czwartek, 11 stycznia 2018

Widoki z piekła


Z "piekła" widać prawdziwy raj ... Z jednej strony ośnieżony, majestatyczny masyw Abetone, z drugiej cały archipelag apenińskich wysp skupionych ciasno na morzu gęstej, styczniowej mgły. Inferno - tak to miejsce nazywają miejscowi...
 

 Kocham Florencję, uwielbiam morze, ale to w górach wyrastają mi skrzydła... W najbliższym czasie planuję dwie większe wyprawy. Mam nadzieję, że nie będą odkładane w nieskończoność, bo zależy mi właśnie na "zimowym" klimacie. Jakkolwiek to zabrzmi - potrzebuję się "sponiewierać". Tymczasem niedzielny spacer do Inferno był tylko namiastką prawdziwej eskapady, chwilowym podładowaniem baterii przed nowym tygodniem i powrotem do starego pracowo - szkolnego rytmu. 
Nie byłam jeszcze nigdy na Abetone, zawsze patrzę na nie z daleka i obiecuję sobie - a to wiosną, a jesienią, a niedługo i tak przekładam na wieczne nigdy... Ale w końcu - może wiosną?
Poza tym mam kolejny szlak do przejścia. Cel znajomy, ale droga inna. O., A., I. reflektujecie? 



 Z Gattoleto widać natomiast Falteronę. Tam przynajmniej mogę powiedzieć - byłam! Wylęgarnia Bazyliszków też oprószona jest śniegiem, ale nie bardzo, tylko appena, appena - jak mówią Włosi. 
Zastanawiam się czy z tą zimą to już tak zostanie? Nie śmiem łudzić się na głos, że śniegi i mrozy już nas nie dosięgną, ale jeśli ... to byłoby pięknie! Chciałabym wierzyć, że pierwszy - rekordowo wcześnie sfotografowany przeze mnie fiore di San Giuseppe to przedsmak "primavery" ...

 
"Strastellowicze" rozpoznajecie??? :)

Przed nami jeszcze dni kosa, a potem jeszcze luty... A jak mówi włoskie przysłowie - Febbraio, febbraietto, corto corto e maledetto. (Luty, miesiąc krótki, ale przeklęty). Dobrego już prawie weekendu!!!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj