ja mam to wszystko na wyciągnięcie ręki i mogę wracać tu tak często, jak mi się podoba i wciąż niezmiennie się zachwycać, pozwalać zaskakiwać, mamić nowo odkrytymi cudami albo tymi, które widziałam wcześniej kto wie ile razy... 
Nasz sobotni wyjazd udał się wspaniale, nawet jeśli ukartowany plan musiałam zmodyfikować. Nie ma tego złego... Coś co tkwi tu od wieków, przecież nie ucieknie, a ja nigdzie się stąd nie wybieram. Główny punkt wyprawy odłożyliśmy na inny raz, bo tracenie czasu w absurdalnie długiej kolejce nie jest dla mnie, nigdy nie było i nie będzie. Zamiast tego zaraz zaproponowałam moje alternatywy i tak dzień wypełnił się nowymi, niezapomnianymi obrazami. Pokażę Wam ja w kolejnych dniach, opowiem nowe historie, odkryję kolejny fragment Florencji ...



Dziś tylko kilka "nieznaczących" kadrów. Niestety wciąż jestem bez aparatu, więc jakość zdjęć jest jaka jest. Tak czy inaczej obrazy zostają przede wszystkim w głowie, w sercu, tymi obrazami malują się się wspomnienia, które poniesiemy w dalszą drogę. Stara pracownia, zabytkowe szachy, ludzie przed fiaschetterią, mimozy, puste ulice, uliczni grajkowie ... 
Kilka przedreptanych godzin sprawiło, że wizja wieczornego balu zaczęła się rozpływać w niebycie. Opadliśmy z sił.
Zamiast przebierankowych szaleństw i zabawy do rana wybraliśmy spokojny wieczór w bottedze u starego przyjaciela, ale o tym też nie dziś. Dziś tylko Firenze, w której wiosna budzi się do życia ... 

To naprawdę musi być wiosna!!!

KRZYWY to po włosku STORTO (wym. storto)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj