środa, 28 lutego 2018

"Odkopki"


Kiedy rano zobaczyłam, że przed domem zaczęły pracować koparki, przyszło mi do głowy właśnie takie słowo - "odkopki"! Zimno zrobiło się nie na żarty i kiedy w poniedziałek szłam do sklepu śnieg sypał jak oszalały, gnał z wiatrem i wciskał się w każdą szczelinę. Opatuliłam się pandą tak ciasno, że tylko nos mi wystawał i poczułam się w jednej chwili jak wiejska baba z reymontowskich chłopów. Przygarbiona, ciężki chód ... jeszcze mi tylko wiązki chrustu brakowało na plecach...    


We wtorek śnieg padał "normalnie", już nie musiałam się aż tak opatulać i kiedy zobaczyłam, że koparki pracują przed domem, pomyślałam, że może to naprawdę historyczna zima i warto ją na serio sfotografować. Znów ruszyłam do Marradi.  


Ci, którzy lubią zimowe klimaty byliby wniebowzięci. Ja sama już przestałam rozpaczać. Z naturą nie wygrasz. Niektórzy mówią, że dużo śniegu zimą - dużo grzybów i trufli na jesieni, tylko ten mróz niepotrzebny ... Dziś w nocy rzeczywiście termometr pokazał -11!!!  


Po obiedzie co i raz zaczęło przebłyskiwać słońce. Postanowiliśmy oddalić się ciut od Marradi, by złapać więcej niezapomnianych kadrów. Ranger kolejny raz udowodnił, że  jest stworzony do takich warunków. Gdybym lubiła zimę, powiedziałabym nawet, że ostatnie płatki śniegu (ostatnie tego dnia) wirujące w nieśmiałym słońcu wyglądały całkiem... spektakularnie. 


Jeszcze tylko dwa dni! Oby wytrzymać do piątku! Nawet jeśli potem zapowiadają ulewy...  
Ale zanim nadejdą ulewy, przed nami jeszcze czwartek. Wiecie co mówią o czwartku? Że nadchodzi BIG SNOW!!! Nie wiem w takim razie jak nazwać to, co było do tej pory. Nawet koparki mogą okazać się niewystarczające. Gdyby coś, będę wysyłać sygnał satelitarny! Mam nadzieję, że do Wielkanocy nas znajdą.

KOPARKA to po włosku RUSPA (wym. ruspa)

wtorek, 27 lutego 2018

Zima stulecia?

Toskania pod śniegiem

Niektórzy marradyjczycy twierdzą, że dawniej takie zimy to była norma i o co w ogóle takie wielkie halo. Inni natomiast, tak jak te dwie starsze panie, których rozmowę słyszałam w supermarkecie, wspominały, że czegoś takiego to nie było odkąd one były dziećmi. 
Natomiast odkąd ja pojawiłam się w Marradi, czyli to już prawie 11 lat, porządnych śnieżyc były raptem dwie. W 2010 w marcu, o czym wspominałam nawet ostatnio i w 2012 roku, w lutym, kiedy to armagedon przyszedł zaraz po naszym wyjeździe do Polski. Śnieg zasypał Casaluccio, a od mrozu w domu strzeliły rury... 


Ostatnia najgorsza w skutkach fala mrozu przetoczyła się przez Italię w połowie lat osiemdziesiątych. Wtedy to padły u nas nawet drzewa oliwne... To była bez wątpienia zima stulecia. Najniższa temperatura jaką odnotowała stacja meteorologiczna Firenzuola to było, uwaga ... 26 stopni poniżej zera! W tym samym czasie stacja najbardziej wysunięta na południe Włoch stacja Foggia minus 10! Lotnisko we Florencji w połowie stycznia skute było dwudziestostopniowym mrozem. Uwierzycie??


Przy tym wszystkim nasze dzisiejsze - 6 o świcie zdaje się błahostką, ale śniegu za to mamy już chyba więcej niż na Biegunie Północnym i co gorsze wciąż sypie. Zasypało Rzym i wiele innych miejsc, gdzie konkretny śnieg ogląda się raz na kilka albo nawet kilkadziesiąt lat ... Oczywiście w stolicy z tego powodu paraliż, szkoły zamknięto i generalnie poddano się kataklizmowi. U nas to co innego ... w tym miejscu muszę pochwalić organizację w Marradi. Pługi jeżdżą całą noc, do pracy angażują się również osoby prywatne dysponujące odpowiednim sprzętem. Nawet jeśli w Marradi zima nie jest anomalią, ale też anomalią nie jest jej brak, to trzeba przyznać, że nigdy się nie zdarzyło, żeby "zima zaskoczyła drogowców"...  
Największy spadek temperatury ma być jutro. Ma się też nareszcie choć na chwilę wypogodzić. Akurat jutro powinny zapłonąć światła dla marca i oczywiście nie mam zamiaru z tego rezygnować! Żaden mróz mnie nie wystraszy. Barchany na d.... i do świętowania, bo dla mnie Lume a marzo to coś więcej niż sylwester!
Dobrego dnia! Nie zamarznijcie!

ZIMA STULECIA to po włosku INVERNO DEL SECOLO (wym. inwerno del sekolo)

poniedziałek, 26 lutego 2018

Sporty ekstremalne


Passo dell'Eremo spowijała mgła tak gęsta, że Ranger musiał toczyć się a nie jechać, bo nie dość, że widoczność była mocno ograniczona, to nagle jak widma za kolejnymi zakrętami wyłaniały się zaparkowane samochody, a zaraz za nimi "skocznie", snowbordziści, saneczkarze, "oponiarze", młodzi ludzie zaopatrzeni w najróżniejsze sprzęty. Na tych sprzętach śmigali w dół, znikali w nicości, rozpływali się we mgle. Tylko śmiechy i okrzyki nieruchomo wisiały w powietrzu. 


Czasami niektórzy się mnie pytają czy w naszych górach można jeździć na nartach. Oto dowód. Jak tylko zdarzy się, że przyjdzie śnieżna zima i człowiek ma odrobinę pomyślunku na organizację śniegowych szaleństw, to wszystko można. Nie ma orczyków ani wyciągów, ale jest za to kolega z pandą, który czeka kilka zakrętów niżej, zabierze podwiezie i można znów ślizgać się w dół!


Chłopcy znaleźli swój własny kawałek stoku i na workach i na brzuchu dalej szaleństwa uprawiać i taka zabawa trwała generalnie cały weekend, tylko grzejniki i kominek wciąż oblepione były umęczoną śniegiem garderobą. 


A ja wzdrygam się od samego patrzenia. Ale to wiadomo! Zaciskam zęby i przez te kilka dni postaram się jakoś zdzierżyć krajobraz w moim - o zgrozo! - ulubionym kolorze. Mam nadzieję, że szybko ten kolor przeniesie się do szafy, że wyjdą wreszcie z dna garderoby moje ukochane białe sukienki...
Buongiorno a tutti! 
Buongiorno BURIAN!
JEŹDZIĆ NA NARTACH to po włosku SCIARE (wym. sziare) 

niedziela, 25 lutego 2018

Podejrzany jegomość i muzyka w duszy



- A mano a mano ... - podśpiewuję pod nosem dokładając kolejny element puzzli. Poranek przy filmie "Allacciate le cinture" na cały dzień wbił mi do głowy piękną ścieżkę dźwiękową. 
- Mama śpiewa - skomentował Mikołaj. 
- Mama śpiewa? Nie wierzę! - Skwitował krótko Mario.
- Śpiewa, śpiewa. To ... no ... tego ... A mano a mano ...
- I nawet nie jest pod prysznicem.
- Przede wszystkim to ja nie śpiewam pod prysznicem. Tobie nie zdarza się, że jakaś melodia wejdzie ci do głowy i prześladuje cię przez cały dzień? I na dodatek to nie zawsze jest melodia, która nam się podoba. Akurat a mano a mano uwielbiam, ale czasami ...
- Ostatnio nuciłaś to z Gwiezdnych Wojen - wtrącił się Mikołaj. - Tom tom tom tomdodom.... 
- A przecież tego nie cierpię! Pazzesco


A mano a mano ... 
Piękny to film "Zapnijcie pasy"! Obejrzyjcie koniecznie! Po lekkim zawodzie jakim okazała się Magnifica presenza mojego najulubieńszego z ulubionych Ferzana Ozpetka zaczęłam myśleć, że magia reżysera przeminęła. Okazało się jednak, że był to tylko chwilowy spadek formy. Allacciate le cinture to film o miłości, bez banału, bez patosu, bez tandety. Okraszony świetnym aktorstwem, klimatem mojej ukochanej Puglii i poruszającą muzyką. Jak zwykle u Ozpetka dramat miesza się z komedią. Uśmiech przez łzy. Nie mogło oczywiście zabraknąć - tak dla niego charakterystycznych - tematów trudnych. Mówiąc krótko - mistrz powrócił! 

I jeszcze tak na zachętę odnośnie filmu rzecz zupełnie przyziemna. Zazwyczaj w scenach łóżkowych to kobieta przyciąga spojrzenie. Tu jednak Francesco Arca ukradł Kasi Smutniak wszystkie gorące sceny. A zatem drogie panie ...
Ja tymczasem już ostrzę zęby na Napoli velata.


- Mikołaj powtórz proszę scienze!
Bez słowa bierze podręcznik i sadowi się przy kominku, po jakimś czasie pyta:
- Odpytasz mnie? 
Na moich kolanach ląduje książka otwarta na "komórkach"
- Wiesz co ... Ale ja chyba niewiele zrozumiem. Nie jestem właściwą osobą do odpytywania z tej dziedziny. Poproś Tomka. 
- Ale ja nie chcę, żeby mnie Tomek pytał!
- Tooomeeek! - wołam i pytam jednocześnie - a co masz do Tomka?
- Bo on wymyśla jakieś dziwolągi! Ostatnio jak mnie pytał z odmiany verbi (czasowników), to wiesz co miałem odmieniać? 
- Co?
- Na przykład smaterializzare. 
- Dio bono! Tomek odpytaj go proszę, ale po ludzku, bez wydziwiania!

Na tarasie zamieszkał Olaf. Znów pojawił się z synem. Powiem Wam po cichu, że według mnie to właśnie on odpowiedzialny jest za zaginięcie Primavery. Wygląda niewinnie, nawet całkiem przyjaźnie, ale obawiam się, że w głębi duszy to ... zimny drań!

PODŚPIEWYWAĆ, NUCIĆ to po włosku CANTICCHIARE (wym. kantikkiare)

sobota, 24 lutego 2018

Ktokolwiek widział...


ktokolwiek wie ... Wyszła niecały rok temu.Ostatnio pojawiła się znów na krótką chwilę pod drzwiami, ale jak twierdzą niektórzy zapomniała kluczy. Od tamtej pory ślad po niej zaginął. Ktokolwiek widział... Młoda, atrakcyjna, twarz oszałamiająco piękna, zupełnie jak Simonetta na obrazach Botticellego, policzki zaróżowione od pierwszego słońca. Kwiaty najróżniejsze we włosach. Ubrana fantazyjnie w odważnych kolorach z wyraźnym zamiłowaniem do fioletu, bieli, żółci i różu. Ktokolwiek wie, gdzie aktualnie przebywa proszony jest o odesłanie jej lub choć o wskazanie drogi do domu. Najlepiej do Domu z Kamienia. Bardzo za nią tęsknimy i bardzo się wszyscy martwimy. Pewnie nie ma przy sobie dokumentów, ale zwą ją PRIMAVERA...

Dobra! To sobie ponarzekałam, a teraz basta.


- Pusia szczęśliwa jesteś, że masz dzieci, które z tobą pieką ciasta?
- Bardzo!
- Widzisz... Nie wszystkie mamy mają takie dzieci. 
- I też nie wszystkie dzieci mają mamy, które pieką z nimi ciasta. 
- Oj weź Pusia mnie nie dołuj! 
- Ale tak przecież jest...

Piątkowe, wyczekane popołudnie... 
Tak jak przewidziałam, czas minął nam wokół kominka i kucharzenia. Zrobiliśmy pyszne ciasto na trzy pary rąk. Wyszło nam naprawdę doskonale! Dzisiaj mam zamiar kontynuować eksperymenty i tak jak wczoraj chcę zaangażować w to chłopców. Przepisy do wypróbowania już czekają w kolejce.
 Piątek wieczór był też klasycznie wieczorem filmowym. Tym razem na ekranie włoskie kino - Benvenuto Presidente! Niestety z całym moim umiłowaniem dla aktorów i gatunku, muszę z żalem stwierdzić, że słabiutkie. Nawet Tomek stwierdził, że zaczynało się nieźle, ale potem to już mizerota.
Ostatnia w tym roku lutowa sobota nie przewiduje dla nas szczególnych atrakcji. Będziemy więc my sobie atrakcją nawzajem. Nawet najdrobniejsze rzeczy robione razem, są dla mnie  i zawsze będą czymś WIELKIM.   

ODRADZAĆ to po włosku SCONSIGLIARE (wym. skonsiliare)


piątek, 23 lutego 2018

Sukcesy i fantazje


- Jak dziś zapowiada się dzień? 
- Czwartek jest moim ulubionym. Mamy dwie godziny angielskiego i scienze i teatr i arte
- Brzmi świetnie!
- Ale tak czy inaczej chętnie zostałbym w domu...
- Marzec, kwiecień, maj ... i zaraz będzie po sprawie. Ja też lubię jak jesteście w domu. Najbardziej piątek wieczór, kiedy razem kładziemy się do łóżka i coś oglądamy. 
- Ja też! 
Uwielbiam też sobotni naleśnikowy poranek z filmem. Nasz czas. Tylko nasz! I to już jutro, bo właśnie dotelepaliśmy się do piątku. Na sobotę planów brak, a w niedzielę czeka nas rodzinny obiad przed bierzmowaniem Tomka. 



***
Czwartek. Zaraz po szkole.
- Byłem interrogato z english - cztery słowa, trzy języki, cały Tomek. 
- I jak poszło? 
- Zgadnij!
- Ósemka? 
Na twarzy Tomka rozlewa się błogi uśmiech.
- Dziewięć? Dzieeeesięć? 
- Acha! 10! I Prof C. przerwała mi odpowiedź, bo mówiłem i mówiłem... 
- Bravo!!! Innych też pytała? Dobrze im poszło? 
- Szczerze mówiąc to nie wiem, bo potem byłem już zajęty rysowaniem.
- Że jak?
- No wiesz rakietę projektowałem. Chcesz zobaczyć? 
- Żebyś ty tylko nie miał z tego powodu problemów.  
- Podobają ci się? - Tomek rozkłada przede mną diario (to rodzaj dzienniczka - a bardziej notesu i kalendarza uczniowskiego). 
- Niesamowite. Ty to jednak nie jesteś normalny!
- Dzięki Pusia. 
- Ale ty wiesz, że w moich ustach to komplement!
- Wiem, wiem.
- A pokaż te kolorowe stworki.
- Te na halloween?
- Tak, tak!
 Rakiety kosmiczne ustępują miejsca Frankensztajnom i innym cudakom. Tomka diario jest jak komiks, szkicownik, odzwierciedlenie duszy. Wciąż jest w nim tak wiele tego małego Tomusia z ołówkiem, długopisem, mazakiem trzymanymi "nieprawidłowo".  

PYTANY to znaczy INTERROGATO (wym. interrogato) 

Ps. Tomek prosi by darować mu błędy, których na pewno przy rysunkach nie brakuje.

Drukuj